9 maja 2022 roku, godz. 7:40 76,9°C

bzdety

- Wiesz, perspektywa, to, jak postrzegasz życie, jak postrzegasz siebie, jak czujesz się w tym życiu, jakie masz podejście do tego, co robisz, zależy w dużej mierze od głosów, które podtrzymujesz w swojej głowie. Myśli, do których przywiązujesz najwięcej uwagi.

Wstałem po piątej, cały obolały, gdy postawiłem pierwszy krok czułem ból w nogach, stopach, niedawno poznałem mięsnie na stopie, które dawno zapomniałem. Każdy dzień staje się lekcją, staje się nauką. Uczę się tego, w jaki sposób nie przywiązywać uwagi do konkretnych myśli.

Uczę się również, że nie zawsze można kontrolować w 100% myśli, które pojawiają. Ale teraz rozumiem, że nie zawsze można niektóre z nich od razu uciszyć. Wiele z nich powstaje z emocji i jeśli zabronić im wypowiadać się, to jak grzebać je w sobie, gdzie dalej żyją pod skórą i trwają w ukryciu. Do myśli trzeba czasem podchodzić jak do rozmowy z człowiekiem, z którym być może nie chce się rozmawiać, ale trzeba po prostu dać mu powiedzieć, co ma powiedzieć, bo na końcu wszystkiego pozostaje wybór, czy warto przywiązywać uwagę do jego słów, czy warto kierować się takim, czy innym poglądem.

Byłem na porannej sesji na desce. Standardowa godzina z hakiem na poranny rozruch. Co drugi dzień mam zjazd. Kiedyś miałem na to prosty sposób: alkohol w połączeniu z agresywną muzyką wprawiał mnie w "savage mode". Czułem się silny, ale była to siła płytka, chwilowa, zasilana paliwem, które wypala.

Teraz bez alkoholu, co drugi dzień, gdy staje na desce i nie czuję flow, chce mi się płakać. Zaczynam od nowa mentalną walkę w głowie. Przestałem jednak uciekać przed myślami, uciszać je. Czasem po prostu siadam na moment i daję im powiedzieć, co chcą powiedzieć:

"Przestań się kompromitować. Daj sobie spokój. Tylko się błaźnisz. Jesteś i tak bezwartościowy. Do niczego się nie nadajesz, niczego nie osiągniesz, nic nie zdziałasz. Tylko się wygłupiasz, a ludzie śmieją się z Ciebie. Idź do domu, zrób pracę, spędź czas z rodziną"

Gdy wysłuchałem tej myśli, była mi bliska. Byliśmy prawie jak jedno ciało. Pojawił się spokój, komfort, ulga. Z wielu powodów. Mogłem wtedy wstać i pójść. Ale jest we mnie coś, ta cząstka, pewnie ta sama, która jako dziecko chciała żyć, kiedy pijany ojciec wracał do domu, kiedy nie mogłem spać przez całą noc, bo nasłuchiwałem, czy ojciec nie robi krzywdy mamie i czasem marzyłem o tym, aby zasnąć i nigdy się nie obudzisz, była we mnie cząstka, która chciała coś zmienić, która chciała coś zdziałać, chciała być silna.

Nie mogłem wstać i odejść, bo gdybym to zrobił, odszedł bym z poczuciem przegranej. Dlatego wstałem i stanąłem na deskę, żeby zrobić to, co zaplanowałem sobie zrobić. Pierwsza próba, dziesiąta. W końcu upadek wbił mnie w beton. Kolejna próba po upadku jest jedną z najważniejszych. Kiedy prawie udało się coś zrobić, ale zaliczyło się upadek, często nogi się trzęsą, ciało zaczyna się trochę buntować, umysł zaczyna bardziej szaleć, bo pojawia się dużo negatywnych wizji. Ale w tym wszystkim jest coś jeszcze - głęboki stan skupienia, wokół którego są niepewność, strach, niechęć i chęć odpuszczenia sobie. Jeśli człowiek pozwoli sobie na ten stan skupienia, będzie tym małym punktem, w który jest wpatrzony, wtedy pomimo miękkich nóg, lęku, niepewności, zrobi, co chce zrobić. A to uczucie, kiedy w obliczu negatywnych bodźców udaje się, uwalania pokłady euforii, adrenaliny, radości i jestem doświadczeniem, które ma właściwości tak silnie budujące, że wpisują się mocno w neurony i ciało.

Przez ostatnie lata przestałem zwracać na nią uwagę, bo pozwoliłem na to, by myśli, którymi się kieruję, były negatywne. Mówiłem do siebie przez cały czas: "Zdradziłeś siebie, porzuciłeś swoje marzenia, jesteś nic nie warty i niczego już nie potrafisz. Stoczyłeś się, z niczym sobie nie radzisz i jesteś żałosny". Nie chciałem widzieć, że ta cząstka, która ratowała mnie jako dziecko, jest cały czas przy mnie. Cały czas mnie wspiera, pomaga i sprawia, że tak na prawdę nigdy się nie poddałem. Że cały czas szukam swojej drogi, staram się, pracuję, że nigdy nie zapomniałem, że mogę coś więcej, mogę dokonać zmiany w sobie, w swoim życiu, żyć na własnych zasadach.

Nigdy nie porzuciłem pisania, bo każdego roku coś tworzyłem, nigdy nie porzuciłem rysunku i malarstwa, po prostu przestałem wierzyć w siebie przeze myśli, którymi żyłem i czasem w akcie desperacji robiłem rzeczy, które myślałem, że nie robię, bo nie zwracałem na to uwagi.

Gdy pomyślałem o tym, że cały czas się staram, zrobiło mi się luźno w głowie. Powstała w niej przestrzeń, w której mogłem spojrzeć na wszystko z innej perspektywy, z ten, która mnie buduje:
"Może nie udało mi się ogarnąć wszystkiego, co chciałem, może miałem wiele potknięć, upadałem wiele razy, wkurzałem się, buntowałem, ale nigdy sobie nie odpuściłem. Nigdy nie przestałem. Jestem w trakcie walki, którą mogę wygrać, która jest najważniejszą walką mojego życia".

W życiu potrzebne jest coś, co człowieka doprowadzi do granic wytrzymałości. Dlatego jeżdżę codziennie. Robię to dlatego, bo może wszystkie moje starania i błędy doprowadziły mnie do miejsca, w którym teraz jestem.

W swoim życiu na standardowym etacie przepracowałem może z 5 miesięcy. A pierwszy raz do pracy zarobkowej poszedłem, gdy skończyłem gimnazjum i była to oczywiście budowa. I nie oznacza to, że nie pracowałem na etacie, to znaczy, że mało robiłem. Były takie prace, gdzie, jak stolarnia, gdzie przez 6 dni w tygodniu pracowałem po 13 godzin. I chociaż tworzenie mebli mogło być namiastką tej cząstki, która chciała tworzyć i pisać.

Wszystkie moje decyzje, kombinacje doprowadziły mnie do miejsca, w którym teraz jestem. Po dwóch latach starań udało mi się ogarnąć wiele rzeczy na tyle, że pracuję zdalnie i nie muszę robić tego przez 13h, nie muszę nawet przez 8h. Chociaż mógłbym, to nie muszę. To pozwala mi mieć czas na swoje rzeczy. Pozwala mi zagospodarować czasem w ten sposób, by móc się rozwijać.

Dlatego codziennie rano wstaję po 5-tej. Idę na poranny trening, chociaż czasem czuję każdy mięsień i nie chce mi się. Ale gdy zaczynam się ruszać, ból mija. Mija sztywność mięśni, ograniczona ruchowość, pojawia się przyjemność, radość, zadowolenie z siebie, pojawia się wdzięczność do samego siebie za to, że wstałem i że robię to, co robię. To budujące. Potem pojawia się chęć, by z treningu wyciągnąć więcej i więcej.

Dlatego robię sobie dwie sesje na deskorolce. Przed południem, by się rozruszać i wieczorem, by doprowadzić się do momentu, gdy nie mam sił, bolą mnie nogi, jestem zmęczony, głodny, chce mi się iść do domu i zostawić to wszystko. W tym momencie, paradoksalnie, o wiele łatwiej znaleźć w sobie siłę. By starać się jeszcze bardziej, jeszcze mocniej próbować.

Każde doświadczenie w życiu może być tym, co nas buduje, utwierdza, stać się czymś fundamentalnym. Wszystko zależy od perspektywy.

Nie płacz Ewcia Ewa
 9 maja 2022 roku, godz. 21:59

Nie bzdety, ale ciekawe przemyślenia.
Każdy tu coś znajdzie o sobie :-)
Ja też.

RedRose Róża
 9 maja 2022 roku, godz. 9:37

Mentalna walka w głowie.
Skoro ją rozpocząłeś, to znajdziesz siły na zmiany tego, co chcesz zmienić.
Sama świadomość tego, to już dużo. A czytam, że upór, to Twój mocny atut, więc dajesz radę :)

Grunt, to znaleźć właściwą perspektywę :)

Powodzenia Jacobie!