21 października 2012 roku, godz. 20:36 33,8°C

Paluś

http://www.youtube.com/watch?v=VeE_WU8QlBM

- Widziałeś to? Mam dar – powiedział z delikatnym uśmiechem.
- Dar?
- Tak. Myślę, że każdy go ma. Umiem sprawić, żeby czas się zatrzymał… Ale to chyba zdarza się raz w życiu… Spójrz na tych wszystkich ludzi. Stoją w bezruchu, oczy wbite w jeden punkt i nasłuchują…
- Czego nasłuchują?
- Nie wiem. Może mają nadzieję.
- Ona umiera ostatnia, więc prawdopodobnie mają. Nawet jeśli to koniec, chcą wierzyć, że jednak nie.
- Ale to koniec – powiedział spuszczając wzrok.
- To tylko koniec pewnego etapu… pożegnanie na trochę dłuższy czas.
- Wiem… tylko jakoś tak szybko…
- Dla nas wszystkich jest to za szybko, szczególnie, że nikt się nie spodziewał…
Zamarli oboje, jakby tłum wokół nich nie istniał. Dźwięku chóru tak bardzo się rozmył, że nie słyszeli już słów. Dym z kadzidła wypełniał każdą wolną przestrzeń. Plątał się we włosach, płaszczach, przenikał wszystkie przemoknięte chusteczki. Delikatnie mieszał się z zapachem róż i lilii, drażniąc nozdrza tak, że czuć było obecność samego Boga.
- Chciałbym dla ciebie zrobić wszystko, ale nie to… nie to, co przyszło mi robić dziś.
- Taka praca… – zaśmiał się, chcąc zostawić po sobie resztki humoru – ...ale dziękuję. To, co wszyscy dla mnie zrobili… - zadrżał - Jest pięknie…
- Mówili, że jesteś dusza nie chłopak. Nawet nie wiesz jak bardzo cię kochają…
- Wiem. Nawet jak jest źle, takie rzeczy się wie. A dziś szczególnie mocno czuję każde zbolałe serce.
- Mówili o twoich pasjach, o tym, jak teraz było dobrze… Wspominają… Żałują. I twoje życie… Nie spotkałem dzieciaka, który tak kochałby życie. Miałeś w sobie tyle energii… - głos drżał coraz bardziej.
- Nie martw się, teraz jest dobrze i będzie jeszcze lepiej, bo wiem, że znów się spotkamy. Będę przecież czekał – uśmiechnął się znów.
Emanował od niego spokój, ale nie taki zwykły, tylko taki, jaki się czuje, gdy wszystkie zło tego świata w końcu cię opuszcza. Kiedy wiesz, że teraz może być tylko dobrze... Spoglądał na matkę, na ojca. Widział ich ból i czuł, że chciałby jeszcze raz, ten ostatni, powiedzieć, żeby się nie martwili, że da sobie radę. Zawsze stawał przeciwko światu i był już tak blisko wygranej... I widział brata, jak dusza stoi i strzeże. Jak opoka osuwa się, by zdjąć jarzmo cierpienia. I siostry, które zawsze witał braterskim buziakiem. Mimo siedemnastu lat nigdy nie wstydził się ich całować i mówić kocham. Wszystkim wtedy cicho spływał miód po sercu… że można tak pięknie kochać…

*pogrzeb
Poranek był pochmurny, dopiero gdy dźwięk syreny strażackiej oznajmił wszystkim, że już czas..., zaczęło przedzierać się słońce. Niczym dając dobry znak nadchodzącego smutku. Mówią, że jeśli w czasie pogrzebu pada deszcz - zmarły żałuje życia. U Pawła pogoda z minuty na minutę się poprawiała (w cerkwi przedzierały się jasne promienie, na cmentarzu zaś niebo było już całkiem bezchmurne, a słońce delikatnie suszyło łzy).
Z domu wyszło czterech mężczyzn w galowych mundurach. Szli wolno, krok za krokiem wymierzał odległość. Na barkach opartą mieli jasną trumnę. Białe rękawiczki przytrzymywały brzegi, a oczy jakby zamarły w żałobie. Za nimi słaniając się na nogach wyszła z domu matka. W dłoniach, ściśnięte przy piersi miała zdjęcie Pawła. Wtedy jednym duchem rozlało się morze łez zebranych. Widziałem to… Cała wieś… Babki-przekupki płakały jak za własnym dzieckiem. Gdy starzec odchodzi, jest żal. Gdy odchodzi młody, jest serce pełne rozżalenia, goryczy i niezrozumienia. I kłujące pytanie „ dlaczego”, na które nikt nie zna odpowiedzi. Wtedy jedynym ratunkiem jest Bóg i wiara w to, że dusza właśnie tyle czasu potrzebowała na ziemi, by zasłużyć sobie u Pana. W takiej chwili każda odpowiedź duchownego, daje chwilowy spokój i zrozumienie. A co powiedzieć dziś…?
Sznur samochodów ciągnął się kilka kilometrów. Wokół cerkwi gromadził się już tłum ludzi czekających na pożegnanie. Pożegnanie…? Nikt nie chce tak się żegnać. Jedyne czego się pragnie to przekląć świat za tą niesprawiedliwość. Za walkę jaką podjął…

- Już czas - szepnął. - Muszę iść na spotkanie. Serce nie wytrzymało, ale dusza…- szepnął.- Proszę księdza …
- Tak?
- Módlcie się za mnie, dobrze? Bo nie wiem jak mi pójdzie…
- Będziemy… Hospod s Toboj.
Wydawało mu się, że śni, że to tylko jego urojenia. Spojrzał jeszcze raz na trumnę… Leżał spokojnie. Z okna dostawały się promienie słońca, padając prosto na twarz Palusia. Dźwięk chóru był coraz wyraźniejszy. Zmiana wart strażaków, przywróciło mu realność miejsca, w którym się znajdował. Ścisk ludzi w cerkwi, zapach kwiatów i dym kadzidła. I te migoczące ogniki, jak dusze tańczyły na świecznikach. Faktycznie - pomyślał - każdy ma dar zatrzymywania czasu. Raz w życiu wszystko zamiera. Nikt już się nie spieszy. Wszyscy są zaklęci w jedną chwilę, jeden moment, poświęcony zmarłemu. Dziś był to młody chłopak, który potrafił zapaść ludziom w pamięć i serca.
- I jak ja cię synu pochowam ? – Szepnął do siebie, całując krzyż, ciężko opadający na piersi.

Pamięci Pawła
zm. 17.10.2012 r.

Koniczynka )i( Natalia
 25 października 2012 roku, godz. 21:43

Takie smutne...:( Ale pięknie ujęte=> wzruszająco...
Bardzo mi się podobają Twoje opowiadania. Niektóre są tak namiętnie ubrane w słowa, inne pełne goryczy, ale piękne.
Tyle przeczytałam Twoich wpisów i nie zauważyłam, abyś któryś spieprzył.
Jestem wręcz fanką Twych opowiadań...^-^
Pozdrawiam :)

Sheldonia Laura
 23 października 2012 roku, godz. 14:29

Niezwykłe...

CzerwonaJakKrew Laura
 23 października 2012 roku, godz. 1:18

Heh... Ale mi się zaległości u Ciebie, Albercie, porobiły...
Cieszę się, że już Wena wróciła...
Nawet nie wiesz,jaką przyjemność z czytania
sprawiłeś mi tym tekstem,mimo że był takie smutny... Ale jednak godzimy się z losem bohatera i wierzymy,że tam, na górze będzie mu jeszcze piękniej...

Pozdrawiam,
Czerwona

Albert Jarus Albert
 22 października 2012 roku, godz. 22:04

Z głębi serca dziękuję za te słowa...

słoneczniki Joanna
 22 października 2012 roku, godz. 18:50

Czytałam z zapartym tchem...
Brakuje mi słów - tak mi to opowiadanie utkwiło w pamięci

I.Anna Iwona
 22 października 2012 roku, godz. 12:54

zatrzymałam się na chwilę i czas jakby też się zatrzymał, przynosząc zamyślenie i jakby cięższe westchnienie. Kiedy się czyta czasem twoje teksty to jest niejasność tego o czym mowa, ale im głębiej i im dalej rozjaśnia się wszystko w głowie a potem zostaje ślad gdzieś w pamięci.
Świetne opowiadanie, jak zawsze Albert - uwielbiam Twoje teksty.
Pozdrawiam

pogarda 55 grażyna
 21 października 2012 roku, godz. 20:49

świetne zakończenie, ' całując krzyż ciężko opadający na piersi''
pamiętam śmierć babci, trzeba mieć mnóstwo pokory , moc wrażliwości, aby użyć tak umiejętnie tylko słów w celu opisania tak bardzo bolesnego przeżycia.. naucz mnie łez uśmiechu przypomnij je, wierzę że potrafisz.. pozdrawiam