19 maja 2020 roku, godz. 10:24 4,8°C 38
Edytowano  19 maja 2020 roku, godz. 11:01

19.05.2020r.(wtorek)

Wczoraj po południu nastąpiło popołudnie,co jak zwykle zakończyło się tym, że w umiłowanym i tęsknionym oczekiwaniu powróciłaś z pracy przez tą bramę na oścież otwartą zapraszającą do Królestwa szczęścia, wiary, miłości, przyrody i zapachu kwitnącego głogu, bo kwitnie i wonią niesamowitą przywołuje lilak przed bramą, dając tło dla braci mniejszych i sióstr flory naszej umiłowanej: stokrotkom, ostrożeniom, trzemlinom, czy obficie teraz kwitnącym orlikom i majom. Wracasz i wreszcie wtulam się ustami wytęsknionym w usta wytęsknione,wtulam piersiami spragnionym w piersi spragnione, obejmuje ramionami radosnymi szyję wonną o głowie przeszczęśliwej, wielce mądrej, w której myśli bardzo uczynne i dobro powołujące.

Potem idziemy meandrami labiryntu cudowności na jego pierwszą kondygnację i oddajemy się smakom, zapachom, muzyce wiatru, kosów i odgłosom wsi. Gazdowie rżną drewno, metal, trawy i baby. Sami tworzymy cudne prawie niebiańskie melodię szczebiocząc słowa miłości, uczynności, oddania. Czasem tony rosną i wibracja eskaluje, gdy wchodzimy na smyczkiem na struny poczucia humoru, wesołej ironii czy szarpiemy w basy sarkazmu. Coraz częściej tym szczęśliwym strofom życia towarzyszą charakterystyczne szusy jaskółek pod błękitnym niebem.Ich charakterystyczne ogony, biel podbrzusza i pętle wolności zawiązywane wysoko w przestrzeni. Jakże to inne piękno od piękna którym radują nas kosy. Te jakby dreptały nie tylko po trawnikach, asfaltach, płotach, chodnikach, ale ich loty są jakby drobnymi krokami,takimi przykurczonymi zrywami- z płotu na ziemię, z ziemi na gałąź, z gałęzi na dach, z dachu na komin, z komina na sam czubek świerka. Tam przemieniają się w Andreę Bociellego, to ten pierwszy, a drugi tuż obok na tym australijskim krzewie przysiadł i jest jak Andre Rieu.

Robimy herbatę i kroimy ciasto. Wynosimy te małmazyje wraz ze stolikiem i krzesłami do zachodniego ogrodu i ucztujemy, a pokarmem ciała i napojem duszy słońce oczywiście. Pół godziny wytchnienia w bardzo już ciepłym i przyrumieniającym szybko słońcu, a potem ruszamy do ogrodowych zajęć. Wkładamy kije w ziemię jako podpory dla grochu. Kije są ze zwykłych gałęzi krzewów i drzew, które każdej zimy przycinam. Wsadzasz do ziemi własnoręcznie i o swoim sercu i duchu wyhodowane pomidory, ogórki,cukinie i dynie. Ja obrywam dolne liście czosnku do wiadra, zalewam je wodą i po tygodniu moczenia otrzymujemy wyciąg, który jest nawozem roślinom, środkiem zwalczającym mszycę i choroby bakteryjne oraz ogólnie wzmacnia roślinę, gdy się ją podleje takim rozcieńczonym roztworem. Wycinam krążek w darni, taki przestronny i przesadzamy do niego karpę rabarbaru. Niech rośnie na nasze zdrowie i smak nas, dzieci, wnuków i twoich koleżanek w pracy. Wreszcie wynoszę deski w inne miejsce, gdzieś pod zadaszenie i tam kopie dołki,a Ty wypełniasz je kwaśną ziemią i wsadzamy w nie rododendrony, o kwiatach różowych i fioletowych. Na koniec dnia pryskam krzewy, bo są zaatakowane mszycą. Zmierzch jest przepiękny, bo wypełniają go wielokolorowe zorze. Mi szczególnie przypadła do serca ta jagodowa smuga na północnym nieboskłonie.

Przenosimy się z powrotem na balkon. Dobra wielopomysłowa kolacja i gorąca herbata. Słuchamy wspomnień o Karolu Wojtyle. Sami wspominamy. Byłaś wśród tych dziesiątek tysięcy Górali i Góralek w Zakopanem, kiedy tak prześlicznie i śpiewali tą pieśń Janowi Pawłowi. Było tak bardzo upalnie, a tak bardzo byli wszyscy szczęśliwi. Przeżyłaś jedną z najważniejszych chwil w dziejach narodu polskiego i Polski, a już na pewno była to jedna z niewielu tak szczęśliwych chwil danych Polakom w ich dziejach. Przestrzeń dostosowuje się ciszą, ale czuwa, o czym świadczy delikatny wiatr. 21: 37. Milkną słowa, milknie wiatr, milkną skrzydła nietoperzy. Wreszcie milkną myśli. Zapala się w nas tylko płomień świecy i jest ciepło, które rozchodzi się w całym ciele.Stajemy się Miłością, zapomnieniem, draśnięciem zapałki. Spróbujemy znowu być dobrem, pocieszeniem, ciepłym serdecznym i wesołym chociaż słowem. Spróbujemy po raz kolejny i kolejny nie upaść, a po prostu rozdać się.

Minął dzień, przyszedł czas rozkosznej nocy. Zauważyliśmy, że nie mamy już czasu na nabożeństwa majowe,czy na inne formy ewangelizacji proponowane przez kaznodziei dominikańskich lub codziennych naszych księży parafialnych. Najlepszą Ewangelią jest natura i bycie z nią, właśnie z nią. Rozpoczął się czas najdłuższych i najwspanialszych dni w przyrodzie. Warto je przeżyć miłując te chwile do końca. Wycisnąć je aż do ostatniego błysku świetlika, warto już zacząć pleść wianki ze szczęścia i błogości bycia z zapachami bzów, ze smakami truskawek i nigdy się nie nasycić melodiami skowronków czy słowików. Warto zarzucić teraz wszystko dla chwil, kiedy się stoi nad potokiem, którego brzegi kwiecą się niezapominajkami, jaskrami, kaczeńcami i margaretkami, a nad nurtem pląsają dmuchawce mniszków i ważki. Warto się tak zatrzymać, bo naszym zdaniem, sprawisz sobie taką oto niespodziankę, że w ten sposób nic co ważne twojemu życiu nie ucieknie.

Zebulon Zebulonowicz
 21 maja 2020 roku, godz. 16:20

@fyrfle
Kult materii, czyli iluzji i człowieka, który nie głosił Ewangelii Jezusowej, zamiast stosowanie powszechnie obowiązującego Prawa Miłości objawionego w Jezusie Zbawicielu.