1 listopada 2022 roku, godz. 00:45 6,3°C

Bajka

W piecyku żelaznym dziewczynka się schowała. Odbywała się bowiem selekcja. Schowała się więc w tym piecyku. Cicho, cichuteńko jak myszka siedziała. Oddech swój kontrolowała. Zamknęła ją w piecyku kobieta, która w obozie się nią opiekowała. Dziewczynka zapamiętała wówczas wielkie dłonie kobiety, szorstkie i zniszczone. To były te dłonie, co drzwiczki piecyka zamykały. Czasem jeść dawały. I to chyba właśnie dlatego dłonie staruszki zapamiętała, te dłonie, które jeść dawały. Z jedzeniem się kojarzyły. Dziewczynka twarzy kobiety nie zapamiętała, tylko właśnie te ręce, te ręce, które do karmienia jeno służyły.

A kim była kobieta? Przed wojną prowadziła gospodarstwo wraz z mężem. Na wsi było wtedy spokojnie i można by rzec - sielsko. Ale to było przed wojną i nikt nie wiedział wtedy, że ludzie w piecach siedzieć będą. Kobieta robiła pranie mężowi i obiad. A w ostatnie, wspólnie z mężem spędzone święta Bożego Narodzenia, zrobiła wystawną kolację. Był bigos i potrawy z grzybów, zebranych tejże ostatniej jesieni.

A co było tejże jesieni, gdy kobieta poszła na grzyby? Było ciepło. Tylko dzięcioł stukał w pień drzewa i ostrzegał przed tym, co nadejdzie. Sowa oddawała głos: puhuhu-u, alarmowała o tym, co nadchodzi, co nieuniknione. Ale to było dawno i raczej nieprawda. Tylko te grzyby prawdziwe. A najprawdziwsze były już tylko zebrane prawdziwki.

Wróćmy do dziewczynki, która siedziała w żelaznym piecyku. Bała się bardzo, że znajdą ją i wywloką na plac. Ale były przecież dłonie, które pomagały. Co jakiś czas drzwiczki się otwierały. Usta dziewczynki pokarm przyswajały.

Nastała potem wielka cisza. Drzwiczki piecyka się nie otwierały, wielkie ręce się nie pojawiały. Po jakimś czasie dało się słyszeć stukanie w drzwiczki pieca. Dziwne to było pukanie, jakby nie ludzkie. Dziewczynka z lękiem uchyliła drzwiczki piecyka. Ujrzała, że to jakiś ptak pukał do drzwi. Okazało się, że to był... dzięcioł. Ów ptak zwrócił się do dziewczynki, że może wyjść z piecyka, bo wojna się skończyła. Nie ma już zła i obopólnej pogardy międzyludzkiej. Dziewczynka wierzyć nie chciała, ale wyszła z piecyka i wnet uwierzyła. Jej siła strachu i lęku była tak ogromna, że zdołała sobie wytworzyć prawdziwą bajkę w umyśle. Bajkę o dzięciole, który jest posłańcem dobrej nowiny i postacią, która uśmierza krańcowy strach. Nawet w umyśle dziecka zalęknionego pojawił się mechanizm obronny w postaci wytworu fantazyjnego. Bo wiara w dobro potrafi być tak silna, że urzeczywistnia się. Bajkowa fantazja ma moc stawania się. Dobro w niej zawsze zwycięża. Czyste i naiwne dobro ma siłę. Siłę przebicia się jak ów dzięcioł, co w zakamarki dziecięcej psychiki dotrzeć potrafił. Wystukał marzenia, fantazje i czyste dobro.

LR Lila Róż
 1 listopada 2022 roku, godz. 7:50

Przypomina się opowiadanie Sołoguba pt. Baranek. Polecam.