10 września 2020 roku, godz. 18:16 4,0°C

WRZEŚNIOWY OGRÓD 2

W ogrodzie zrobiło się bardzo mokro po dwudniowych opadach deszczu, które w znacznej swojej części były ulewnymi. Z wilgocią przyszła szarość i półmrok, który dotkliwy jest w pokojach domowego zacisza. Nie rozświetlają nawet intensywnie kwitnące storczyki i skrzydłokwiaty. Jakby uczestniczyły w spisku późnego lata i również podpowiadały - wyjdź na pole, wyjdź mimo wszystko i gnuśniej o kawie i lekturze. Taki spisek matury węszę i poddaję się mu.

Wychodzę do wschodniej części ogrodu i od razu zachwycam się kolczastymi wstęgami pnącej róży, która wdrapała się już na drugą kondygnację domu i wielkimi czerwonymi oczami swoich kwiatów przygląda się nam i konwersuje z nami, Kiedy podlewamy kwiaty w doniczkach na balustradzie tarasu lub pijemy popołudniową kawę. Po jej mocnych ramionach wspominają się wraz z nią powoje pnące i nasturcje, których pędy urosły poziomu pierwszego piętra prawie. Razem, zwłaszcza rano, tworzą girlandy pełne wszelakich zatrzymujących nasze i przechodniów spojrzenia barw. Opłacało się ponosić cierpliwie trud i zrywać zaschnięte kwiatostany w pierwszej połowie i w pełni lata. Róża odwdzięczyła się ponownie plonem niewysłowionego piękna.

Na płocie tymczasem swój złoty czas przeżywają inne zupełnie pnącza. Mam oczywiście na myśli dynie ozdobne. Też wędrują do światła po metalowych prętach ogrodzenia, dając każdego ranka wielkie żólte kielichy kwiatów, o pięknie zapierającym dech w piersiach i zatrzymującym codziennie na kilka kolejnych chwil, które mogą spowodować spóźnienie do pracy. Z kwiatów powstało kilkanaście bardzo zaskakujących w swojej treści owoców, które obecnie dodatkowo zdobią ogrodzenie i wsią skutecznie nas wzrok. I dobre to jest, bo koncentrujemy się na pięknie przez długie chwile naszego życia, a o to piękno i dobro w naszym życiu przecież chodzi. Kiedy lianom dyń ozdobnych zabrakło płotu, bo w jego miejsce pojawiały się gałęzie świerka srebrnego, to nie przejmowały się, tylko wykorzystują je jako dalszą platformę do rozprzestrzenia się i wędrują po nich dalej i pewnie, jak czasu i energii życiowej starczy, to zameldują się ze swoimi radosnymi kwiatami i podziwianymi owocami na klonie u sąsiadów lub na drzewie bzu. Naprawdę wspaniałym doznaniem jest móc widzieć to piękno każdego wrześniowego dnia.

A pod pędami, liśćmi, kwiatami i owcami ozdobnych dyń też naprawdę wciąż wiele dobrego i pięknego dzieje się. A przede wszystkim za sprawą georgiń, które we wrześniu dalej wypuszczają pędy kwiatowe i na nich wystrzeliwuje po kilka kwiatów w najprzeróżniejszych konstelacjach barw, że po prostu jest przepięknie. Wygładzają one skutecznie rany naszych życiowych porażek i strat, w tym tych majcięższych - strat niepowetowanych, bo czasem odchodzą od nas ludzie. Łatwiej z nimi przychodzi nam żyć dalej i nie załamywać rąk. Trzeba być z nimi, dbać o nie i przede wszystkim o tych, którzy są dalej z nami i którym winniśmy miłość.

Piotr był mi w jakiś szczególny bliski z pośród wirtualnych znajomych z fb. Oprócz pięknych i mądrych wierszy pisania, jeszcze cudnie i z pasją fotografował. Porywało go życie aż po palpitację serca. Można by mówić, że może powinien nie tylko zwolnić, ale i wyhamować swoje życie. Ale myślę, że bezczynność zabrałaby nam go jeszcze szybciej. Od jakiegoś czasu w jego tekstach pojawiły się elementy ezoteryczne i pewne sekwencje filozoficzne ze wschodu. Też stał się przez to mi bliższy. Swojego czasu również bardzo interesowała mnie ezoteryka i różni wschodni mistrzowie aż po medytację i wróżbiarstwo. Oczywiście zakochałem się i takie, moim zdaniem, substytuty miłości przestały mi być potrzebne. Czasem po prostu szukamy, moim zdaniem, antidotum na chrześcijaństwo, które nie daje szczęścia, spokoju ducha, a życie codzienne sprawia, że coraz bardziej konfliktujemy się z nim. Zostaje niepokój, wręcz ból powodowany jego opresyjnością w zetknięciu z naszą potrzebą miłości, wolnością i pokoju, czy choćby z fundamentalną potrzebą bliskości, zwykłego dotyku, pieszczoty. Umarł poeta, choć na szczęście pozostawił w nas swój spiż i wyrył w naszych sercach i duszach trwały ryt.

Odwracam się od tych trudnych myśli. Odwracam się od ogrodzenia i tamtejszej bujności kolorowych i kształtnych roślin. Patrzę na zieleń lian i liści chmielu, i na jasną bardzo zieleń jego szyszek. Dopiero teraz rozwinęły się i nabierają wielkości oraz wewnętrznego aromatu. Piękne i takie bajkowe wydają się na tle nieba, nawet tego niebłękitnego, a pełnego siwych, prawie sinych chmur. Kątem oka dostrzegam inne jeszcze piękno. Rozłożone na części ściany południowej i południowych częściowo balkonach. Czerwono wciąż kwitnący milin .

Hmmm. Faktycznie. Uświadomiłaś mi właśnie, że ucichła ulica przed naszym ogrodem. Asfalt zaniemówił. Wrzesień jakby zwiną jej pięciolinię strun głosowych, zabierając melodie - dzieci, które wróciły do przedszkoli i szkół. Przez dwa wakacyjne miesiące łata żyła gwarem i wszelkim wesołym rozgardiaszem dzieci, czy choćby tym momentem, kiedy chłopaczyska poszarpali się o naszą Zosię. Ulica stała się częścią naszego ogrodu, bo zabawy dzieci słyszeliśmy w każdym jego miejscu. Wesołość
tej dziecięcej kompaniji przepełniała przestrzeń ogrodu. Cieszy fakt, że były na ulicy, a nie przed komputerami i telewizorami.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.