26 listopada 2014 roku, godz. 16:23 2,3°C 0

Jesienna zaduma

W jesienny, słoneczny dzień usiadła na drewnianej ławce nad jeziorem. Uwielbiała tam przychodzić sama za każdym razem, kiedy była tak szczęśliwa, że każdy, najdrobniejszy szczegół powodował uśmiech na jej piegowatej, smukłej twarzy. W ten dzień było jednak inaczej. Smutek miała wmalowany w głębokie, szczere, błękitne oczy, w których mimo rozczarowania, nie sposób było się nie zakochać. Kąciki ust lekko opadały tworząc obraz nieco niezadowolonej, dojrzałej kobiety. Cienkie, przednie kosmyki rudych włosów zsunęły się z jej ramienia, a reszta była rozbujana przez wiatr, tak jakby każdy włos chciał choć na chwilę poczuć wolność, kręcąc się w powiewach w przeróżne strony. Była zadumana, pełna myśli, których nie mogła poukładać w głowie. Powoli mijali ją ludzie, wiewiórki przeskakiwały z drzewa na drzewo, jezioro było aż za spokojne, całe otoczenie było nostalgiczne. A mimo tego nie potrafiła skoncentrować się na tym, co ją trapi i nurtuje. Nie mogła znaleźć żadnego sensownego rozwiązania problemów. Wzrok jej nieruchomy, wpatrzony w bujające się drzewa, szumiące liście, które przy większym podmuchu spadały z ogromnych buków i tańczyły, powolnie zbliżając się ku ziemi. Tak samo jak myśli tej urodziwej dziewczyny. Serce chciało szaleć, tańczyć, brać życie jakim jest i wyciskać z niego najlepsze soki. Coś jednak jej na to nie pozwalało, stąpała twardo po ziemi. Nawet jej najdoskonalsze plany zmiany swojego życia na lepsze, legły w gruzach w zderzeniu z brutalną rzeczywistością. Nie mogła oderwać się od realnego życia ani na moment, choć tak bardzo pragnęła wyłączyć się na chwilę od świata. Melancholijna jesień przypominała jej na każdym kroku, że wszystko przeminie. To co dobre i co złe. Tak bardzo przywiązała się do wszystkich pozytywnych, dobrych, nawet najmniejszych z rzeczy, które ją otaczały, że nie mogła pogodzić się, że to straci. Na samą myśl, gorzkie, ogromne, słone łzy spłynęły po policzku i wylądowały na jej ulubionej granatowej spódnicy w białe groszki. Otrząsnęła się z zadumy, wstała i udała się wzdłuż jeziora, mijając stada młodych kaczek i szurając nogami o ścieżkę, aby jeszcze raz usłyszeć szum suchych, żółto-pomarańczowych liści. Dotarła do ciepłego domu, ściągnęła kurtkę i gruby szalik, który przypominał jej, że niedługo będzie znów zima, bo został zrobiony przez babcię z najgrubszej wełnianej włóczki. Nic nie mówiąc, przytuliła się do mamy, zaparzyła sobie malinową herbatę w ulubionym, dużym kubku. Poszła do pokoju, gdzie czekał na nią ukochany futrzak, do którego uwielbiała się przytulać, sięgnęła na półkę po książkę, usiadła na fotelu i pochłonięta przez niesamowitą historię, zapomniała choć na chwilę o swoich rozterkach.
Jesień sprawia że człowiek jest jakiś dziwny, jakoś dziwnie niespokojny.

kamechamecha Gabriela
 26 listopada 2014 roku, godz. 21:49

Pory roku są najlepszym pretekstem do rozmyślań :)

fyrfle Mirek
 26 listopada 2014 roku, godz. 17:07

Fajne opowiadanie, a ja dziś napisałem list do znajomej o tym co mi ta zgnilizna jesienna przypomina i posnułem sobie wspomnienia z dzieciństwa, o tym, że letnie deszcze pachną sianem...