15 lutego 2021 roku, godz. 10:01

Tajemniczy Ogród

Trudny temat do opowiedzenia dla kogoś kto dostał od życia co dostać chciał. Nie mam jakiegoś wewnętrznego niespełnienia, jakiegoś smutku, jakiegoś kogoś do zrealizowania, tym bardziej w świecie na zewnątrz jest co miało być, a modlitwy są po to, aby jutro przyszło co jest dzisiaj, jeszcze bardziej zdrowsze.
Może zatem, gdybym nie miał cudnego rzeczywistego ogrodu, to namówiłbym Cię na wędrowanie śladami utworów Starego Dobrego Małżeństwa? Czy wróciłbym jeszcze raz do Szklarki, jak Karol Wojtyła wrócił do Wadowic i co bym wspominał, o czym miał bym opowiedzieć literaturoznawcom i polonistom? Papież mógł wspominać kremówki, choć ja byłem wtedy pewien, że powie coś naprawdę grzesznego z młodości. W Dziadowej Kłodzie nie ma już sklepu GS. Pewnie ekspedientki już po drugiej stronie różańca. Żadna z nich nie sprzeda mi za dwa złote i czterdzieści groszy tamtej oranżady czerwonej i bułki, zwykłej suchej bułki, to było moje śniadanie u Tiffanyego, które jak komunię konsumowałem do 1989 roku, czasem zdradzając je na rzecz enerdowskiej coli i bułek maślanych w sklepiku mieszczącym się w poniemieckim pałacu w Namysłowie, obok gospodarstwa do którego chodziliśmy na praktyki. Tamtego świata nie ma. Wskrzeszają Żydów w Lublinie, a pani N w tamtym sklepie nikt nie przywróci, czasem tylko idąc między regałami w DINO, zauważam czerwoną oranżadę 1, 25 litra o nazwie HELLENA i robię sobie kilkudniową rozpustę.
Może, a raczej na pewno poszlibyśmy do Złocieńca. Autor "Makatki ze Złocieńca" był niestety tylko przejazdem, stąd też treść piosenki bardzo niekorzystna dla tego radosnego ogrodu, który jego mieszkańcom udało się wywieźć z raju, może za sprawą matki Ewy, a może po prostu z praktycznego punktu widzenia jej męża Adama. Po co w pocie czoła uprawiać glebę, jak można łowić ryby w Kańsku lub Drawie, zbierać grzyby, jagody, maliny, ostrężyny w lesie i od czasu do czasu w pułapkę złapać żubra, dzika, jelenia i sarnę, i Ewę rowerem można wysłać 25 kilometrów po piwo do Połczyna albo po prostu pójść tam z małżonką i napić się go w "Hopferówce", a potem w niej przenocować, a w południe następnego dnia wrócić i ojesć się niesamowitymi pierogami złocienieckimi, a potem pójść do którejś cukierni i dobić się najpyszniejszymi pączkami z cudowną latte, może czytając OSHO albo "Całą Jaskrawość". No i byłoby Borne...
Znów również zaszlibyśmy na dworzec główny do Katowic, tam gdzie kiedyś wróbel donosił kieszonkowcom, a pewien znany poeta stracił portfel z tantiemami. Wciąż tam, ale już dookoła są bezdomni, mieszkaniem ich teraz rozliczne kanały ciepłownicze. Grzesiu, wiesz czyyelniku, ten co taki świetny samogon wypieszcza, tam w mieście papieru, to on mówi, że niestety Witek też toczy swoje dni i noce w nich. Pił. Nie otrząsnął się, gdy Zyta odeszła. Nie wiem czemu nie chciał mieszkać na działkach. Tak, to właśnie ten Witek, co rozpracował tamtą aferę i wsadził do więzienia... Ale to były czasy mówi Grzesiu. A my? Pewnie poszlibyśmy do MC Donalda na Stawowej? Raczej na pewno. Tradycja zobowiązuje. I kilka nocy, które spędziliśmy na dworcu w Katowicach, nim nie dokończyłaś różańca w katedrze opolskiej, a mnie sąd tamtejszy okręgowy uwolnił... Potem na czeski film do "Światowida", albo jakieś gejowskie prawie porno do "Kosmosu". I dalej poszlibyśmy Warszawską do Sosnowca, oddać cześć rodzinie Gierków za Ustroń, czy Szczyrk klasie pracującej, a zwłaszcza górnikom i robotnikom.
"Wędrówką jedną życie jest człowieka". Tak nspisał Sted, a cudnie zaśpiewał Krzysztof Myszkowski i zagrał na gitarze, a z nim Roman Ziobro, Wojciech Czemplik i Ryszard Żarowski. Czy zaszlibyśmy na brookliński most, potem zobaczyć zawieje w Michigan lub poczuć głód nad Missisipi, a stamtąd do Boliwii? Raczej nie. Chyba, że faktycznie skrzydeł użyczyłyby nam bieszczadzkie anioły, ale lepiej na pewno poczulibyśmy dodreptując do Lisiej Góry, oddać cześć Jankowi Rybowiczowi, może przez zamówienie dwóch trzech luf w tamtejszej mordowni, a wieczorem poszlibyśmy do domu kultury posłuchać koncertu SDM i zaśpiewać, że "kogo nie boli wierszy nie pisze, bo i po co, wiersze piszą ci których boli, a więc dla poety pisanie wierszy, to uśmierzające tabletki ze słów". A potem jeszcze, że "wolność, to niebo bez krat".
Byłoby tego wędrowania. Śladami samych "makatek" zdarłoby się trochę zelówek, a przejść po całej balladzie życia autora "ballady o Potęgowej", którego pieśni to fundamentSDM. To jest po prostu niemożliwe. Nie musimy na szczęście wędrować. Ja odnalazłem w Tobie "Gałązkę Jabłoni". Jesteś częścią raju, który odnaleźliśmy po prawie połowie wieku nim dowędrowaliśmy do siebie. Tym właśnie jest nadzieja, że mogłaś być przed mają erą, a w jej cudzie jesteśmy jedną erą, choć z punktu dogmatu na zawsze już pozostaniemy "missa pagana", bluźnierstwem poczętym przez gwizd "białej lokomotywy" i "winny niewinny sumienia wyrzut, że się żyje, gdy umarło tylu".
Przerwa w wędrowaniu. Proszę Kochana zatańcz ze mną "Tango Triste", a potem zasmakujmy "Tymbark".

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.