9 lipca 2022 roku, godz. 10:48 79,0°C

- Bezczelność Bytu -

To idea, która powstała w 2017 roku. Powstała wtedy po pierwsze dlatego, iż sama nazwa "Bezczelność Bytu" była czymś, co w dziwny sposób, bardzo dogłębny i trudny do wysłowienia przez wiele lat, przypadła nawet nie do gustu, bo gust to kwestia niejednokrotnie nabyta lub wyuczona, ale nazwa trafiła głębiej. Poza te sfery, warstwy, osobowe przynależności myśli, w zniewoleniu których świat przeżyć staje się światem realnym, rzeczywistym i teraźniejszym, ale nazwa ta, w krótkim przebłysku objawiła mi, na wiele sposób, szereg wizji, które miały być związane z jedną tylko nazwą. Z jednym tylko zamysłem, z jedną tylko propozycją, która pierwotnie miała stanowić nic więcej, a nazwę dla literackiego profilu na fejsie.

Przez lata wiedziałem jednak, że "Bezczelność Bytu", to coś więcej, niż nazwa, zwykły wymysł, chociaż przez te wszystkie lata, za każdym razem, gdy ktoś zadawał pytanie, które miało dotyczyć zamysłu na tą nazwę, o ile odpowiadałem na tyle zgodnie z prawdą, na ile potrafiłem, wiedziałem jednocześnie, iż nie jest to prawda całkowita, a raczej próba jej przedstawienia w momencie, gdy tej prawdy sam do końca nie rozumiałem.

Dopiero doświadczenia, które zebrałem przez ostatnie lata, dopiero ponowny remanent celów, które posiadam, intelektualnych, duchowych, osobowych, które przez wszystkie lata były dla mnie równie żywe, co dotyk człowieka w autobusie i tak też je traktowałem, jako coś naturalnego, ale jednak obcego, bo sam dla siebie pozostawałem w tamtym okresie obcy, a jednak bliski. Moja miłość do destrukcji całkowicie przysłoniła mi spojrzenie na miłość do własnej osoby. Ale miłość zdrową, które tak na prawdę nigdy w pełni nie poznałem. Miłość dojrzałą, w której człowiek kieruje się przede wszystkim mądrością, który rozumie, jaką cenę niesie ze sobą poświęcenie, ale również jaką nagrodę przynoszą te chwile, gdy człowiek faktycznie skupia się na własnym, duchowym rozwoju. Dostępuje stanów świadomości, które przed nim właśnie odkrywają pełen potencjał jego Istoty.

Teraz mogę powiedzieć, że "Bezczelność Bytu" to po prostu bezczelność życia, jego ironia, sarkazm, jego trudności, problemy, ale z trochę innej perspektywy. Wiedziałem, od zawsze wiedziałem, że nigdy nie będę tym poetą, tym pisarzem, którego twórczość trafia do tłumu, z jednej, prostej przyczyny - nigdy do tego tłumu nie należałem. Pisarz, czy poeta, który chce pisać to, czym żyje tłum, pisać codzienność, zwyczajność, musi stanowić jeden z elementów tłumu. Ja nigdy nie czułem się z tłumem związany, nigdy nie byłem jego tłem, ani tłum nie był moim tłem. Nigdy też nie byłem zainteresowany zwyczajnym, codziennym, przeciętnym życiem, które przecież ludzie chcieliby odnaleźć w tym, co poeta tłumu pisze.

Nie oznacza to, że nie próbowałem. Kilka lat twórczość, w szczególności tej młodzieńczej, chociaż takie, która przekroczyła 23 rok życia, dotyczyła właśnie tej przeciętności życia, tej monotonii, codzienność, schematyczności, której doświadczamy, jako ludzie. Tej, która sprowadza się do pracy po 8h, słuchania poleceń, wypełniania obowiązków, robienia tego, co oczekują od Ciebie inni. Jednak prawda jest taka, że pierwszy raz jakąkolwiek pracę zarobkową podjąłem, gdy skończyłem gimnazjum i pracowałem wtedy na budowie. Jednak przez wszystkie lata nie zdarzyło się jeszcze, abym w jakimkolwiek zawodzie przetrwał dłużej, niż kilka miesięcy. I problemu nie stanowił fakt, że sobie nie radzę z zawodem, trudność sprawiało mi poradzenie sobie z poczuciem, że marnuję swoje życie na rzeczy, które mnie nie interesują.

Z czasem jednak wpadłem w błędne koło - praca, związek, rachunki, wszystko to, co sprowadza się codziennego, zwyczajnego życia, a co stanowiło integralną część mojej rzeczywistości stanowiło dla mnie więzienie. Wtedy Bezczelność Bytu zaczęła nabierać kształtu. Wtedy ponownie, po wielu latach, zacząłem kolejną rewitalizację swoich ambicji, planów, ale przede wszystkim działań, które podjąłem, których nie podjąłem i ponownie dotknąłem w sobie mrocznego miejsca, od którego, miałem nadzieję, pozostawałem wolny. Okazało się jednak, że nigdy z niego nie uciekłem. Po pierwszym, tak silnym przeżyciu w wieku 23 lat, gdy przez kilka miesięcy byłem na cudzym utrzymaniu, bo przez 24h w ciągu doby blisko 19 spędzałem w łóżku niezdolny do tego, by podnieść głowę, by wstać, by zmierzyć się z lękiem i stresem, które dotykały mnie jak tylko otworzyłem oczy, lęki powróciły. Powróciły tym mocniejsze, bo czasem, zupełnie znienacka doświadczałem takich ataków paniki, że zdarzało się, iż płakałem po kryjomu w autobusie, na ulicy, bo nie byłem w stanie nad sobą zapanować. W mieszkaniu było łatwiej, mogłem usiąść w kącie i płakać i prosić, by żona nic do mnie nie mówiła, ani nie dotykała mnie, bo nawet słowa lub czyjaś obecność w pobliżu sprawiały mi fizyczny ból, a ten uruchamiał instynkt przetrwania, który wszystko traktował jako atak na mnie.

Byłem w momencie, gdy nie mogłem pozwolić sobie na to, by moje problemy znowu przykuły mnie do łóżka. Wybawienie przyniósł alkohol. Wtedy Bezczelność Bytu stawała się jeszcze bardziej klarowna, wyrazista, jednak nie potrafiłem jej nazwać, chociaż wydawało mi się, że mój alkoholizm stanowił integralną część tego zjawiska - Bezczelności Bytu. Były miesiące, że piłem codziennie, od rana do wieczora. Nie oznacza to, że po prostu piłem. Podobno nie istnieje coś takiego, jak wysoko funkcjonujący alkoholik, jednak byłem kimś w tym rodzaju. Moim przekleństwem okazała się praca, jedyna, którą wykonuję od tak długiego czasu, bo początki miałem w 2019, czyli copywriting. Praca zdalna, która miała dać mi niezależność, uzmysłowiła mi moje wewnętrzne ograniczenia, uświadomiła mi, czego niewolnikiem jestem, gdy nie ma obok mnie nikogo, dla kogo miałbym się starać, kogo miałbym słuchać.

Piłem przez miesiące, czasem okazywało się, że przepiłem tak dużo, że przez tydzień jedyne, co jadłem, to smażony makaron. Oczywiście - miałem na alkohol i fajki. Potem wchodziły przelewy, piłem więcej, zadowolony z siebie, jak wielce to wszystko ogarniam.

Wtedy Bezczelność Bytu była w pełni swego rozkwitu.

Przeprowadzka na wieś miała być tym, co przywróci moją równowagę. Okazało się, że poznałem kolejne rzeczy, które zaburzają mój wewnętrzny balans, a z których nie chciałem zdać sobie sprawy. Wtedy już wiedziałem, czym jest Bezczelność Bytu.

Z uwagi, że większość czasu pracowałem w swoim biurze samotnie, miałem multum czasu, żeby kilkakrotnie w ciągu dnia chodzić po setki do sklepu. I tak kolejny rok piłem.

W końcu na jednym z tych kacy, przez które człowiek cały dzień spędza w łóżku, przypomniałem sobie to wszystko - kim chciałem być, jakie miałem ambicje, jaką mentalność miałem, a była ona znacznie bardziej rozwinięta, niż mentalność alkoholika, pozbawionego poczucia własnej wartości, pełnego kompleksów człowieka, który żyje niczym innym jak tylko lękiem i agresją.

Przypomniałem sobie, że przyjechałem na wieś, żeby regularnie jeździć na deskorolce, bo to sobie obiecałem, to miało mi pomóc. Ale pomóc mogłem sobie tylko ja. Po dwóch latach intensywnego picia porzuciłem to wszystko. I wtedy wiedziałem, czym jest Bezczelność Bytu. Wtedy zrozumiałem, czym jest dla mnie Bezczelność Bytu. Wtedy zrozumiałem, że wcale nie chciałem tworzyć horrorystycznej, drastycznej, surrealistycznej fantastyki literackiej, nihilistycznej filozofii, nie chciałem być dekadentom, którego życie wpisze się również w Bezczelność Bytu, a jednak chciałem, aby moje życie stanowiło integralną część Bezczelności Bytu. I tak też się stało. Teraz jednak to wyzwania, cele, ambicje, poznanie siebie od innej strony, już nie tej patologicznej, którą przesiąknąłem jako dziecko, ale tej typowo ludzkiej, która sprowadza się do tłumu, z którego chce się wyrwać.

Bezczelność Bytu to po prostu moje życie, moje podejście, którym chciałbym się podzielić z osobami, które oczekują od życia czegoś więcej, które chcą czegoś więcej, które czują się samotne, niezrozumiane, odrzucone przez to, że mają swoje plany, swoje cele, do realizacji których zmierzają na wiele sposobów. Tak, jak ja.

Tak wiele razy sięgałem dnia, chciałem odebrać sobie życie, chciałem się zachlać, umrzeć, przestać czuć i myśleć, jednocześnie zawsze wiedziałem, kim chciałem być, a teraz uczę się, jak po to sięgać, pomimo wielu porażek, które miałem nawet przez ostatnie kilka miesięcy trzeźwości. Bezczelność Bytu to moja spuścizna, to mój monument. Bezczelność Bytu to mój fragment historii, którą ludzie będą wspominać, z której będą czerpać inspirację. Bezczelność Bytu to samotność. Bezczelność Bytu to wiara pomimo porażek. Bezczelność Bytu to pewność siebie pomimo trudności. Bezczelność Bytu to odwaga pomimo lęku. Bezczelność Bytu to umiejętność stawiania czoła wyzwaniom.

silvershadow __
 9 lipca 2022 roku, godz. 18:07
Edytowano 9 lipca 2022 roku, godz. 18:08

~"Życie jest zbyt krótkie aby nic nie robić [...] Można choćby pochylić się nad słabym płomykiem i spróbować osłonić go przed burzą [...] i w ten sposób (starając się wciąż bardziej) zmienić świat".
- Nick Cave

m.M marta
 9 lipca 2022 roku, godz. 11:56

My ludzie, jesteśmy tacy różni, a w tej różnorodności - tacy podobni...
Jedna meta - a drogi do niej różne
("bezczelność bytu")

Hmm, myślę, że to jednak prostota bytu (praca, konsekwencja, codzienna dyscyplina)
doprowadziła Cię do miejsca, w którym jesteś?
...
Chciałabym przeczytać coś Twojego za ok 10lat, hmm... Pozdrowienia i powodzenia!

Jacob_Filth Jot  9 lipca 2022 roku, godz. 12:17

O, dziękuję za odwiedziny :)

Oczywiście, dla kogoś bezczelność, dla kogoś prostota, kwestią ważną dla mnie jest nazywać rzeczy w ten sposób, aby przemawiały w pierwszej kolejności do mnie, bo wtedy lepiej mi zrozumieć, o co mi chodziło.

Szczerze, to też chciałbym przeczytać coś swojego za 10 lat i mam nadzieję, że będzie choć trochę takie, jak sobie teraz tego życzę:)

Dziękuję i pozdrawiam :))