17 lipca 2020 roku, godz. 13:03 1,9°C

Róża Biednych

Takie określenie gdzieś przeczytałem na jakimś internetowym portalu na piwonie. Znaczyłoby to, że róże kiedyś pewnie były bardzo drogimi kwiatami, więc na zakup i obsadzanie nimi ogrodów stać było pewnie magnatów, część bogatą szlachty i może pozwalali sobie na nie w swoich posiadłościach fabrykanci lub raczej ich wrażliwsze żony.

Na zdjęciu piwonia w biskupim kolorze i złotym wnętrzu, pełnym miododajnego pyłku, który tamtego dnia przyciągnął setki pszczół. Był to jeden z nielicznych dni przełomu czerwca i lipca naprawdę gorących i zdawało się, że pszczoły próbują nadrobić stracony czas, kiedy bezczynnie siedziały w ulach, pewnie podkarmiane cukrem przez swoich opiekunów pszczelarzy.

Widać też zasklepione pąki piwonii, które zmarnowały się i nie rozkwitły gnijąc na łodygach od wilgoci i zimna. Ale mimo wszystko i tak poradziły sobie świetnie w tym co zaproponowała tegoroczna aura. Widzieliśmy, że od początku rosły słabiej i kępy poszczególnych roślin nie były tak bujne jak w ubiegłych latach. Łodyg było znacznie mniej i rosły wolniej. Przypisywaliśmy to pogodzie wiosną i przede wszystkim zimą. Generalnie ciepła bezśnieżna zima nie służyła wielu gatunkom kwiatów. Nie wiem, czy za to łodygi nie urosły grubsze i wytrzymalsze na wiatr i późniejsze obciążenie kwiatów i liści wodą, choć i tak wiele się złamało i trafiło do wazonu.

My mamy nasze piwonie w pięciu kępach na dwóch kwietnych rabatach. Pierwsze zakwitły te o jasnoróżowych kwiatach i zapachu, który zwłaszcza wieczorami wypełniał cały ogród i powodował, że przyjemnie bardzo nam się siedziało i oglądało pełnie księżyca, czy zorze zmierzchu oraz wieczorne posiłki kosów w trawie i podchody czynione do nich przez rozliczną kocią ferajnę. No i oczywiście słuchaliśmy wieczornych popisów wokalnych drozdów i kosów.

Potem na drugiej z rabat zakwitły piwonie w białym kolorze. Też bardzo pachnące o ogromnych pomponiastych kwiatach i to po trzy cztery na raz na jednej łodydze co sprawiało, że trzeba je było mądrze podwiązywać do podpór, aby nie łamały się, ale i tak niektóre trafiły do wazonu. Były przecudne z jasnożółtymi wnętrzami, ale do nich tak nie zlatywały się pszczoły jak do tych o lśniących bordowych płatkach. Też długi czas cieszyły nas swoją obecnością przy nas.

Jedna z piwonii na tamtej rabacie w ogóle nie zakwitła mimo kilku pączków. Obok białej zakwitła też jasnoróżowa dwoma wielkimi kulami płatków, z których pierwsza bardzo wysoko osadzona nie wytrzymała zaraz pierwszego porywu halnego i też stała się ozdobą zielonego pokoju, a jak już się nią stała, to oczywiście wypełniła ten pokój tak intensywnym zapachem, że momentami odczuwaliśmy rodzaj błogości odurzenia i czuliśmy się jak w jakiejś zdrojowej kąpieli aromaterapeutycznej.

Róże biednych towarzyszą mi od dzieciństwa. Po prostu były w naszym poniemieckim ogrodzie, jak irysy, lilie smolinoski, malwy, nagietki, czy goździki kamienne. Mama dosiewała chyba lwie paszcze i maciejkę oraz słomianki, które to kwiaty uwielbiała. Prawdziwych róż nie było. Za to oczywiście była kalina. Zimy były wtedy zimami, wiosny więc późne, zatem piwonie zaczynały kwitnąć przed końcem roku szkolnego. Nieśliśmy je więc nauczycielom w bukietach dziękczynnych za trud nauczania, wraz z goździkami kamiennymi i smolinoskami. Nie byli zbyt ukontentowani. Woleli frezje i róże z butików lub chociaż goździki.

Pamiętam, że piwonie rosły przy ogromnej czereśni. W ogrodzie panował swobodny gąszcz kwiatów, które samoistnie zawłaszczały teren pod ogromnymi poniemieckimi drzewami owocowymi.

Mieszkając w Namysłowie w bloku też zorganizowałem sobie działkę, na której spędzałem mnóstwo czasu i na niej też było mnóstwo piwonii, porastały różne jej miejsca.

Leje. Szesnasty lipca. Kwitnie ostatni kwiat piwonii w biskupim kolorze. Obok, na innej kępie kwitnie ostatni kwiat piwonii w jasnoróżowym kolorze. Cudnie pachnie.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.