23 maja 2020 roku, godz. 19:03 62

Trzebień to najlepsze wspomnienia z dzieciństwa

Takie były czasy…

Dorośli rządzili i choć nie zawsze mieli rację, to ciężko było im się do tego przyznać. Zawsze trzeba było być górą. Bo jakże przyznać się do błędu? Ustąpić dziecku? Oj, nie! Jak mnie odbiorą rówieśnicy (dorośli w rzeczy samej), co powiedzą? Pewnie, że źle wychowuję, za dużo pozwalam i inne rzeczy, które w głowie się rodzą, i to nie wiadomo skąd. Nasz szacunek do dorosłych nie zawsze był naturalny. Przeważnie wymuszony. Aby kary nie było lub aby nagroda była.

Nasze podwórko w drugim zamieszkiwanym domku — ogrodzone płotem, siatką, z bramą wjazdową i furtką metalową, zamykaną na klucz (choć nigdy klucza nie widziałem, to zamek w furtce był). Brama metalowa i furtka metalowa. Co jakiś czas odmalowywana, aby jakość pokazać na trzebieńskich ziemiach. Nie dość, że pyskaty ja był, to i strasznie nerwowy. A dużo nie było trzeba, abym się zezłościł… Gdy się ze mną nie zgadzano, to nie mogło być inaczej. W tym konkretnym przypadku to zezłościłem się na ojca swego. Pewnie niepierwszy i raczej nieostatni raz. Nie chciano mnie słuchać, bo mówili, że się nie znam i mało wiem. Wtedy jakoś mi się to nie układało w głowie — zakładałem, że spiskowano przeciwko mnie. Dziś raczej, choć ciężko mi to przychodzi, muszę przyznać, że dorośli mieli rację. Ale pewnie mogli to inaczej rozegrać. Jakaż to musiała być sytuacja, która doprowadziła, abym swego ojca rodzonego nazwał „niedźwiedziem”. Cóż za obraza. Choć dziś mówią na mnie Niedźwiedź — nie wiem dlaczego. Nie mogłem wtedy użyć bardziej obraźliwego wyzwiska, gdyż szacunek do dorosłych był od zawsze. Niedźwiedź — to mi przyszło do głowy. Zapewne chciałem użyć bardziej niecenzuralnego wyzwiska, lecz nie pozwalało mi na to moje wychowanie. Nie zauważyłem zdenerwowania, lecz chyba dumę, że nie pozwoliłem sobie na odrobinę nieakceptowalnego zachowania wobec osoby starszej. Pamiętam, że miałem świadomość, iż przesadziłem, ale konsekwencje mnie nie spotkały. Jak zwykle znalazłem schronienie u boku mamusi mojej. Bo jak wiadomo, byłem synusiem mamusi. Zawsze mogłem uciekać do „domku”.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Paweł Lewiński, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.