19 sierpnia 2012 roku, godz. 00:37 7,2°C

Panienka II

- Tak, jedną z koloni brytyjskich jest Kanada. – Zaczęłam. Cały czas uważnie mnie obserwował. Najwyraźniej taka odpowiedź mu nie wystarczyła. – Jest jeszcze Australia – dodałam – Nowa Zelandia, Indie… - szczerze mówiąc na tym mój repertuar się wyczerpał. Kontem oka zobaczyłam jak Laura pisze w zeszycie dwie kolejne kolonie. – Oprócz tego Egipt i Nigeria. – na pewno mówił ich znacznie więcej, ale niestety w mojej głowie nic więcej się nie pojawiło.
- No dobrze. Niech ci będzie. – powiedział. – Jakoś się wybroniłaś. – dodał tylko i wrócił do poprzedniego wątku. Laura uśmiechnęła się do mnie pod nosem. Nasz magisterek był specyficzny, ale mimo wszystko tolerowałam go bardziej niż nie jednego nauczyciela w tej szkole. Zresztą, kogoś musiałam.
Wyszłam ze szkoły kierując się w stronę domu. Laura została na dodatkowych zajęciach, a Jasiek razem z nią. Włożyłam słuchawki do uszu i puściłam muzykę. Piosenka jednak nie spodobała mi się więc zaczęłam przerzucać na kolejne. I tak wgapiona w wyświetlacz szłam na oślep chodnikiem od czasu do czasu burcząc krótkie ‘hej’ do mijanych znajomych. Nagle mój wzrok padł na stojącego przy samochodzie Rafała. Moim pierwszym odruchem był krok w tył, jednak natychmiast porzuciłam ten zamiar. Spuściłam głowę i brnęłam dalej mając nadzieję, że mnie nie zauważy albo chociaż zignoruje. Niestety. Pech. Podszedł do mnie. Nie wydusiłam z siebie ani słowa.
- Cześć. – powiedział wyciągając słuchawki z moich uszu . – Czekałem na ciebie. – W zasadzie można się było tego spodziewać. Gdyby nie nasz zakład cieszyłabym się z tej wiadomości jak dziecko.
- Cześć. Coś się stało? – spytałam bez emocji.
- Pomyślałem, że może potrzebujesz podwózki do domu. – powiedział z uśmiechem. Najwyraźniej liczył, że jego urok osobisty zadziała błyskawicznie.
- Nie, spokojnie poradzę sobie. – powiedziałam bez przekonania.
- No daj spokój. Chyba nie pozwolisz mi tak marnować czasu. – Droczył się. – Ślęczę tu od godziny.
- Oczywiście, że nie. – jak zwykle mój głos nie zabrzmiał sarkastycznie.
- Wiedziałem, że się zgodzisz.
- Jak mogłabym odmówić. – Mruknęłam do siebie.

*
28 I 2011
To wszystko powoli mnie przerasta. Nie powinnam była grać w podwójną grę. Ale dopiero teraz to sobie uświadamiam. Rafał ma tak wiele twarzy, że ciężko mi za tym nadążyć. Nie potrafię być taka jak on. Ja i on tańczymy razem, ale przy dźwiękach różniej muzyki. Z jednej strony wydaje się jakby pod tą maską cos ukrywał, z drugiej jakby to leżało już w jego naturze. Mam nadzieję, że niedługo zobaczę list od Ciebie. Potrzebuję kilku słów wsparcia i nagany. Ktoś zdaje się powinien przywołać mnie do porządku.
H.

To takie dziwne uczucie. Nie mogę się obyć bez rady Gabriela, a jednocześnie wiem co mi powie, i wiem, że to mi się wcale nie spodoba. Z drugiej strony tylko on ma taką siłę perswazji. Laura z Jaśkiem już zrezygnowali. Po prostu czekają na ciąg dalszy. Ostatnio i tak wysłuchałam kolejnego, długiego wykładu od swojej przyjaciółki. Przewidywała, że w końcu wplączę się w to wszystko tak bardzo, że trudno będzie mi się potem wykaraskać z tarapatów. Na pewno ma to swoje racje, nie wątpię w to. Tylko skoro zabrnęłam już tak daleko, jak mam to teraz odkręcić. W zasadzie nie wiem czy zależy mi na tym tak jak do tej pory. Zdaje się, że to był po prostu taki kaprys, dla urozmaicenia szarej codzienności.
- Hania! Babcia przyszła. – krzyknęła mama. Pozbierałam papiery z biurka, zakleiłam kopertę i wrzuciłam wszystko do szuflady. Kiedy otwarłam drzwi, babcia już stała naprzeciwko mnie. Uściskałyśmy się serdecznie. Bardzo się za nią stęskniłam. Miałam ochotę od razu zagarnąć ją dla siebie.
- A gdzie bliźniaki? – spytała z troską.
- Mają trening. Za godzinę powinni być w domu. – uspokoiłam ją. Dobrze, że chociaż ona tu była. W końcu będziemy mogły spokojnie porozmawiać. Mam jej tyle do opowiedzenia. Ona jak nikt inny potrafi wyczuć drugą osobę. Mama właśnie skończyła robić obiad, więc zasiadłyśmy do stołu. Podczas posiłku moje myśli powędrowały wstecz. Rozmowa z Rafałem trwała ostatnio dłużej niż się spodziewałam. Niby nie toczyła się wokół niczego konkretnego, ale ciągle mieliśmy coś do powiedzenia. Wiedziałam, że chce mi zaimponować i mimo niechęci jaka wywoływała we mnie myśl o zakładzie, starałam się z nim normalnie rozmawiać. Kiedy zaproponował mi wspólne wyjście do kina kategorycznie odmówiłam. Długo nie obstawał przy swoim. Niestety nie zapomnę momentu kiedy otworzył mi drzwi samochodu. Prosta uprzejmość. Z tym, że nie do końca bezinteresowna. Wszystko rozegrało się w przeciągu sekundy. Wyszłam z samochodu stając twarzą w twarz z nim. Jego ręka spoczywająca wcześniej na dachu samochodu automatycznie powędrowała na moją talię. Chłopak energicznie przyciągnął mnie do siebie z oczywistym zamiarem. Nie spodziewał się oporu, dlatego w porę nie zareagował na moje odepchnięcie. Był zdziwiony, że to nie podziałało. Popatrzyłam tylko na niego z ukosa i skierowałam się na osiedle. Tym zranił mnie najbardziej. Tak pragnął mieć kolejne trofeum, że nie obchodziły go niczyje uczucia. Gdybym nie miała tej świadomości i dała się tak po prostu omotać, byłabym tylko tygodniową rozrywką w pełnym wzlotów życiu Rafała. Wchodząc do bloku, czułam jak moje oczy szklą się ze złości. To była upokarzająca scena.
- Zapomnij o tym. Taki ból może wywołać tylko nie warty ciebie chłopak. – usłyszałam nagle słowa babci. Te słowa uprzytomniły mi, że musiałam nagle zapomnieć o otaczającym mnie świecie. Widocznie moja twarz wyraźnie odzwierciedlała myśli. Wszystko dało się z niej wyczytać. Nie wiem czy to dobrze czy raczej źle, ale jedno było pewne. Babcia się nie myliła. Taki ból wywołuje tylko chłopak. Pytanie tylko czy ja byłam gotowa na przyjecie kolejnych ciosów. W świecie pełnym ludzi i tak jesteś sam z problemami, bo ich nikt za ciebie nie rozwiąże.
Rozległo się energiczne pukanie do drzwi mojego pokoju. Wstałam z kanapy. Naprzeciw mnie stała babcia z kubkiem gorącej czekolady w ręku. Usiadłyśmy wygodnie na kanapie. Chwilę zajęło zanim którakolwiek z nas się odezwała.
- Opowiedz mi co się stało. – poprosiła. Ja jednak milczałam. – Co cię trapi dziecko? – zapytała z przejęciem. Starałam się ułożyć w myślach kilka logicznych zdań, jednak szło mi to tak marnie, że w końcu skapitulowałam i prosto jak leci zaczęłam opowiadać. Mówiłam o Rafale, o tym jak to wszystko się zaczęło. Widziałam jak babcia uśmiecha się pod nosem. Po takiej reakcji ciężko mi było stwierdzić jakie ma zdanie na temat tego wszystkiego. Wypowiedziałam ostatnie słowa monologu i spojrzałam na zadumaną kobietę.
- Jesteś pewna, że już dobrze go znasz? – spytała po chwili.
- Nie wiem. – przyznałam. – Rafał to skomplikowany chłopak.
- Kiedy poznałam twojego dziadka – zaczęła, a na jej twarzy nagle odżyły wspomnienia, w tej chwili zobaczyłam niesamowitą radość i młodość starej kobiety – byłam tak zaślepiona, że potrafiłam wstać o trzeciej nad ranem tylko po to, by zdążyć się z nim przywitać zanim pójdzie do pracy. – babcia głęboko się zamyśliła. W jej oczach widziałam jak odtwarza te wszystkie chwile, jak przeżywa je na nowo. – Żaden z tych dni nie był stracony. – Dodała z przekonaniem. – Moi rodzice nie akceptowali tej znajomości. Uważali, że Lucek ma na mnie zły wpływ, że któregoś dnia wyprowadzi mnie na manowce. Ten jeden raz byli w błędzie. Ja wiedziałam, że mnie kocha i że zrobi dla mnie wszystko. Każdego dnia widziałam jego promienną twarz. Widziałam jego dumę, kiedy widywaliśmy się z jego znajomymi, dumę z tego, że jest właśnie ze mną. Zawsze był dla mnie dobry i troskliwy. Kiedy lata temu odszedł, zabrał ze sobą połowę mnie samej. – zakończyła. Dostrzegłam jej szklany wzrok. Nie potrafiłam dobrać odpowiednich słów. Dziadek zmarł zaraz po wypadku. Lekarzom nie udało się go uratować. Potrącił go samochód. Po przyjeździe do szpitala żył tylko kilka godzin, obrażenia były zbyt liczne i ciężkie. Słowa nie potrafiły pocieszyć tych bolesnych wspomnień, dlatego po prostu przytuliłam się do babci. W ciszy każda z nas analizowała własne myśli.

*
Wróciłam do domu zmęczona. Ta szkoła doprowadzała mnie do psychicznego wykończenia. Ale jakąś szkołę należało skończyć. Nawet jeśli moja przyszłość nie kreśliła się w zbyt pogodnych barwach. Dzisiaj tylko przez chwilę widziałam Rafała. Jakoś starałam się go unikać. I tak niedługo miałam się z nim widzieć na korkach, a zbyt częste przebywanie z nim może niekorzystnie wpłynąć na moje poczucie bezpieczeństwa i zachwiać racjonalność umysłu.
- Co na obiad? – Filip oczywiście bez pukania wtargnął do mojego pokoju.
- Nie wiem, chyba pomidorowa. Zaraz zobaczę w lodówce. – Powiedziałam zwlekając się z łóżka, na którym miałam nadzieję odpocząć. Skierowałam się w stronę kuchni. Miałam rację. Dzisiaj musieliśmy się zadowolić zupą. Zauważyłam niezadowoloną minę brata. Samej też nie uśmiechał mi się ten obiad. – Ej a co powiesz na naleśniki?
- I dlatego jesteś moją ulubioną siostrą. – powiedział zadowolony i odwrócił się do wyjścia.
- Ale będziesz musiał iść do sklepu po jakiś dżem. – zakomunikowałam mu. Z szerokim uśmiechem na twarzy wystawił rękę po pieniądze.
- A gdzie mój napiwek? – powiedział wpatrując się w dłoń. – Powinienem mieć potrącone za wysiłek fizyczny.
- Szkoda, że nie umysłowy. Zaoszczędziłabym. – podsumowałam i zabrałam się do przygotowania ciasta.
Usmażyłam już sporą ilość. Sądziłam, że Filip przybiegnie do kuchni zaraz po pierwsze naleśniki prosto z patelni. Tymczasem on wrócił ze sklepu i zaszył się w pokoju. Wstawiłam brudne naczynia do zlewu, a nasz obiad przeniosłam na stół.
- Fil.. Artur? – nie mogłam się zdecydować wchodząc do pokoju. Był tylko jeden z bliźniaków, ale skoro wcześniej rozmawiałam z Filipem uznałam, że to on musi być w pokoju. Jednak od tyłu wyglądał jak Artur. Miał krótkie włosy. Braciszek odwrócił się w moją stronę. – Filip! Byłeś u fryzjera. – wykrzyknęłam zdumiona.
- No tak jakby. – burknął tylko. – Już jest? – spytał.
- Tak. – mruknęłam. – Jego zachowanie było mi podejrzane. Jednak z wypytywaniem wolałam chwilę jeszcze poczekać . Niby to nic takiego, że w końcu uznał, że tak długie włosy mu przeszkadzają, ale czemu to aż taka tajemnica. Wcześniej chodził po domu w czapce z niewiadomych powodów. Teraz widać, że nie chciał żebym widziała zmianę fryzury.
- Dobre. – skomentował.
- Oczywiście, że tak. W końcu ja robiłam. – obruszyłam się. – Gdzie jest Artur? – spytałam.
- W szkole. – jego krótkie odpowiedzi, zaczęły mnie irytować.
- Przecież oboje kończycie o pierwszej dzisiaj. Czemu jego nie ma? – zainteresowałam się.
- Bo czeka na wyniki.
- Filip mów do mnie jak człowiek, a nie burczysz pod nosem. – zdenerwowałam się.
- No miał poprawkę z polskiego i czeka na wynik. – powiedział.
- I to taka wielka tajemnica? – zdziwiłam się. Brat jednak nadal coś ukrywał. Popatrzyłam na niego jeszcze raz. Olśniło mnie. – Powiedz, że tego nie zrobiłeś. – wyrzuciłam nagle. Filip popatrzył na mnie wymownie.
- Zależy co masz na myśli – zaczął – czasami ciężko cię zrozumieć.
- Filip nie rób ze mnie idiotki. Napisałeś to za niego. – Powiedziałam podniesionym głosem.
- No i co z tego. – Teraz i on podniósł głos.
- To, że znowu ja będę musiała ratować wam tyłki. To samo było rok temu. – odpowiedziałam.
- W tym będzie inaczej. – zapewnił mnie.
- Ok. Jak sobie chcecie. Ale jeśli się zorientują, że zrobiliście podstawkę, to nie przychodźcie z tym do mnie. – powiedziałam kończąc tym samym temat. Raz mogło im to pójść w zapomnienie, ale wątpię by nauczyciele byli tak samo łaskawi po raz kolejny. Mógł chociaż obciąć te kłaki z dwa tygodnie wcześniej, a nie dopiero teraz, żeby wszyscy się zorientowali. Ich lekkomyślność była przerażająca. Co z tego, że zapowiedziałam się do tego nie mieszać. To moi bracia, prędzej czy później będę starała się łagodzić sytuację.
- Cześć wam. – Artur był w znakomitym humorze.
- Gratuluję zdania poprawki. – powiedziałam, kiedy wszedł do kuchni.
- Znowu jej powiedziałeś. – zdenerwował się na brata. – Wiedziałem, że lepiej nie puszczać cię do domu.
- Przecież i tak by się zorientowała.
- Akurat, nie przeceniaj jej inteligencji.
- W lodówce masz zupę. – powiedziałam tylko do drugiego z braci.
- A na stole naleśniki. – dopowiedział sobie.
- W lodówce masz zupę. – powtórzyłam dobitniej.
- Nie, to nie. Zamówię sobie pizze. – odgryzł się.
- Tak i ciekawe czym za nią zapłacisz, skoro ostatnie środki wydałeś na nowe głośniki. – powiedziałam. Spojrzał na mnie zaskoczony. – Czyli jednak nie doceniłeś mojej inteligencji. – dodałam z triumfującym uśmiechem. – To go jeszcze bardziej rozjuszyło. Wyszedł z kuchni bez słowa i trzasnął drzwiami od pokoju.
- I znowu je wyrwał. – mruknął Filip. I niestety nie mylił się. Wstawiłam naczynia do zmywarki a pozostałe naleśniki zostawiłam na stole. Było aż nadto oczywiste, że jak tylko wyjdę z kuchni, Artek rzuci się po jedzenie. Filip poszukał w szufladzie śrubokrętu i wyszedł. Usłyszałam tylko jak kazał bratu naprawiać drzwi.

*
Laura od rana mówiła tylko o przyjacielu Jaśka. Podobno na dniach przeprowadził się w te okolice i miał zacząć dzisiaj chodzić do naszej szkoły. Gdybym jej lepiej słuchała, pewnie wiedziałabym nawet do której klasy przyjdzie i jak wygląda, ale że nie uśmiechała mi się rozmowa na jego temat, to dotarły do mnie tylko zdawkowe informacje. Nie chodzi o to, że nie byłam ciekawa, tylko świadomość tego, że chcą nas wyswatać automatycznie działała na nie korzyść naszych wspólnych relacji i mojego zainteresowania jego osobą.
- Na pewno go dzisiaj poznamy. – mówiła moja przyjaciółka. – Jeśli nie w szkole, to wieczorem.
- A czemu wieczorem? – zapytałam od niechcenia.
- Bo przyjdzie do Jaśka, i na pewno my też tam będziemy. – wytłumaczyła mi szybko, najwyraźniej myśląc, że podzielam jej entuzjazm.
- Jupi. – mruknęłam pod nosem.
- Ej a tam, co taki tłum? – zauważyła żywo. Rzeczywiście, pod moją klasą zebrało się dość sporo uczniów. Nawet moi młodsi bracia!
- Za dużo ich. Chodźmy gdzieś i przyjdziemy po dzwonku. – powiedziałam po błyskawicznej analizie sytuacji.
- No dobra. – zawahała się. Nagle jednak coś zobaczyła. – Ej to musi być on. – powiedziała ledwo dosłyszalnie. Mój wzrok powędrował za jej spojrzeniem. W znajomym tłumie stał wysoki chłopak. Był do nas odwrócony tyłem, ubrany w czarną, szeroką bluzę, która nie zdołała ukryć jego szerokich ramion. Od razu widać, że w krótkim czasie stanie się konkurencją dla Rafała. Laura zdecydowała, że dołączymy do gromadki na korytarzu. Wolnym krokiem podchodziłyśmy więc do klasy, a ja obserwowałam nieznajomego. Miał rude włosy. Ścięte dosyć efektownie. Krócej po bokach, wyszarpana reszta. Podniósł rękę i jak gdyby sprawdzał czy całość się trzyma. W pierwszym momencie pomyślałam jednak, że to tik. Gabriel zawsze tak robił. Byłyśmy już wystarczająco blisko. Odwróciłam wzrok, ale równie szybko powróciłam do poprzedniego kierunku. Moją uwagę przykuła blizna na nadgarstku. Była dosyć pokaźna. Już wcześniej widziałam taką. Może… ale to byłoby wręcz niemożliwe. Poczułam jak przyjaciółka szturcha mnie w bok. Stanęłam w miejscu, nie mogłam się ruszyć. Rafał skinął głową na przywitanie ze mną, wskutek czego nieznajomy się odwrócił. Jego twarz… mocno zarysowane kości policzkowe i chłopięcy, błękitny wzrok. Ten zawadiacki uśmiech. Nagle wszystko we mnie zadrżało. Poczułam w swoim ciele nieznaną siłę. Życie przepełniło moje wnętrze. Od dawna tak się nie czułam.
- Hanka, to jest mój kolega… - zaczął Jasiek.
- Gabriel! – wykrzyknęłam. Poczułam wzrok na sobie wszystkich zgromadzonych wokół.
- Cześć piękna. – powiedział niskim dźwięcznym głosem. Rozpoznał mnie. Automatycznie rzuciłam mu się na szyję. Chłopak podniósł mnie, a ja wtuliłam się w jego ramiona. Nie da się opisać szczęścia, które emanowało ze mnie w tej właśnie chwili. Znów czułam się bezpieczna, rozumiana, ważna. – Uwielbiam cię. – powiedział stawiając mnie z powrotem na ziemi.
- Jak Mustanga Forda z '69 czy Dodge Challengera z '70? – zapytałam z uśmieszkiem.
- Dzisiaj jesteś ponad nimi. – powiedział z przekonaniem. Nagle zorientowaliśmy się, że wszyscy w koło nas zamilkli i przyglądają się z wypisanymi na twarzach mieszanymi uczuciami. Chyba niewiele zrozumieli z tego wszystkiego, ale dlaczego mielibyśmy się tłumaczyć? W Laury spojrzeniu widziałam pytanie i nie dowierzenie. Jasiek pozostał tak jak wcześniej. Ogarnął go zaledwie lekki szok. Najzabawniejszą jednak minę miał Rafał. Stał wręcz osłupiały. Zdaje się, że do tej pory sądził, iż nie zdolna jestem to takiej wylewności uczuć. Dzwonek zadzwonił oznajmiając wszystkim koniec przedstawienia. Pozostała tylko nasza czwórka.
- Ale skąd wy? – Laura odzyskała głos. – Jak to w ogóle możliwe?
- Sama nie wiem. – odpowiedziałam. – Ale najwyraźniej wiemy jak dobierać przyjaciół. – dodałam patrząc na Jaśka.
- Dlaczego nie napisałeś, że przyjeżdżasz? – spytałam Gabriela. Jednak przyjście nauczycielki nie pozwoliło mu udzielić odpowiedzi. Laura zdążyła mi tylko powiedzieć, że gdzieś się ulokuje, a ja mogę siedzieć z nim. Ucieszyła mnie jej decyzja. Miałam tyle pytań do przyjaciela. Chciałam wiedzieć wszystko już, teraz, w tej sekundzie.
- Chciałem ci zrobić niespodziankę. Ojciec dostał tu pracę, kupiliśmy mieszkanie… - nie zdążył dokończyć.
- Zakochani rozsiąść się. – usłyszeliśmy nagle głos naszej polonistki. Odetchnęłam. Nie mówiła do mnie. – Hanka. – wypowiedziała moje imię. Zaskoczyło mnie to. Podniosłam głowę zdumiona.
- Ale my nie… - zaczęłam.
- Już ja swoje wiem. – Przerwała. – Niech chłopak się przesiądzie na sam tył, a ty do pierwszej ławki. Nie będziecie mi całą lekcje przeszkadzać. – Powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Ale my naprawdę… - tym razem Gabriel starał się zaprotestować. Tak dawno nie słyszałam jego głosu. Stał się taki dźwięczny i męski. Kobieta popatrzyła na nas zirytowana. Nie pozostało nam nic innego jak tylko spełnić jej żądanie.
Wyszłam z szatni przygotowana do wyjścia. Gabriel czekał przy drzwiach wyjściowych. To niesamowite uczcie mieć go znowu blisko siebie. Nagle w jednej chwili świat nabrał barw. Nie martwiłam się dniem kolejnym, tym, że pewnie znowu nie zaliczę fizyki, że oddała nam kartkówki z matmy i mam kolejną dwóję. Schodząc ze schodów jeszcze raz przyjrzałam się jego sylwetce. Zmienił się. I to bardzo. Stał się niesamowicie przystojnym chłopakiem. Zawsze miał ładne rysy twarzy, a teraz kiedy tak wyrósł…
- Przyglądasz mi się. – zauważył z uśmieszkiem.
- To chyba nic dziwnego. – odpowiedziałam.
- Brakuje mi twoich długich włosów, teraz wyglądasz poważniej. – Zaczął.
- Ale roztrzepana jestem tak samo jak wtedy. – Chłopak zaśmiał się gardłowo i objął mnie ramieniem.
- Nie da się ukryć. – Powiedział. – Zabawnie to wyszło. W sensie ja, ty i Jasiek. Nie przyszło mi do głowy, że przecież musicie się znać.
- No tak. Ale najwyraźniej jesteśmy tak samo rozwinięci intelektualnie, bo ja też na to nie wpadłam. – Dobraliśmy się idealnie. Para idiotów. Pisałam mu przecież o Laurze i jej chłopaku. Tak samo on mówił mi o kumplu, którego poznał na wyjeździe. Tylko, że pokojarzenie faktów najwyraźniej przekraczało nasze możliwości. – Chłopcy od razu cię rozpoznali? – zainteresowałam się.
- Nie, coś ty. Byli w totalnym szoku. Wiesz sam na początku nie byłem pewien. – mówił. – Są teraz identyczni. – stwierdził. Opowiedziałam mu przyczynę ich zmiany wizerunku. Fakt chłopcy mieli oryginalne pomysły i potrafili się nawzajem chronić. Radzą sobie jak tylko umieją. Za chwilę weszliśmy jednak na temat Rafała. Mój przyjaciel powiedział mi kilka niezbyt pozytywnych zdań na temat mojego obiektu zainteresowania. Ale nie mogłam spodziewać się niczego innego. Znali się dopiero z dziesięć minut.
- Idziesz do mnie? – spytałam po chwili.
- Jak zawsze. – uśmiechnął się. Byłam pewna, że w jego pamięci też w tej chwili odżyły wspomnienia. To jak dawniej wracaliśmy razem i siedzieliśmy do późna. Zawsze mięliśmy co robić. Dobrze się czuliśmy w swoim towarzystwie i to nam wystarczało. Dzisiaj szczególnie mieliśmy dużo do nadrobienia. Mnóstwo spraw, których nie dało się wyrazić w listach, tyle emocji nie oddanych na papierze mogło się teraz ujawnić.

*
Mama dostała wezwanie do szkoły w sprawie chłopców. Nauczycielka nie chciała im podarować tego chytrego planu. Okazało się jednak, że sama się nie zorientowała. Po prostu ktoś życzliwy na nich doniósł. Teraz Artur z Filipem chodzą w domu najciszej jak potrafią, starając się nie wchodzić rodzicom w drogę. Ja robię to samo, tak dla świętego spokoju. Na dodatek, jakby tego było mało, ojciec stracił pracę. Wszystko nałożyło się nagle na siebie. Wiem, że jakoś sobie poradzi i postara się znaleźć coś nowego, ale nie jest to takie proste. Przejrzał już kilka ofert. Po wykonaniu rozmowy telefonicznej okazało się, że są one już nieaktualne. Staram się podsyłać mu jakieś sensowne propozycje i szukać czegoś w Internecie, tyle ile mogę to pomagam. Dzięki korepetycjom u Rafała mam własne pieniądze, więc nie muszę się martwić o kieszonkowe. Bardziej niezadowoleni będą chłopcy, ale myślę, że w obecnej sytuacji nawet nie mają prawa prosić o nic. Minęły kolejne dni, a mój kontakt z Gabrielem odnowił się ze zdwojoną siłą. W szkole tworzymy zgraną paczkę razem z Laurą i Jaśkiem. Mimo kłopotów rodzinnych nie mogę powiedzieć, że czuję się fatalnie. Czuję, że wszystko się poukłada. Ale skąd czerpię siłę, do tak pozytywnego nastawienia? Cóż, sama chciałabym to wiedzieć. Rafał starał się w jakiś sposób znów zbliżyć do mnie. Częste rozmowy na przerwach, próba flirtu. Niestety nic nie podziałało. Minął ustalony tydzień, a chłopak nic nie wskórał. Na najbliższych korepetycjach okaże się ile są warte jego słowa i na ile dotrzymuje warunków zakładu. Trochę już go poznałam i dochodzę do jednego wniosku. Czasem ideał to tylko obraz, który sami stworzyliśmy, nic więcej. Wydaje nam się, że to musi być ten, a tak naprawdę wcale go nie znamy. Wizja, którą stworzyliśmy była piękna, ale nie istniała w rzeczywistości. Tak bardzo pragnęłam się zakochać, że zapomniałam co to właściwie znaczy.
- Hanka? – zza drzwi usłyszałam głos swojej przyjaciółki.
- Jestem. – powiedziałam wpuszczając ją do pokoju.
- Sama jesteś? – zapytała.
- Tak, ojciec jest na rozmowie o pracę, chłopcy się wynieśli gdzieś do kolegi, a mama w pracy.
- Przyniosłam ci sukienkę. – powiedziała. Dopiero teraz zauważyłam że trzyma w ręce wieszak z moją kreacją. Była naprawdę ładna. Wyglądała jeszcze lepiej niż na projekcie. Założyłam ją natychmiast, tak by Laura mogła wprowadzić ewentualne poprawki. Sukienka wyglądała dobrze, w końcu moja przyjaciółka nie pierwszy raz mi coś szyła.
- Tutaj chyba muszę trochę popuścić, tutaj zwęzić… - zaczęła głośno myśleć i wymieniać kolejne usterki. Stałam jak manekin i przyglądałam się tylko jej poczynaniom. Wtykała szpilki w kolejne miejsca lub je wyciągała, dokładnie analizując każdy szczegół.
- A jak twoja sukienka? – zainteresowałam się.
- Już gotowa. Jest w tym drugim pokrowcu. – powiedziała wskazując głową na moją kanapę. Natychmiast rozsunęłam zamek. – Ał! Uprzedzaj kiedy się wiercisz, pokułam się.
- Niechcący. – wyciągnęłam sukienkę i powiesiłam na szafie, dzięki temu łatwiej było ją podziwiać. Rzeczywiście tak jak mówiła, uszyła ją z pudrowego materiału. Na plecach wstawiona była koronka w tym samym kolorze. – Będziesz jak princeska. – uśmiechnęłam się.
- Oczywiście, że tak. Rozumiem, że idziesz razem z Gabrielem?
- W zasadzie to nie wiem. Nie rozmawialiśmy o tym. – przyznałam.
- To lepiej się pospiesz. Słyszałam, że masz konkurencję. – wzruszyłam tylko ramionami. – Tak wiem, on stawia cię na pierwszym miejscu.
- O co ci chodzi? – zdziwiłam się. – Przecież Gabriel może robić co chce.
- Mówię tylko, że nie sądziłam, że jesteście w tak zażyłych stosunkach.
- To normalne. Wychowaliśmy się razem. – wytłumaczyłam.
- A nigdy nie myślałaś o nim w innych kategoriach?
- Nie. To byłoby niedorzeczne.
- I co może w ogóle ci się nie podoba? – drążyła dalej.
- Nie, nie mogę powiedzieć, że nie jest przystojny, bo jest. Teraz szczególnie, ale… Laura o czym my w ogóle rozmawiamy? – Ta rozmowa powoli zaczęła wyprowadzać mnie z równowagi.
- Hania? – usłyszałam głos ojca, który wszedł właśnie do domu.
- Jestem. Jak poszło? – zapytałam natychmiast. Pokiwał przecząco głową. Było źle. Nawet fatalnie i czułam to. Zbliżał się koniec miesiąca. A w następnym kolejna rata do spłacenia. Jeśli przez najbliższe miesiące dochody nie będą napływały z obydwu stron, bank się upomni o swoją własność. Nie wiedziałam co mogę powiedzieć ojcu w takiej sytuacji. Pewne było, że matka znów nie będzie dzisiaj spać i pójdzie na dodatkowe godziny do pracy.
- Hanka twoja komórka dzwoni. – przyjaciółka podała mi aparat. Na wyświetlaczu zobaczyłam numer Gabriela.
- Tak?
- No nareszcie. Nie mogłem się na domowy dodzwonić. – Kątem oka spojrzałam na stacjonarny. Nic dziwnego, że się nie dodzwonił skoro słuchawka jak zwykle była źle odłożona. – Słuchaj jest twój ojciec w domu?
- Właśnie przyszedł.
- Dasz mi go do telefonu?
- Tak, jasne. – dałam tacie telefon i poszłam odgrzać mu obiad. Z rozmowy wywnioskowałam, że chodzi o jakieś spotkanie. Ojcu od razu polepszył się humor. Okazało się, że w firmie pana Frankiewicza potrzebują pracowników. Światełko nadziei pokazało się na horyzoncie. Jednak po tylu nieudanych próbach starałam się zachować spokój.

*
Siedziałam z Rafałem jak zwykle w gościnnym pokoju. Do innego pomieszczenia najwyraźniej nie miałam dostęp. Chłopak był niezadowolony. Fakt, że ma iść na własną studniówkę z brzydkim kaczątkiem nieco go przerastał.
- Nie musisz ze mną iść. Przecież widzę, że nie chcesz. – Zaczęłam pogodnie. – Kup mi pudełko czekoladek Lindor i będziemy kwita. – Zakończyłam z uśmiechem na twarzy. Nie chciałam mu narzucać własnego towarzystwa.
- Nie. Idziemy razem. – Powiedział stanowczo. – Ja chcę żebyś ze mną poszła.
- Kłamiesz zawodowo. – Zauważyłam.
- Lubię z tobą rozmawiać, to mi wystarczy. – te słowa mnie uderzyły. Nie spodziewałam się tak miłej odpowiedzi. Był szczery. Może kiedy byłam Karoliną, rozmawiało nam się znacznie swobodniej. Dlaczego? Ponieważ wtedy nie martwiłam się o to co i jak powiem. Byłam naturalna, mniej spięta i racjonalniej myśląca.
- Okej. W takim razie zapiszę sobie, że muszę kupić dużą torbę. Przyda się na moją głowę. Wytnę na niej tylko otwory na usta i uszy. – zaśmiałam się.
- Oczy też. – powiedział.
- Na takie pingle to połowę torby bym musiała uciąć. – zażartowałam. Chłopak podniósł głowę znad książki i bacznie przyjrzał się mojej twarzy. Trochę mnie to zdezorientowało. Miał bardzo chłopięcą twarz. Taką spokojną, bez cienia kpiny i manii wyższości.
- Wcale nie jesteś brzydka. – stwierdził i energicznym ruchem ściągnął moje okulary. Wystraszyłam się, że mimo makijażu teraz mnie rozpozna, ale na szczęście przeceniłam go. Nagle z wielkim hukiem ktoś wtoczył się do pokoju. Okrągły mężczyzna z łysym gniazdem na czubku głowy wparował do pokoju. W pospiechu nałożyłam okulary z powrotem na nos. Kątem oka dostrzegłam jak gniew ogarnia Rafała. Miał kamienną twarz, żaden mięsień nawet nie drgnął, a jego oczy były pełne bólu i zażenowania. Przede wszystkim jednak był niesamowicie wściekły.
- Wyjdź stąd. – powiedział przez zaciśnięte zęby. Mężczyzna popatrzył na niego błędnym wzrokiem, uśmiechnął się ironicznie i ryknął na cały głos stekiem przekleństw. Uwagi te skierowane były do Rafała. Za chwilę jednak mężczyzna energicznie, aczkolwiek bardzo chwiejnie podszedł do mnie. Poczułam alkohol, bardzo dużo alkoholu, który najprawdopodobniej przed chwilą człowiek ten wlał do swojego organizmu. Usłyszałam uprzejmych kilka słów na powitanie. Siedziałam spokojnie i słuchałam monologu mężczyzny, nie bardzo wiedziałam jak mam się zachować. Wystraszyłam się kiedy mężczyzna niespodziewanie objął mnie ramieniem. Rafał natychmiast poderwał się z miejsca i odciągnął go ode mnie. Był naprawdę silny. Nie zwracał uwagi na wyzywającego nas człowieka i jego szamotanie się. Szybko wyprowadził go z pokoju. Na kilka minut zostałam sama z myślami. Ciężko mi było ocenić całą tę sytuację. Była to dosyć kłopotliwa scena.
- Przepraszam cię. – Usłyszałam z ust Rafała. Widziałam jak bardzo wstydził się tego, co przed chwilą zaszło. – Nie powinnaś tego widzieć. – Dodał.
- Nic się nie stało. – Powiedziałam starając się zbagatelizować wszystko.
- Właśnie, że się stało. – Odparł. – Matka już dawno powinna wywalić z domu tego starego pijaka.
- To twój ojciec? – spytałam niepewnie.
- Ja nie mam ojca. – szczerze powiedziawszy zaskoczył mnie jego zdecydowany ton. Oboje zamilkliśmy. Nie chciałam o nic wypytywać. Pomyślałam, że Rafał po prostu wyrzeka się swojego ojca, który jest alkoholikiem. – Pięć lat temu jechaliśmy nad morze. To miały być nasze pierwsze rodzinne wakacje za granicą. Jechaliśmy do Chorwacji. Matka siedziała za kierownicą. Zamienili się z ojcem na kilka godzin. Zaczęło lać. Droga zrobiła się śliska, przez przednią szybę ledwo mogłem dostrzec światła samochodów. Moja matka nigdy nie była zwolenniczką wolnej jazdy… Później pamiętam już tylko karetkę i salę operacyjną. Kilka osób coś do mnie mówiło… Potem pogrzeb ojca, depresja matki. A teraz ten facet. – Słuchałam jego słów, nie mogąc nic powiedzieć. Te wszystkie chwile odżyły w nim na nowo. Rozdrapał stare rany, by mi się zwierzyć. Nie wiem dlaczego to zrobił, dlaczego mi zaufał. Dopiero teraz uświadomiłam sobie jaka jestem głupia. Moje zachowanie, ta cała szopka z przebieraniem… Nie potrafiłam znieść bólu Rafała. Odruchowo złapałam go za rękę. Nie wyrywał się. Zobaczyłam jego pusty wzrok. Chciałam mu pomóc, ale nie wiedziałam jak.
- Muszę ci coś powiedzieć. – Zaczęłam niepewnie. – To nie jest dobry moment, ale chyba żaden nie będzie odpowiedni. – Mówiłam. Ściągnęłam okulary i przez chwilę się w nie wpatrywałam. – Tak naprawdę mam na imię Hania. Dobrze się znamy. Chodzimy do jednej szkoły. Któregoś dnia wpadłam na pomysł, że najlepszym sposobem poznania ciebie będzie udawanie kogoś innego. – Odpięłam perukę i rozpuściłam włosy. Chłopak był w szoku. – Przepraszam cię. – Zakończyłam. Nic innego nie przychodziło mi do głowy. Zresztą co mogłam mu powiedzieć? Podniosłam wzrok i z trudem spojrzałam na jego twarz. Rafał obrzucił mnie przelotnym spojrzeniem i nagle pocałował. Nie był to długi, wyśniony pocałunek. Chłopak zaledwie musnął mnie wargami, a ja nie poczułam nic. Moje mięśnie nawet nie drgnęły, nie wzbudziło to we mnie najmniejszych oznak uczucia, które tak sobie od tygodni wmawiałam.
- Mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś. – szepnął mi do ucha zdenerwowany.

*
W tym roku szkolnym wykupiliśmy sobie klasowy karnet na basen. Dzisiaj był otwarty dwadzieścia cztery godziny na dobę. Dlatego postanowiliśmy wszyscy razem wybrać się na nocne pływanie. Nie lubię wody i pewnie dlatego ta nocna eskapada na basen nie poprawiła mi humoru. Wydaje mi się, że moja niechęć do wody wynika przede wszystkim z tego, że nie potrafię pływać. Kiedy na wakacje wyjeżdżamy nad morze, ja tylko leżę i smalę się na plaży. W ten sposób odpoczywam po dziesięciu miesiącach bólu głowy i zrywania się o szóstej rano z łóżka. Wpakowałam potrzebne rzeczy do plecaka i wyszłam z domu.
- O. – wyrwało mi się. Na klatce schodowej stał Gabriel.
- Wpadłem po drodze. – Uśmiechnął się i wziął ode mnie plecak. Ruszyliśmy do szkoły, gdzie miała czekać reszta grupy. Praktycznie nie rozmawialiśmy przez drogę. Byłam zbyt pogrążona we wspomnieniach. Z uporem maniaka odtwarzałam w pamięci scenę z domu Rafała. Nie mogłam się pozbyć tych myśli. Gabriel natomiast najwyraźniej nie potrzebował rozmowy ze mną. Cały czas myślałam, co zrobić z Rafałem. Czy w ogóle mam coś jeszcze robić? Teraz zdaje się najprościej będzie zejść mu z drogi. Poznał prawdę i na pewno nie chce mnie już więcej widzieć. Można to wywnioskować z jego zachowania. Ale nie będę się więcej tłumaczyć. To nie miałoby najmniejszego sensu. To byłby po prostu desperacki krok. Usilna próba zwrócenia uwagi. Wiem, że postąpiłam głupio, ale nie będę go błagać o wybaczenie. Sam traktował mnie jak przedmiot.
- O czymś nie wiem. – Stwierdził Gabriel. Najwyraźniej dłuższą chwilę mi się przyglądał.
- Jakoś dojdę do ładu. – Chłopak tylko objął mnie ramieniem i pocałował w czoło.
- A jak ojciec? – spytał zmieniając temat.
- Uznali, że nie ma kwalifikacji.
- Dziwne, że nagle na wszystko jest im potrzebny papierek. – powiedział zirytowany.
- Niestety. – westchnęłam. – Jutro też ma gdzieś iść. Kolega do niego dzwonił. Podobno pilnie potrzebują kierowcy.
- Może tym razem się uda.
- Oby. Matka już chodzi jak zombie. Jest kłębkiem nerwów.
- A bliźniaki?
- Dalej chowają się po kątach.
- Nic dziwnego. Głośno o nich było.
- Tak, zostali bohaterami klasy. – dodałam z sarkazmem.
- Ej, wiesz co to znaczy dla chłopaków w ich wieku? – zaśmiał się.
- Przecież pamiętam twoje numery. Duma zawsze szła obok ciebie, tak by każdy widział.
- W twoich ustach jakoś to…
- Wydaje ci się. – uśmiechnęłam się.
- Jak zwykle.
Siedziałam na kafelkach. Nogami brodziłam w wodzie to w jedną, to w drugą stronę. Laura pływała kawałek dalej z chłopakami. Zrezygnowali z mojego towarzystwa widząc, że i tak nie dam się wyciągnąć do wody. Przyglądałam się moim kolegom i koleżankom z klasy. Wszyscy podzieleni na mniejsze lub większe grupki. Każdy w swoim towarzystwie wykorzystywał czas i nieprzespane godziny. Przez okna widać już było gwiazdy i czarne niebo. Do moich przyjaciół dołączyła Marta. W zasadzie to miła i ładna dziewczyna. Mamy razem francuski. Jest bardzo towarzyska i ma poczucie humoru. Czasem jak coś powie na lekcji, to śmiejemy się z tego przez dobre dziesięć minut. Przypuszczam, że Gabriel w krótkim czasie zainteresuje się jej osobą. Nowa szkoła, nowa miłość. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu. Poczułam czyjeś silne ręce i bolesne uderzenie wody, do której mnie wrzucono. Szczelnie zamknięte oczy , nerwowe ruchy rąk. Nie mogłam stanąć na dnie. Basen był dla mnie za głęboki. Spanikowałam, a na dodatek chlorowana woda nie smakowała najlepiej. Tak samo jak nie zorientowałam się kto mnie wrzucił, tak nie wiedziałam kto kurczowo trzyma mnie przy powierzchni.
- Oddychaj. – usłyszałam mocny głos Gabriela. Dopłynął ze mną do krawędzi, a moje ręce oplecione wokół jego szyi odmówiły mi posłuszeństwa. Jeszcze kaszlałam, z nadmiaru nałykanej wody. Bałam się, że jak tylko puszę przyjaciela, znów zacznę się topić.
- Już dobrze? – odwróciłam głowę. Jasiek z przerażeniem w oczach sprawdzał mój stan.
- Tak, chyba tak. – zadyszałam.
- Jesteś debilem. – Gabriel podniósł głos na Mateusza stojącego nad nami. Jego mina nie zdradzała żadnych emocji. Najwyraźniej nie przejął się moją osobą i faktem, że mógł pozbawić mnie życia.
- Skąd mogłem wiedzieć, że nie potrafi pływać? – Odezwał się w tym samym tonie. Zauważyłam jak Gabriel zaciska ze złości zęby. Starał się pohamować. Czułam jak pracuje jego ciało. Miał ochotę rozszarpać Mateusza.
- Następnym razem będziesz wiedział. – odezwałam się.
- Lepiej już stąd idź. – rzuciła krótko Laura.
- A ten gruby ratownik jak siedział tak siedzi. – powiedział głośno Jasiek. Chyba nieco za głośno, bo kilka osób się aż obejrzało.
- Nie daruję mu tego. – mruknął Gabriel.
- Słyszałam.
- I tak mu nie daruję. – powiedział dobitniej.
- On jest niepoważny. – Laura skomentowała zachowanie naszego klasowego kolegi. Mieli rację, ale w tej chwili nie byłam w stanie nawet złościć się na chłopaka. Za dużo najadłam się strachu.
- Wszystko w porządku? – Marta podpłynęła do nas i pytała jak się czuję.
- Tak już jest ok. Narobiłam więcej hałasu niż to warte. – powiedziałam uśmiechając się blado. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech, jednak za chwilę co innego przykuło jej uwagę. Wymownie spojrzała to na Gabriela, to na mnie. Starając się odgadnąć co ją tak zainteresowało, popatrzyłam uważniej na jej twarz. Badałam gdzie kieruje wzrok. Spuściłam głowę. Dalej nie widziałam nic niepokojącego. Poczułam drgnięcie dłoni. Spojrzałam jeszcze raz. No tak! Wszystko jasne. Nawet nie wiedziałam, że moje palce są wplecione w dłoń Gabriela. To musiał być taki automatyczny odruch. Dla nas to było naturalne. Jednak dla potencjalnego obserwatora tworzyliśmy parę. Szybko rozluźniłam uścisk i odsunęłam się od przyjaciela. Nie chciałam wprowadzać nikogo w błąd.
- Idziemy coś zjeść? – zapytałam. Przyjaciele zaakceptowali moją propozycję. Marta dołączyła do nas. Poszliśmy się przebrać do szatni i za kilka minut chłopcy już czekali pod drzwiami. Zamówiliśmy frytki i zapiekanki. Jedynym sposobem na rozładowanie stresu było dla mnie w tej chwili jedzenie. Żywa rozmowa toczyła się wokół Mateusza i jego nieostrożności. Miałam nadzieję, że w krótkim czasie zmienimy temat. Bycie w centrum uwagi nie leżało w mojej naturze. Wszystko w końcu zbagatelizowałam. Moja próba zakończenia rozmowy nie udała się. Efekt był zupełnie odwrotny. Moi przyjaciele tym bardziej zaczęli przekonywać o nieprawidłowościach w zachowaniu Mateusza. Na szczęście Laura wykazała się przytomnością umysłu i zauważyła moje zmęczenie.
- Uwierzycie? Za tydzień studniówka, a zaraz potem nasz półmetek. – powiedziała. Nie mogła gorzej trafić. Kolejny temat, którego wolałabym uniknąć. – Gabriel musisz założyć czerwony krawat, żeby pasował do sukienki Hanki.
- On nie nosi krawatów. – zauważyłam głośno nie odrywając wzroku od talerza.
- Właśnie – przytaknął mi. – Założę czerwone trampki. – powiedział patrząc pod stół na swoje obuwie.
- Do garnituru założysz trampki. – prychnęła.
- Laura, przecież on nie założy garnituru. – znów się odezwałam. – Wyciągnie z szafy czarne spodnie i marynarkę do tego luźny t-shirt i tak pójdzie. – Popatrzyłam na Gabriela. Uśmiech od ucha do ucha zdradzał, że nie pomyliłam się ani trochę.
- Widzisz. – Odezwał się. – Jej to nie przeszkadza.
- To znaczy, że idziecie razem? – drążyła Laura. W końcu znalazła okazję, by się wszystkiego dowiedzieć. W tej kwestii jednak nie podjęłam głosu. Lepiej żeby to Gabriel zdecydował czy chce ze mną iść. Może ma ochotę zaprosić kogoś. Nie chcę mu w to ingerować. I tak będziemy się razem bawić.
- A dlaczego mielibyśmy nie iść razem? – zapytał.
- Bo Hanka się zapiera, że nic o tym nie wie. – ciągnęła dalej Laura.
- Jak może wiedzieć skoro jej nie zaprosiłem. – oburzył się.
- To teraz masz okazję.
- Laura, a może on chciałby pójść na przykład z Martą? – wypaliłam. Dziewczyna aż się zakrztusiła. Nie było to z mojej strony mądre posunięcie. Powinnam była się domyśleć, że podoba jej się Gabriel.
- Dobra koniec tematu. To się już robi śmieszne. – uciął Jasiek. – Za ciekawska się robisz. – Powiedział do swojej dziewczyny. W kieszeni Jaśka rozległ się dźwięk przychodzącego sms-a. Chłopak wyciągnął telefon i spojrzał na wyświetlacz. – Godzina policyjna. – mruknął.
- Twoja? – zaśmiał się Gabriel.
- Siostry. – powiedział. – Muszę ją odebrać od jakiejś koleżanki.
- Pójdę z tobą, a potem wrócimy do was. – zdecydowała Laura.
Zostaliśmy sami. Wydawało mi się, że Marta nie bardzo wie jak się zachować w tym układzie.
- Idźcie popływać – zaczęłam pogodnie – ja tu sobie spokojnie posiedzę. Na dzisiaj mi starczy wody. – Chwilę się zawahali. W końcu przyszli tu pływać, a nie wygrzewać siedzenia w kawiarni. Marta wstała energicznie i ruszyła do szatni.
- Nie. Ja jednak jeszcze zostanę. – zdecydował Gabriel i usiadł z powrotem na krześle. Krótko mówiąc zostawił ją na lodzie. Nie odezwałam się. Nie lubił jak mi się dyktuje co ma robić.
- Nie jesteś zadowolona. – stwierdził. – Wiem dlaczego, ale nic mnie to nie interesuje. Nie mam już ochoty pływać. Za szybko się ostatnio męczę. Chyba się przesiliłem.
- Możliwe.
- Co ze studniówką? – zapytał nagle.
- Co z półmetkiem? – wymigałam się od odpowiedzi.
- Przecież masz już pierwszorzędnego partnera. – uśmiechnął się wskazując na siebie. – A teraz wróćmy do mojego pytania. – Zawahałam się czy powiedzieć mu o ostatnich wydarzeniach. Wszystko tkwiło w mojej pamięci. Zadbałam o pielęgnację każdego szczegółu. Mimo to nie mogłam się przemóc, żeby mu o tym powiedzieć. – Mów. Widzę, że chodzisz nieobecna. – Westchnęłam głęboko. Chłopak miał racje. Za dobrze mnie już znał. Zaczęłam powoli opowiadać, często zawieszałam głos starając się sobie przypomnieć jakiś szczegół. Starałam się jak najdokładniej odtworzyć mu całą sytuację.
- Wiesz dlaczego go to aż tak dotknęło? – zapytał, kiedy wypowiedziałam ostatnie zdanie.
- Nie.
- A ja myślę, że wiesz, tylko sama przed sobą nie chcesz tego przyznać.

*
Pogoda za oknem nie była zbyt zachęcająca. Luty jest dla mnie jednym z najbardziej przytłaczających miesięcy. Już nie zima, a jeszcze nie wiosna. Ten dzień był wyjątkowo podły. Deszcz siąpił robiąc chlapę na drodze, a do tego przeszywający wiatr, wyganiał przechodniów pod domowe koce. Leżałam na łóżku wgapiona w ekran laptopa. Po raz kolejny oglądałam Pearl Harbor z 2001 roku. Film, po którym zawsze zbieram się dwa dni. Wprowadza on zamęt w moją psychikę. Znaczy to jednak, że jest on bardzo dobry. Zapada w pamięć, nie nudzi i sprawia, że chce się do niego wracać. Kolejna łza zleciała po moim policzku. Tak, muszę przyznać, jestem emocjonalnym mięczakiem. Znam film na pamięć a mimo to za każdym razem ryczę jak głupia. Cisza w domu, umożliwiała mi jeszcze większe zaangażowanie w fabułę. Chłopcy wyszli do jakiegoś kolegi, a rodzice jeszcze w pracy. Matka znowu wzięła dodatkowe godziny, a ojciec ma taki kocioł w nowej placówce, że szkoda gadać. Siedziałam więc samotnie jedząc kolejną miskę lodów. Niestety mój błogi stan przerwał dzwonek do drzwi. Zdenerwowałam się myśląc, że bliźniacy znowu nie wzięli kluczy od domu, które powinni nosić przy sobie. A potem siedzą, na klatce schodowej i czekają, aż ktoś przyjdzie. Z impetem otwarłam drzwi i już miałam przygotowaną dla chłopców reprymendę, ale… to nie był żaden z nich. W drzwiach stał Rafał. Wyglądał bardzo elegancko. Klasycznie ubrany w czarny garnitur i krawat, do tego biała koszula. Przyznaję było na co popatrzeć. Za to on nie miał czego podziwiać. Wyglądałam jak kupka nieszczęścia w starych dresach, rozczochranych włosach i bez jakiegokolwiek makijażu.
- Co ty tu robisz? – zapytałam. Mój głos trochę ochrypł, dlatego zabrzmiało to bardzo niemrawo.
- Przecież idziemy razem na studniówkę. – odpowiedział spokojnie.
- Dobry żart. – skrzywiłam się i puściłam drzwi. Chłopak zatrzymał je i spojrzał na mnie.
- Przebierz się. Ja dotrzymuję słowa. – powiedział i wszedł do środka.
- Rafał to bez sensu.
- Chyba tyle możesz dla mnie zrobić. – upierał się. Tym razem jego słowa poskutkowały. Wzbudził we mnie poczucie winy. Sprawdziłam zawartość szafy. Uznałam, że ubiorę sukienkę, którą uszyła mi Laura. Wyciągnęłam kosmetyki i zaczęłam się malować. Kątem oka widziałam, że chłopak bacznie mi się przygląda.
- Mógłbyś wyjść na chwilę? – zapytałam. – Muszę się przebrać. – Chłopak bez słowa opuścił pokój. Wyglądałam trochę lepiej. Rozczesałam włosy i doprowadziłam je do ładu. Niestety sama nie potrafiłam się uczesać, więc zostawiałam je swobodnie rozpuszczone. Teoretycznie byłam gotowa. Praktycznie nie mogłam znaleźć swoich czerwonych platform.
- Gotowa? – zapytał chłopak.
- Ciężko powiedzieć. – stwierdziłam. – Nie widzisz gdzieś tam moich butów? Takie wysokie, czerwone.
- Nic tu nie ma. – powiedział. Coś mi nagle przyszło do głowy. Z impetem wparowałam do pokoju chłopców. Dwa dni temu mieli sadzić jakieś roślinki. Projekt na biologię ma im pomóc wyjść na prostą. Mogłabym przysiąc, że… Oczywiście jeden z moich butów leżał na parapecie z brudnym od ziemi obcasem. Najwyraźniej robili nim dziury w ziemi. W środku aż mnie zatrzęsło ze złości. Ich szczęście, że nie są zamszowe i brud łatwo zszedł. – Zabić to za mało. – mruknęłam tylko pod nosem. Zauważyłam uśmieszek na twarzy Rafała. Może z jednej strony i było to zabawne, ale ja się nie uśmiałam.
Nie wiedziałam co tak naprawdę czuję. Przepełniona sala, tańczący maturzyści. Zabawa doskonała, a jednak ja nie uważałam siebie za najszczęśliwszą osobę na ziemi. Może dlatego, że nie wiedziałam jak mam się zachowywać. Żarty jego kolegów nie były dla mnie zabawne, dziewczyny nie poruszały interesujących tematów. W zasadzie, czułabym się lepiej siedząc teraz w domu pod ciepłym kocem.
- Zatańczymy? – spytał Rafał wyciągając do mnie dłoń. Kilka piosenek i przyzwyczaiłam się do jego stylu tańczenia. Powoli zaczął znikać zły humor. Prym wiodła zabawa. Problem pojawił się dopiero kiedy orkiestra zwolniła tempo. Zestresowało mnie to. Kołysaliśmy się spokojnie w rytm melodii, on bardzo swobodnie, ja sztywna jak deska. – Już nie jestem zły. – Powiedział nagle. Spojrzałam na niego zaskoczona. – Byłem wściekły, głównie dlatego, że postać Karoliny zaintrygowała mnie. Z czasem przestałaś być tylko zahukaną panienką. Spodobało mi się, że otwarcie mówisz mi co myślisz.
- Najwyraźniej Karolina to zdecydowanie moje lepsze wcielenie. – powiedziałam.
- Mnie interesujecie obie. – zauważył. – Ty i ona tworzycie niesamowitą całość.
- Gorzej, że nierozerwalną. – uśmiechnęłam się półgębkiem. Chłopak przybliżył się do mnie i pocałował w policzek. Ten dyskretny gest wywołał we mnie falę gorąca. Muzyka znów ożywiła salę pełną tancerzy. Teraz bez ograniczeń mogłam wyładować rozpierającą we mnie euforię. Instynktownie czułam, że od tej chwili staniemy się sobie znacznie bliżsi, ale czy to oznaczało, że będziemy parą? Dosyć wątpliwa przyszłość. Rafał miał przyjaciółki, nie dziewczyny. Lecz w tej chwili nie martwiłam się, że zostanę jedną z nich, ten problem miał mi pokazać czas.

*
Okazało się , że taniec z Rafałem jest niczym w porównaniu z zabawą z Gabrielem. Nie pamiętam czy chociaż przez pięć minut moje krzesło było zajęte. Tańczyliśmy do upadłego, a po północy moje nogi nie wytrzymały wysokości obcasów i musiałam tańczyć na boso, Gabriel za to uważać by mnie nie podeptać.
- Jak mnie wszystko boli. – stękała Laura. Dzielnie kroczyłyśmy po klatce schodowej z butami w rękach. – Nie wiem jak ty możesz jeszcze chodzić. Tak wywijaliście. Wszyscy się gapili.
- Czemu? – Zaniepokoiłam się.
- Mieliście w sobie tyle energii. Niesamowite było jak Gabriel tak cię podnosił, obracał – zaczęła mówić. Na chwilę jednak zamilkła, jakby szukając odpowiednich słów. – Była między wami taka więź. – powiedziała triumfalnie.
- Więź? – powtórzyłam z ironią.
- Ja się znam, więc nie krzyw mi się tu.
- Ej słyszałaś? – Zatrzymałam się w pół kroku.
- Niby co?
- Pies szczeka. – powiedziałam i na chwilę obie zamilkłyśmy. Rzeczywiście słychać było jakiegoś małego kundla. Głos był dosyć wysoki i cienki. Wniosek prosty – ktoś wziął sobie szczeniaka. Współczuję domownikom. Nocny koncert nie pływa za korzystnie na sen.
- Ale się komuś zachciało. Mam nadzieję, że jak najdalej ode mnie jest ten pies. – oburzyła się Laura. Jednak im bliżej naszego piętra tym głos przybierał na sile.
- Niemożliwe. – szepnęłam stając po drzwiami domu.
- Nie mów, że to u was.
- Przecież ja nie mam żadnego futrzaka. – zaprzeczyłam szybko. Przekręciłam kluczyk w zamku i otwarłam drzwi. Pod moimi nogami zatoczyła się szczekająca, biała kulka.
- Czyli jednak masz. – zaśmiała się Laura.
- Jejku co to za śmieszne stworzenie?
- Chyba jakiś pudel nie? – zapytała dziewczyna.
- Nie mam pojęcia. – powiedziałam. Piesek w tym czasie skakał i merdał ogonkiem.
- Dobrze, że już jesteś. – Mama wyszła z pokoju. Lekki nieład na jej głowie i przymrużone powieki świadczyły, o tym, że więcej się naprze wracała w łóżku niż w nim spała.
- To nasz? – zapytałam zdziwiona pokazując na biegające wkoło naszych nóg stworzenie.
- Zgadnij co chłopcy dzisiaj przynieśli od kolegi. – odpowiedziała niezadowolona.
- Świetny jest. – powiedziała Laura, która właśnie zaczęła się z nim bawić. Najwyraźniej twarde serce mojej przyjaciółki zmiękło dzięki urokowi szczeniaka. – Ile on ma?
- Ze trzy miesiące. – uznała mama.
- I taki mały? – zdziwiłyśmy się.
- Bo to jakiś pudel toy. – Wytłumaczyła. – Ale nie ważne, przecież on tu nie może zostać.
- Z tego co widzę to już został. – powiedziałam wskazując na miski w przedpokoju.
- Tak. Filip myślał, że jak przyjdzie z kompletnym wyposażeniem to się zgodzę.
- Przecież ty uwielbiasz zwierzęta. – Uzmysłowiłam jej. – I na dodatek mamy w domu darmowego weterynarza.
- Powiedz mi dziecko drogie kto się nim zajmie. Chłopcy nawet do szkoły nie wstają, a co dopiero jak im przyjdzie wyjść rano z psem.
- Podyskutujemy o tym w dzień. Teraz i tak nic z tym szczeniakiem nie zrobimy. – Uznałam. Laura wylewnie pożegnała się z pieskiem i poszła do siebie. My zrobiłyśmy to samo. Jedyne o czym w tej chwili marzyłam to gorąca kąpiel i wygodne łóżko.
Obudziło mnie skomlenie szczeniaka. Niewzruszona obróciłam się na drugi bok i zakryłam głowę kołdrą. Niestety, to nie uwolniło mnie od hałasu. Leniwie otwarłam jedno oko. Tuż przy mojej twarzy zobaczyłam wpatrzone we mnie dwa czarne guziczki.
- I co ty chcesz piesku? – zapytałam. Wyciągnęłam rękę po komórkę. Godzina piąta trzydzieści. – To jakiś żart. Nawet nie dasz się wyspać. – mruknęłam. – Chodź. – powiedziałam do psa zdenerwowanym głosem. Wysunęłam nogę spod kołdry i usłyszałam chlapnięcie. Chyba nie trzeba tłumaczyć dzięki komu miałam na podłodze mokrą plamę. To jeszcze bardziej mnie rozjuszyło. Energicznie wkroczyłam do pokoju chłopców i dosłownie pozrzucałam ich z łóżek. Efekt? Jeden wrzask i pretensje.
- Ruszać tyłki i wyłazić z psem.
- Jakim psem? – Artur prawie krzyknął.
- Nie przeciągaj struny. – syknęłam.
- No z hrabią idioto. – powiedział Filip.
- Hrabią? – powtórzyłam.
- Hanka przedstawiam ci Hrabiego Monte Christo. – odpowiedział zadowolony Filip.
- Jesteście stuknięci. – podsumowałam. – I co będziecie wołać do niego hrabio?
- Monte. – wyjaśnił Artur.
- Dobra nieważne. – machnęłam ręką. – Wyjdźcie z nim na dwór.
- Mh. – mruknął Artur i z powrotem wśliznął się na łóżko.
- Ja nie żartuję. – zdenerwowałam się. – Ruszcie się i to już.
- No przecież się ruszam! – krzyknął Artur i wgramolił się pod kołdrę.
- Jak sobie chcecie, ale w takim razie zostawiam go na twoim łóżku. – powiedziałam kładąc pieska na Artura poduszce. – Niech się tutaj załatwia. – Chłopak wyskoczył spod kołdry, chwycił szczeniaka i trzasnął drzwiami od pokoju. Teraz już byłam pewna, że wyjdzie z nim na dwór.

Ta, co lubi marzyć... ?
 19 stycznia 2014 roku, godz. 21:40

Czy to koniec 'Panienki'?
Bo szczerze powiem, że chciałabym dalsze losy :)

Zenons Kamil
 1 listopada 2012 roku, godz. 23:53

Kiedy kontynuacja?

czarna_owca Iwona
 20 sierpnia 2012 roku, godz. 00:16

bardzo się cieszę :)

pozdrawiam czarna_owca

CzerwonaJakKrew Laura
 19 sierpnia 2012 roku, godz. 22:37

Przeczytałam, bardzo przyjemnie nawet mi się czytało… :))