16 listopada 2020 roku, godz. 7:58 3,4°C

Nawiedzony las

Tak jak każdego dnia wstałam, ubrałam się, umyłam, zjadłam śniadanie i wyszłam na spacer. Ten nieszczęsny dzień zapowiedał się jak każdy inny. Niestety myliłam się. Wyszłam z domu, zamknęłam za sobą drzwi i weszłam na ogródek. Nabrałam świerzego powietrza i nieświadomie uśmiechnęłam się pod nosem. Dzień zapowiadał się pięknie. Niedawno dopiero wprowadziłam się w te tereny i dopiero się zapoznaje. Postanowiłam po raz pierwszy pójść do lasu kilka ulic od mojego domu. Drzewa były wysokie. Aż na tyle wysokie, że były wyższe od najwyższych domów w mojej okolicy i łatwo można było się zgubić. Legenda głosi, że prawdopodobnie kiedyś jakiś człowiek postanowił wejść do - według pobliskich mieszkańców - ,,nawiedzonego" lasu. Jak z niego wyszedł mówił w jakiś niezrozumiały dla wszystkich sposób tak jakby... w innym języku? Na własne nieszczęście postanowiłam to sprawdzić. Sąsiedzi ostrzegali, mówili, że każdy kto tam wejdzie można go uważać za samobójce. Nie posłuchałam. Wiadomo, że w każdej legendzie jest ziarnko prawdy, a ja nieszczęsna, mało wiedząca o życiu dziewczyna, myślałam, że w tym przypadku będzie inaczej. Jak już wcześniej nadmieniłam, myliłam się. Moja sąsiadka z ktorą mam najlepszy kontakt prosiła mnie, żebym tam nie szła. Do tej pory mam wyrzuty sumienia, że jej nie posłuchałam. Co mi się może stać? - myślałam. Ludzie uważali mnie za dziwną, w końcu kto normalny tam dobrowolnie wchodzi? Przecież nikt wcześniej nie odważyłby się tam pójść. Najwyraźniej będę pierwsza - myślałam. Bóg chyba tez nie chciał żebym tam szła. Świadczył o tym jeden fakt - prawie pątrącił mnie samochód. I jeszcze bezczelnie jak się zatrzymał kierowca powiedział
- Dalej chcesz iść do tego lasu??
Zaniemówiłam. Pośpiesznym krokiem podeszłam do wejścia lasu. Wzięłam głeboki wdech (..) i weszłam. Szłam prawie że bezszelestnie i nieświadomie co chwilę skręcałam zamiast iśc prosto. Nawet tego nie zauważyłam, za bardzo byłam pochłonięta gonitwą myśli. Przeżyję czy nie? A jeżeli przeżyję, to będę normalna czy będę... DOŚĆ TEGO, muszę się wziąść w garść! Przecież jakbym nie chciała, to bym tu nie przyszła! Nagle weszłam w taką część lasu, gdzie jest bardzo mało drzew, a jednak była to najładniejsza część tego ponurego lasu.Nie mogłam uwieżyć własnym oczom. Teoretycznie cały las był okropny, w przeciwieństwie do tego, co widzę teraz. Ta niesamowita część lasu, wyglądała krótko mówiąc jak łąka, mimo tego że jest prawie zima, a nie wiosna czy lato. Teraz już całkowicie nie mam pojęcia dlaczego ludzie tak się bronili przed tym lasem. Nagle usłyszałam coś dziwnego czego nie da się do niczego przypisać. Niby to są krzyki, ale tak bardzo niezrozumiałe, że sama nie wiem. W tedy przypomniała mi się ta dziwna legenda i połączyłam fakty. Identycznie jak w tej legendzie - człowiek wchodzi polakiem wychodzi zupełnie kimś innym. Skąd wiedziałam, że te dźwięki wydaję człowiek? Bo właśnie go a konkretniej ich zauważyłam. Zauważyłam? Przecież oni mignęli mi tylko na ułamek sekundy. A może mi się wydawało? Może z tego strachu mam już zwidy? Stanęłam w miejscu gdzie ich dowmniemanie zobaczyłam. Nagle przede mną pojawiło się drzewo. A może było tu wcześniej tylko go nie zauważyłam? Zaczęłam rozumieć strach tych ludzi. Te krzyki o których wcześniej wspomniałam były jakby.. bliżej mnie? W głębi lasu w końcu ich zobaczyłam. Teraz napewno mi się nie wydaję! Jestem tego pewna!! Aby mieć lepszy widok, wspiełam się na drzewo zamiast zacząć uciekać. Może to było głupie, ale chciałam zmierzyć sie oko w oko z miejską legendą. O ile można to tak nazwać. Ja ich widzę, a oni mnie nie.. To chyba jednka nie w oko w oko, ale coś na ten przykład... Te postacie przypominające ludzi były już bliżej mnie - co ja gadam? Przecież to ludzie! Chociaż..? Nie zupełnie... Postacią niby przypominali ludzi ale zachowaniem już nie zupełnie... Zachowywali się delikatnie mówic jak małpy, a żaden człowiek raczej się tak nie zachowuje. Tak jakby odziczeli ? Próbowałam zejść z drzewa niezauważona i uciec ile sił w nogach, ale coś mi nie wyszło. Schodząc ułamałam małą gałązkę, która upadając wydała duży trzask. Czułam wielkie przerażenie, że mnie złapią i już nigdy ne będę mogła porozumieć się z bliskimi. Schowałam sie za gałęziami i czekałam na ich reakcje. Zachowywali się jakby nic nie usłyszeli - kolejna rzecz która wydała mi sie dziwna. Musiałam z tąd uciec. Pomyślałam, że skoro nic nie usłyszeli, to zejdę i po prostu ucieknę. Aby w ostatniej chili mnie nie złapali, urwałam dużą gałąź z drzewa na którym się chowałam i rzuciłam ją w stronę przeciwną co chciałam uciekać. Jak zobaczyłam, że zaczęli iść w tamtą stronę zeskoczyłam z drzewa i zaczęłam biec. Biegłam z taka determinacja, że nawet nie zauważyłam kiedy wybiegłam z lasu. Wracając do domu natknęłam sie na sąsiadów. Mówili, że miałam dużo szczęścia, że wyszłam z tego cało i nagle... Obudziłam się.
Jak to?! Czyli to był tylko sen?! Może wsumie i lepiej... Kilka dni później zobaczyłam policjantów którzy stali koło wejścia lasu i okręcali drzewa taśmą policyjną aby nikt tam nie mógł wejść. Nie wiem dlaczego. Inni też nie wiedzieli. Może to przez tą legęde? Nigdy się nie dowiem o co tak naprawdę chodziło...

KONIEC

Jacob_Filth Jot
 18 listopada 2020 roku, godz. 11:37

Tak tylko, wg mnie, zbyt duża ilość czasowników obok siebie, która określa czynności, wstaję, ubieram się, jem, wychodzę, w zasadzie nic do tekstu nie wnosi, dodatkowo robi w głowie czytelnika chyży galop końskich kopyt, który przebiega wraz z pociągiem myśli i nie pozostawia żadnego, konkretnego obrazu, a nawet męczy. Czytelnik potrzebuje trochę przestrzeni dla siebie a spacja pomiędzy czasownikami to często za mało. IMHO