7 stycznia 2020 roku, godz. 8:27  3,3°C
Edytowano  7 stycznia 2020 roku, godz. 8:39

Kładka

Szedł z wielkiego blokowiska na drugą stronę miasta do niemieckiego supermarketu. Właśnie wchodził schodami na kładkę na magistralą kolejową z zachodu na wschód kraju. Pod wpływem swojej sytuacji życiowej i tych wielu torów zaczął myśleć. Skąd przychodzimy? Nie. To jest dobre dla filozofów. Dokąd zmierzamy? Nie. Tym niech się zajmują kapłani i tym niech zajmują życie owieczkom. Jego interesowało to co jest pomiędzy, jak pomiędzy supermarketem i szuflandią była kładka nad torami. Wyciągnął aparat i zaczął robić zdjęcia nadjeżdżającemu składowi towarowemu ze wschodu. Tu i teraz, a więc skłamał doktorowi wczoraj po raz kolejny. Przez trzy lata nim zaczął go okłamywać mówił szczerą prawdę, a doktor kazał mu walczyć o nich - zachęcać, modlić się, mieć pomysły i organizować sytuacje. Nic. Jak głową w mur. Miłość rozpadła się.

Zbliżająca się lokomotywa z wieloma wagonami z węglem przywołała na myśl profesora i Jasia. Obaj wybrali takie zakończenie swoich zmagań z losem, który zbyt długo w ich życiu był pustką, brakiem drugiego człowieka, pustką pomimo człowieka. Skoczyć? Sekundy bólu i koniec. Nie. Uśmiechnął się do siebie. Nie był na tym etapie. Ale swoją drogą Jaś i profesor też długo długo nie byli. Hmmm. No właśnie. Jak to się zaczyna? Co się dzieje? Jak myśli kumulują się w postanowienie, które ostatecznie staje się czynem? Wiedział. U nich ten proces trwał kilka lat. W sumie zaświtała w nim myśl, jakby tak móc stanąć obok siebie i przypatrywać się, i uchwycić, kiedy nadejdzie pierwsza z tych myśli, w których wszystko co czynił wydaje się niczym, a właściwie mordęgą, wobec faktu braku tego co najważniejsze w życiu. Ból duszy narasta, rozum krwawi, bo serce i ciało potrzebują jedynej strawy jakim jest drugi człowiek w dotyku, bliskości, rozmowie, uśmiechu, wspólnym przeżywaniu. Praca, pasja, jacyś znajomi i wszystko nic na przeciwko pustki w tym co jest jedynym sensem życia.

Doktor kazał trwać. Mówił siedemdziesiąt trzy procent żyje jak wy. Obok siebie. W milczeniu, w krzyku. Religia mówiła - ani kroku w przód, ani kroku w tył,tym bardziej w bok. Masz przegrać życie, ale być wiernym wierności. Rozum i serce podpowiadały mu walcz o siebie - ostatecznie liczysz się tylko ty, tu i teraz. Tradycja i religia, w tym ta najbliższa rodzinna wręcz żądały i osądzały. Stój! Myślą grzeszysz śmiertelnie, marzenia twoje to bluźnierstwo i zdrada!!!

Kto zatem pozostawionym? Czym pozostawienie? Gdzieś w natłoku oskarżeń i doraźnych wyroków, a wraz z nimi natychmiastowych egzekucji palił lampę i stale dbał, aby nie zabrakło do niej oliwy. Wychodził do ludzi. Szukajcie, a znajdziecie, powiada Oczywista Oczywistość.

Przeznaczenie? Nie do końca. Ezoterycy niektórzy powiadają, że 25 - 30 procent losu na ziemi człowiek może sam kształtować. W to wierzył. Po cichu liczył na to, że jeszcze nic z tych możliwości nie wyczerpał, zatem patrząc na swój czas życia, to liczył na to, że w końcu resztę ziemskiego życia spędzi na własnych warunkach. Kto powiedział, że niektórzy ezoterycy nie są współczesnymi prorokami właściwej nowiny?! Zatem kiedy analizował postępy w naprawie swojego związku według wskazówek doktora, to szybko zaczął się modlić o skuteczne unicestwienie sakramentu, a zastąpienie go szczęściem. A tymczasem przyjechał osobowy pociąg, tak zwany żółtek koeli regionalnych. Pstryk, pstryk i pstryk. Z zachodu na wschód podążał skład. Jakub walczył z Bogiem o swoje i dostał. Proście, a otrzymacie. Modlił się już prawie trzy lata, żeby Jezus dał mu Ewangelię w osobie nowej kobiety przy nim, a Duch Święty siłę, aby, kiedy zawoła go szczęście, to potrafił wstać i pójść do niego, chwycić jego dłoń w swoją i iść sto lat. Póki co wierzył i miał siły do swojego losu. Uważał, że modlitwy jego są szczere i zasługują na cud wbrew. Aż przyszła mu weselsza myśl w tym przypływie entuzjazmu. Kiedyś lubił stawać na szczycie kładki, oprzeć się o barierkę i przyglądać się falującym biustom młodych matek wchodzących krok po kroku na kolejne schody prowadzące coraz bliżej i sycących coraz bardziej głód jego oczu.

Badylek EWA
 18 stycznia 2020 roku, godz. 23:48

Kładką chodzę rzadko

Lola Lola Mika
 18 stycznia 2020 roku, godz. 11:32

Bardzo ciekawie napisany tekst :) Przeczytałam tytuł "Kładka" na głos. Rzeczywiście ładne to słowo :)

tallea asterja
 7 stycznia 2020 roku, godz. 20:08

kładka
ładne słowo