7 stycznia 2021 roku, godz. 9:40 20,1°C

Opowieści zajechanej (3)

Świtało, kiedy opuściłyśmy apartamenty Romana. Problem pojawił się przy windzie. Michalina odmówiła wejścia do niej. Więc z ciężką głową i walizką u boku ruszyłyśmy schodami do góry. Droga była wyboista i stroma. Dotarłyśmy przed czwartą pod drzwi mojej kawalerki.
Rano jak najciszej zsunęłam się z łóżka, by nie budzić ciotki. Kiedy weszłam do kuchni, to oniemiałam. Michalina świeża i nucąca pod nosem… miłość ci wszystko wybaczy… spoglądała przez okno. Na stole przygotowane śniadanie i dymiąca kawa zbożowa połechtały moje kubki smakowe.
— Jesteś niesamowita — powiedziałam.
— Usiądźmy do stołu. — Uśmiechnęła się.
Po śniadaniu zadzwoniłam do Filipa, lecz kobieta Nie-Masz-Za-Grosz-Kultury-Żeby-O-Tej-Porze nie pozwoliła porozmawiać. Zamyśliłam się.
— Kochana — o czym myślisz? — zapytała.
— Ojej, zaskoczyłaś mnie… nie, o niczym — skłamałam. — Dlaczego pytasz?
— Bo od tego nic niemyślenia aż ci się taka bruzda robi pomiędzy brwiami — zaśmiała się. — Filip to dobry chłopiec, tylko ma matkę na wyrost z przerośniętym mniemaniem o sobie. On ma charakter ojca — zamyśliła się na chwilkę — dobrze ci w życiu? — popatrzyła zagadkowo na mnie.
A ja zobaczyłam w kąciku oka czerwoną grudkę i zamarłam. Czyżby przerzuty?
— Och cioteczko, mamy teraz ważniejsze sprawy.
— Wiem kochana, dlatego bym chciała poukładać pewne sprawy. Wiem, że nie zostało mi dużo czasu.
Wstałam i podeszłam do okna. Poczułam za sobą jej oddech.
— To, co robimy? — spytała.

Tydzień później, Michalina była już po badaniach. Odebrałam wyniki… tego się obawiałam: Chłoniak Hodgkina (ziarnica złośliwa). Postać już w skali zaawansowanej, więc leczenie powinno odbywać się w oddziale specjalistycznym, stosując chemioterapię. Istnieje małe prawdopodobieństwo wyleczenia całkowitego, jednak statystyki mówią o dziewięciu na stu pacjentów. To jak los na loterii? Za godzinę miałam stawić się u profesora Branickiego. Kiedy weszłam do gabinetu, opuścił na nos okulary w złotych oprawkach (zawsze przypominał w nich niemieckiego lekarza z filmów o obozach koncentracyjnych) i zagłębił się w papierach.
— Za późno, trochę za późno — spojrzał na mnie. — Ale nie traćmy nadziei. Dziś czwartek, w poniedziałek widzę obydwie panie u siebie na oddziale. Najpierw zastosujemy chemioterapię w ośmiu cyklach. Cztery frakcje co tydzień, a potem co dwa i na końcu zoperujemy żołądek. Jako młodszej koleżance mówię, że cudów nie obiecuję, ale to mocna kobieta i chce żyć. — Wstał i podał mi dłoń. — To do poniedziałku.
Wyszłam. Czekała mnie trudna rozmowa. Za godzinę byłam umówiona z Filipem, razem jej o tym powiemy. Usiadłam, by jeszcze raz przeanalizować wyniki, lecz łzy na to nie pozwalały. Sześć miesięcy temu bytowaliśmy u niej i nic nie wskazywało choroby. Zarzucałam sobie, że tego nie zauważyłam.
Kobieta Tutaj-Jesteś-Zamiast-Czekać-Przy-Wejściu wybiła mnie z myśli. Obok stał Filip i nieznajomy mężczyzna. Mój narzeczony jakby się trochę skurczył, stał jak skarcone dziecko za zjedzenie o jednego cukierka za dużo. Kobieta To-Jest-Ta-Dziewucha zwróciła się do mężczyzny.
— Damian Porębski, prawnik rodziny Pelczarów. — Podał mi dłoń.
— To, gdzie ona leży? — zapytała kobieta Chcesz-Zagarnąć-Majątek-Niewdzięcznico-Jedna.
Jej słowa uderzyły mnie boleśnie.
— Żegnam państwa. — Spojrzałam na Filipa. — Zastanów się, czy chcesz być ze mną?. Życzę ci wszystkiego dobrego. Odeszłam, za rogiem załapałam taksówkę. Nikt nie biegł, nikt nie wolał. Wsiadłam i wybuchłam płaczem.
— Czy mogę pani w czymś pomóc? — zapytał kierowca.
— Chyba nie, ja muszę sama sobie pomóc — odpowiedziałam.

Pięć miesięcy później zawładnęła nami atmosfera wigilii.
W mojej ciasnej kawalerce wrzało jak w ulu. Michalina po siódmej frakcji chemioterapii wyszła na przepustkę, siedziała w kwiecistej chusteczce na głowie lepiła pierogi i uszka. Roman przyrządzał rybę. Po mieszkaniu roznosił się zapach kompotu z suszu.
Ja robiłam stroik i rozmyślałam. Od tamtego czasu się nie odzywał. Kobieta Ubezwłasnowolnię-Cię-I-Zamknę-W-Hospicjum parokrotnie próbowała spotkać się z Michaliną, ale Roman strzegł jak Cerber jej prywatności. Dzwonek do drzwi poderwał mnie, kiedy otworzyłam w progu ujrzałam Elżbietę. Przed wyjazdem do rodziny przybiegła podzielić się opłatkiem. Do tych zapachów dołożyła garść swojego śmiechu. Zauważyłam jakąś tajną konspirację z Romanem. Wbiegła i wybiegła tak szybko, zostawiając prezenty pod choinką. Punktualnie o osiemnastej usiedliśmy do kolacji. Pusty talerz wciąż czekał. Miałam cichą nadzieję.
Nadszedł czas na gwiazdora. Roman podawał paczuszki, a my z Michaliną jak dzieci śmiałyśmy się z zachwytu. Tylko jedna, a gdzie reszta prezentów pomyślałam. Popatrzyłam na Michalinę i usłyszałam.
— A teraz chcemy ci dać razem z Romanem prezent i wręczyła mi pudełko. Zanim otworzysz, przyrzeknij że nie odrzucisz naszej woli. Chcemy, abyś nas pojutrze zawiozła do ślubu swoim nowym autem. Bo w końcu ktoś musi — westchnęła.
— Kochani, nic więcej nie mogłam wydusić z siebie. Teraz zrozumiałam szepty Elżbiety, a wcześniej tajemnicze rozmowy ze mną o samochodach, kolorach i tapicerce.
Patrzyłam na zmęczoną istotę i zazdrościłam jej wewnętrznego poszanowania prostych zasad, akceptacji życia takim, jakie jest, i ludzi takimi, jacy są. Ile wykształconych osób mogłoby brać przykład z tej prostej kobiety. Ciekawe, czy w dzisiejszym świecie też da się taką równowagę osiągnąć?
Kiedyś zdradziła mi swoją tajemnicę, że pragnie, aby ktoś jej włożył na palec obrączkę. Spoglądałam na nich, nie wiedziałam jeszcze, że jest to ostatnia nasza wspólna wigilia.
Zadzwonił telefon, kiedy odebrałam, usłyszałam głos Filipa. — Dzwonię z budki, więc… cisza… chciałbym złożyć życzenia i… byććć z tobąą… chchcę... — jąkał się jak male dziecko.
— Wiesz, zostań w tej budce i nie dzwoń więcej — powiedziałam stanowczo kładąc słuchawkę na widełki.
Zawiozłam, jak obiecałam. Czerwony Volkswagen i białe róże na masce. Ceremonia ślubna odbyła się według planu, para młodych i dwie świadkowe, Elżbieta i ja. Obrączka na palcu Michaliny lśniła szczerym blaskiem.

Recerz Max
 7 stycznia 2021 roku, godz. 21:28
Edytowano 7 stycznia 2021 roku, godz. 21:30

„Kiedy weszłam do kuchni i oniemiałam.” – „Kiedy weszłam do kuchni, oniemiałam.”?

„— Och cioteczko,” – ciotunie mogłyby się obrazić. 😁

„(zawsze przypominał w nich niemieckiego lekarza z filmów o obozach koncentracyjnych)” – pierwsze skojarzenie to doktor Mengele. 🤐 Może warto bardziej doprecyzować.

„— Żegnam państwa. — Spojrzałam na Filipa. — Zastanów się, czy chcesz być ze mną?. Życzę ci wszystkiego dobrego. Odeszłam, za rogiem załapałam taksówkę. Nikt nie biegł, nikt nie wolał.” –Hmm, pomyślałbym, że to okres. Ale to naturalna scena, ciężko kobietom pojąć, że chopom trzeba wygarnąć.

„W mojej ciasnej kawalerce wrzało jak w ulu.” – to pewnie erotyczna część dla mnie. Ładne. 😋

Ogólnie dobrze napisana melodrama. 😉

zielonakredka ula a może marta  7 stycznia 2021 roku, godz. 22:13

To i z oniemienia.

Cioteczka się nie obraziła.

... Może warto bardziej doprecyzować. - a dlaczego doprecyzować? doktorzy z tych filmów mają specyficzne okulary.

... chopom trzeba wygarnąć... tylko to musi być kobita, a nie zagubiona, delikatna dziewczyna.

... ul i głodnemu zawsze chleb na myśli :))

Ogólnie może być melodrama

Milego

Recerz Max  8 stycznia 2021 roku, godz. 18:47

„... Może warto bardziej doprecyzować. - a dlaczego doprecyzować? doktorzy z tych filmów mają specyficzne okulary.”

A nie wiem, kojarzy się z niemieckim oficerem, albo niemieckim wychudzonym żydem. Pewnie przez obozy koncentracyjne. Może chodzi tu o binokle, monokle?

... chopom trzeba wygarnąć... tylko to musi być kobita, a nie zagubiona, delikatna dziewczyna.

Tutaj zgoda. Naturalna scena.

„... ul i głodnemu zawsze chleb na myśli :)”

Przynajmniej wiemy dlaczego Ula brzmi seksi. 😁

„Ogólnie może być melodrama.”

Może.

maba Ewka... albo nie
 7 stycznia 2021 roku, godz. 10:03

Opowieść-Z-Cyklu-Slów-Mi-Zabraklo👍🙂
Określenie "matka na wyrost" kradnę😎

zielonakredka ula a może marta  7 stycznia 2021 roku, godz. 10:30

Dziękuję i proszę bardzo.
Pozdrawiam