27 maja 2020 roku, godz. 20:40 52

Sen Melki w Puszczykowie

Świergot ptaków za oknem i mocno uderzające krople deszczu o szyby leśniczówki w Puszczykowie obudził ją ze snu. Nie chciała go przerwać. Senność o poranku, której na imię było nuda, dotkliwie uwierał jej przez ostatnie dni, spędzane w samotności. Melka przeciągała się leniwie w łóżku. Ok 7.00 wstała, uchyliła okno. Zimny powiew powietrza uderzył ją w rozespaną twarz. Szybko zamknęła okno i susem znalazła się ponownie pod ciepłą kołdrą. Pociągnęła ją mocno, prawie zakrywając głowę. Znowu błogi sen ogarnął ją wraz z ciepłem łóżka, w którym spała. Jakieś senne marzenia pojawiały się co chwila i co chwilę znikały. Otwierała oczy i ponownie przymykała.
Wierciła się, przewracając z boku na bok. Nie było sensu wstawać. Scenariusz zdarzeń tego dnia był do przewidzenia. Ulewny deszcz nie przestawał bębnić w zewnętrzny parapet okna. Za którymś takim manewrem, walcząc z męczącą sennością, bezwiednie spojrzała, dosłownie przez sekundę może na stojącą w zasięgu ręki meblościankę z książkami. Przyglądała się mimo woli wnętrzu tego pokoju na poddaszu z ciekawością jak na tę porę dnia i stan ducha naprawdę ogromną. Pokój był utrzymany w stylu lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Dość ciekawe mimo wszystko wnętrze. Ulubione książki jej matki Anki. Zakurzone i pachnące starością stały w szeregu na półce wiklinowej etażerki. Wyciągnęła rękę po jedną z nich. “Podróże Guliwera”. Nic ciekawego, albo Żeromski, Proust, To nie dla mnie - pomyślała i znowu zasnęła.
Tak. Myślała, że śpi. To był bardzo dziecinny sen czternastolatki. Mela chyba śniła, że trzyma jakąś poszarpaną książkę w ręku. Książka była stara i zakurzona, a kiedy zdmuchnęła kurz z okładki, jego pyłki zamieniły się w migocące przecudnym blaskiem gwiazdki.
Otworzyła jego pierwszą stronę i stało się coś niezwykłego, poczuła jak wraz z nim przemieszcza się w przestrzeni z niebywałą szybkością i mknie w nieznanym kierunku niczym ptak, szybując w przestworzach. Mijała nieznane miejsca, wielkie miasta, dzikie krainy, oceany. Wszystko dzieje się tak szybko, że, Melka nie zdążyła nawet zawołać na pomoc:
- Mamo!
Nagle stanęła na wielkim wzgórzu, wśród drzew obsypanych białymi, drobnymi kwiatami. W dali widziała, tętniące bujnym życiem miasto z szumem samochodów, drapaczami chmur i blaskiem kolorowych neonów. W ręku trzymała swój stary, zniszczony atlas, a kiedy go otworzyła, zobaczyła, jak wyłaniają się z niego wielkie litery, niczym wyrastające z ziemi rośliny i układają w jedno krótkie zdanie: „Jesteś w Japonii”. Zwariowałam - pomyślała.
Melka miała 14 lat i poczuła się w tym momencie dość mocno dziecinna. Wstydziła się swoich przeżyć. Gdzieś tam w głębi swojego umysłu, w tym dziwnym półśnie, a może śnie miała świadomość, że nie jest już sześciolatką.
Po prostu zawsze była zdrową, rozsądną dziewczyną, aż tu nagle sama znalazła się w Japonii.
Widziała siebie. Wyglądała, czuła i myślała jak sześciolatka. Strach, którego nie zdążyła dotąd odczuć nagle zniewolił myśli małej dziewczynki. Zamknęła oczy, by sprawdzić, czy to co się stało nie jest snem i stała tak przez długą- jak myślała- chwilę, a gdy je otworzyła widziała znów to samo. Ten sam krajobraz, bardzo prawdziwy, lecz co ona może tu robić? Zastanawiała się.
Z trudem próbowała uporządkować myśli, lecz te kłębiły się natrętnie w jej małej głowie. Bała się ruszyć z miejsca i wejść w kłębiący się na ulicach miasta tłum. Czy ma prosić kogoś o pomoc w powrocie do domu? Czy ktoś jej uwierzy?
Spojrzała w niebo i dostrzegła migocące gwiazdy. Jeszcze raz pomyślała, że to wszystko jest snem, albo że jej dziecięce marzenia o dalekich podróżach przesadnie się rozwinęły. Nagle usłyszała szelest krzewów i u jej stóp pojawił się mały zwierzak, którego nigdy nie widziała. Mrugnął wesoło wielkimi oczkami i zamerdał puszystym ogonkiem, a po chwili powiedział:
- Hej Melka , czekałem tu na ciebie, jestem Fred, leming.
Poczuła, że to nie jest normalne i traci kontakt z rzeczywistością, bo czy to może być normalne, że ktoś czeka na nią w odległej Japonii i w dodatku ten ktoś jest lemingiem. Ona ma sześć lat, a w dodatku ten ktoś mówi ludzkim głosem?
- Prawdopodobnie trafiłam do jakieś bajki i nie wiem jak z niej wrócić do mamy, powiedziała dziewczynka do leminga, czując się coraz bardziej bezradna.
- Ta bajka dopiero się zaczyna zawołał radośnie mały leming, robiąc przy tym kilka piruetów na drzewie.
- Chodźmy już- powiedział i ruszył szybko wąską aleją wysadzaną pięknymi kwiatami w dół, w stronę wielkiego zamku. Cóż było począć, dziewczynka ruszyła wolno za nim na spotkanie
wielkiej przygody, której zawsze bardzo pragnęła, lecz nie śniło jej się nawet, że może to wszystko tak właśnie się zacząć.
W końcu znaleźli się w samym centrum ruchliwego, obcego miasta, słyszeli gwar rozmów, których nie rozumiała. Wielkie migocące neony, krzyczały hasłami zapisanymi dziwnymi znakami. Szła długo tuż za lemingiem, którego przechodzący obok niej ludzie zdawali się nie dostrzegać. Leming nagle wzbił się w górę i zawołał: - Usiądź na swoim atlasie, będzie szybciej.
- Jak mam usiąść na atlasie? Zastanowiła się i myślała, że to najbardziej idiotyczne doświadczenie życiowe w jej życiu, gdy w mgnieniu oka już na nim siedziała i razem mknęli ponad dachami, przez kłębiące się chmury. Nagle wir wepchnął ich w tunel powietrza. Oboje nic nie widzieli oprócz ciemności budzącej strach nawet u dzielnego dotychczas leminga. Wtem głośny potężny grzmot rozproszył ciemności i przed ich oczami pojawił się niezwykły widok- okazały pałac lśniący złotem, a w nim rozbrzmiewała cicha, charakterystyczna muzyka. Na ścianach widniały piękne, bogato zdobione obrazy, przedstawiające historię samurajów. Melka stanęła przed jednym z nich. Zobaczyła, jak mały samuraj walczy z grupą obcych przybyszów, a na niebie tuż nad jego głową zionął ogniem potężny smok. Mela dotknęła obraz małą rączką i po raz kolejny stała się rzecz niezwykła. Oto znalazła się pośrodku walczących chłopców w tumanie kłębiącego się wokół nich kurzu.
- Gdzie jesteś Fred? zawołała z lękiem w głosie. Lecz obok niej nie było nikogo.
Smok, któremu przyglądała się jeszcze przed chwilą zmierzał w jej kierunku z otwartą paszczą, ziejącą płomieniami ognia. Jego pokryte grubą łuską ciało, mieniące się wszystkimi kolorami tęczy i budzące grozę spojrzenie nie zachęcały do kontaktów. Mela ciągle trzymała w ręku swój atlas i ściskając go mocno ruszyła pędem w stronę jaskini, która miała być dla niej schronieniem przed całą zgrają walczących samurajów i złotowłosych najeźdźców. Dziewczynka przykucnęła za niewielkim odłamem skały u wejścia do jaskini, by pozbierać rozproszone myśli i opracować plan ucieczki.
- Nie chcę nawet wiedzieć o co walczą ci złotowłosi z samurajami. Chcę stąd uciec i to już! Krzyczała w myślach, kuląc się ze strachu w swojej kryjówce. Słyszała, jak serce wali jej jak młot, a buzia ocieka strumieniami zimnego potu. Drżała ze strachu Nagle poczuła delikatne muśnięcie miłego futerka o swoje stopy. Otworzyła oczy i zobaczyła leminga zupełnie spokojnie wpatrującego się w przelatującego tuż nad ich głowami smoka. Melka krzyknęła z przerażenia:
- Ratunku! Znowu ten smok i ta okropna zgraja szalonych dzieciaków. Czy możesz mi wytłumaczyć jak to się stało ze tu jesteśmy?
Fred nie wydawał się zaniepokojony magicznym obrotem spraw. Wręcz przeciwnie spokojnie wpatrywał się w scenę walki dobrych samurajów ze złymi najeźdźcami.
- Hej! Melka, przecież wiesz, że ta bajka nie może skończyć się źle, bo w bajkach zawsze dobro zwycięża ze złem, a poza tym oni nas nie widzą. Spokojnie możesz wyjść, przejść się tu i tam, pooglądać to i owo. Nic po prostu nic się nie dzieje. Rozumiesz?
Mówiąc to leming chodził w koło i śmiesznie wymachiwał łapkami. Sprawiał wrażenie kogoś, kto często tu bywa i zna ten dziwny, tajemniczy świat, do którego zawiodła ich dziecięca ciekawość i stary, zniszczony atlas.
- Aha! Powiedziała Mela, to znaczy, że możemy już wracać. Bądź zatem tak miły i powiedz mi jak? Nie chcę zostać tu dłużej ani minuty.
Mówiąc to wyciągnęła rękę w stronę wielkiej skrzyni stojącej na małym skalnym podłożu. Była to stara mosiężna skrzynia zamknięta wieki. Dziewczyna położyła swój atlas na ziemi wdrapała się kilka kroków wzwyż na skalną półkę, na której stała tajemnicza skrzynia.
cdn

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Alice Veronca, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.