12 września 2020 roku, godz. 18:32 16,3°C

W pełni

Siedzieliśmy wtedy nad Wisłą. Był wieczór. Skubaliśmy słonecznik zerwany w ten dzień w twoim ogrodzie. Stopy nasze podmywała woda. Pamiętasz, jak ciepła była? Miałaś pestkę słonecznika na wardze. A ja ją zdjąłem swymi ustami. To był najcudowniejszy z pocałunków. Liczyliśmy potem gwiazdy. Na niebie było widać Księżyc w pełni. A ty mi powiedziałaś wtedy, że gdy Księżyc jest w kształcie litery "C" to chudnie, będzie nów, a gdy w kształcie literki "D" to dorośleje, dopełnia się, robi się duży - będzie zatem pełnia. Że łatwo to zapamiętać, mając na względzie te dwie litery. Potem dotknąłem twych piersi i na zawsze stałaś się moja. Zanurzyliśmy się w piaszczystej ławicy. A nad nami spadały gwiazdy, a Księżyc im wtórował. Byli to jedyni świadkowie naszego cielesnego zjednoczenia. Potem nad nami spadały bomby. Były one świadkami naszego rozłączenia.

W obozie widziałem cię wychudzoną i bez włosów. Podniosłaś do mnie rękę w geście, jakbyś miała powiedzieć: "Żegnaj na zawsze". A ja nie wiedziałem, czy cię jeszcze kiedyś zobaczę. Nade mną był znów Księżyc w pełni. Nazywałaś go kiedyś poetycznie luną. Ja widziałem jeno łunę nad krematorium. Księżyc na niebie więc przypominał mi pełnię naszego szczęścia. Twoja chudość obozowa przypomniała mi tę księżycową literkę "C". Gdy ja wyszedłem z obozu, zacząłem przypominać literkę "D", bo robiłem się duży po "diecie obozowej". I tak Księżyc w pełni przypominał mi o naszym szczęściu, a różne fazy Księżyca o naszym pobycie w obozie. Patrzyłem na księżycowe morza. Ale dlaczego akurat mare? Nie o morzu jednak myślałem, ale o tej Wiśle, gdzie wtedy oddałaś mi się w całej pełni...

kuloodporna kamizelka...kulokropkowa
 14 września 2020 roku, godz. 1:45

Piękne choć smutne .....piękne ...:)