5 grudnia 2019 roku, godz. 11:09  5,3°C
Edytowano  6 grudnia 2019 roku, godz. 9:30

GŁĘBOKI FIOLET

Przychodzimy na świat, rodzimy się na Ziemi, aby żyć w szczęściu i dawać drugiemu kochanemu człowiekowi szczęście oraz jeszcze w miarę możliwości innym ludziom. Stąd też to pakowanie plecaka. Dwie pary skarpet, dwie pary majtek, dwie koszulki, dwie szczoteczki do zębów, tabletki przeciwgrypowe i przeciwbólowe, w tym na ból duszy, jeszcze kanapki, woda, słodycze i w drogę po sprawdzeniu elektryków i wyłączeniu tego i tamtego.

Na polu nie jest źle. Może dwa milimetry śniegu, który utrzymuje się, więc ziemia jest zmarznięta. Przy sklepach krążą ci, którzy żebrzą o 50 groszy lub złotówkę na piwo. Ja wiem, czy są totalnie zranieni przez życie? Raczej żre ich przypadłość zwana tutejszością wielu mężczyzn. Rodzice nie gonili ich do roboty. Póki żyli, to dawali na wódkę, piwo, papierosy, ubierali i żywili, może nawet byli przez swoich synów zastraszani. Kiedy pomarli utrzymuje ich gmina lub jakaś dziwna konkubina. Chce się pić przez całą dobę, więc trzeba żebrać.

Tablica informacyjna twierdzi, że wszyscy przeżyli ostatnią noc we wsi i zaprasza na bal sylwestrowy organizowany przez szkołę podstawową, z szampanem, wypasionym jedzeniem i możliwością wygrania na loterii wypasionej wycieczki. Niebo robi się kolorowe. Do szarości, siności i błękitów dołączają róże. Ten kolor nie jest nawet łososiowy, jest delikatniejszy, taki dyziomarzycielski. Nadjeżdża autobus podmiejski, który wiezie do powiatowego miasta. Tutaj jest cukiernia, ale nie mają już lodów. Na zimę zawiesili produkcję. Szkoda. Warto zatem zajrzeć do saloniku prasowego i kupić TERAZ ROCK. Potem do poczekalni dworcowej. Dalej czynna tylko w dni powszednie do dwudziestej i w sobotę do trzynastej. W powiecie jest piętnaście gmin i nie ma chęci by ich władze zapłaciły 30 tysięcy złotych, aby poczekalnia była czynna 7 dni w tygodniu do 22.00. Arogancja władzy na dolnych szczeblach życia społecznego poraża. W telewizorze wałkują antypolskość nadzwyczajnej kasty sędziów. W Teraz Rock wywiad z szefem zespołu Happy Sad o ich kolejnej ósmej smutnej tym razem płycie. Koncerty na przyszły rok. Jednak chyba wystarczy Kazimierz Festiwal i Katie Melua z wekendem we Wrocławiu. Przychodzą młodzi. Nie umieją mówić bez używania wulgaryzmów w co drugim słowie. Nie umieją się zachować w cywilizowanym miejscu publicznym. Nie kontrolowane napady śmiechu, jakieś spazmy, dzicz ze wsi. Śmierdzą dymem papierosowym. Dziewczyny są karykaturami kobiet. Na szczęście trzeba iść na busa.

Wsiadamy do busa i zauważam, że kierowca jest Ukraińcem, co będzie miało ciekawe skutki dla podróży, bo jedzie bardzo przepisowo, sprzedaje każdemu bilet, wręczając go do rąk i dopiero w Barwałdzie decyduje się, aby wziąć pieniądze i nie wydać biletu. W busie jemy kanapki i pijemy wodę. Ludzi jedzie całe mnóstwo. Kierowca zatrzymuje się na każdym przystanku. Wsiadają i wysiadają. Jest pora powrotów do domu z pracy i jechania z domu do pracy. W sumie na miejsce przyjeżdżamy po dwóch godzinach i czterdziestu pięciu minutach. Wysiadamy na Placu Inwalidów. Czeka na nas nasz Anioł. Anioły w tutaj mają piękne blond włosy, noszą w piękne ciepłe czerwone kubraczki, są konkretne, ale bardzo opiekuńcze. Lubią jeszcze hodować kwiaty i robić przetwory, czyli słoiki albo veki jak kto woli.

Przechodzimy na drugą stronę ulicy i wsiadamy do tramwaju, zdaje się cztery albo czternaście i tutaj uświadamiamy sobie apokaliptyczny widok, a może inaczej po prostu już nie będzie. Wszyscy, ale to wszyscy mają oczy wpatrzone w smartfony i co tam jeszcze w ten deseń. Wysiadamy pod salą koncertową i powoli idziemy w jej kierunku. Jacyś hałasują na wielkim placu, czyli graniem zarabiają na życie. Z zewnątrz miejsce koncertu wygląda ładnie. Kontrola osobista przebiega bardzo sprawnie. Siku i na trybuny. Wewnątrz to wygląda jak bunkier betonowo -żelazny. Za piwo chcą 17 złotych. Bandytyzm. Siedzimy i czekamy na koncert. Mnóstwo jest równolatków muzyków, a więc ludzi w wieku 70 plus. Support, który bardzo się podoba osiemdziesięcioletniej kobiecie siedzącej za nami i żałuje, że nie była w lutym na koncercie Metaliki. Zaczynają i jest wspaniale. Niesamowite tępo koncertu, przewspaniałe legendarne utwory, a my zwracamy się do siebie trzymając się za ręce i mamy świadomość szczęścia, niesamowita radość nas przepełnia. Właśnie realizuje się nasze kolejne życiowe marzenie i jest chwilą wielką, jakby wniebowzięciem w butach i irlandzkich skarpetkach. Grają genialnie, a momentami są wirtuozami swoich instrumentów. Nie zgadzam się z wypowiedzią tak zwanego frontmana zespołu R.E.M, że niektóre zespoły grają za długo i to oni stchórzyli moim zdaniem, kończąc działalność przedwcześnie. Niektóre zespoły nigdy nie wyjdą ze swoją prawdą z obiegu i co roku wypełniają salę koncertową na dwadzieścia tysięcy miejsc. Dobrze, że stare zespoły grają dla nowych słuchaczy i starych. Nam udało się pójść na ich koncert dopiero po czterdziestu latach odkąd ich słuchamy. Wszystko ma swój czasie, to stwierdzenie jest prawdą. Czterdzieści lat żyliśmy dla innych sprawa, które w naszym życiu musiały się zdarzyć, abyśmy się spotkali i teraz byli zupełnie innymi ludźmi, żyjącymi zupełnie innymi wartościami i sprawami. Taka jest Polska. Taka była nasza Polska. Życie tak wielu milionów nie dało się przewidywalnie zaprogramować. Było w ramach, ale nie było szczęściem. Ramy to obowiązki i pęd. I nawet nie wiedza o tym, że można żyć inaczej - pięknem, radością. A jak było taką wiedzą, to żarła je tęsknota za normalnością bez bólu istnienia, w tak zwanej życiowej mądrości, wyśpiewanej przez Marylę Rodowicz.

A z a rok oni znowu zagrają w Łodzi, prawie rok. Może zagrają i zaśpiewają ze dwa inne utwory z tak wielu wspaniałych. Będzie więc to inny koncert. W pewnym momencie klawiszowiec raczy nas cudną wiązanką przecudnych utworów Chopina i ludowych, a wreszcie serwuje swoją bajeczną romantyczną interpretację Mazurka Dąbrowskiego. Szalejemy i jesteśmy przeszczęśliwi. Potem dwadzieścia tysięcy ludzi wspólnie śpiewa "Smooth on the water", czyli jeden z hymnów muzyki rockowej ziemi, tej ziemi. Usłyszeć ten riff gitarowy z tej piosenki na żywo w czasie koncertu, to było jedno z najważniejszych muzycznych przeżyć w naszym życiu. Są naprawdę wielkimi artystami. Często nazywają ich szarpidrutami. Mylą się o jakże bardzo. Przez dziesiątki lat doprowadzili te utwory do arcydzieł. Są to małe bardzo bogate muzycznie suity rockowe. Przypominają bardzo muzykę poważną, ale w rytmie i tempie rocka na szczęście dla muzyki i szerokiego grona wielbicieli. Niektórzy z członków zespołu mieli pociąg do muzyki poważnej i odchodzili tworzyć dzieła na większe instrumentarium. Wokalista Ian Gilan wspominał tych, którzy już odeszli do wieczności - Johna Lorda czy Dawida Cowerdale.

Coś po prostu wspaniałego przeżyliśmy tego wtorkowego wieczoru. Życie jest często pięknym kiedy jesteśmy konsekwentni i pomagamy marzeniom czynem, czyli realizując je.

kuloodporna kamiZelka ;)
 6 grudnia 2019 roku, godz. 22:52

:)))))))))

fyrfle Mirek
 6 grudnia 2019 roku, godz. 9:32

A dziękuje, ależ to był odlot... Pozdrawiamy!:)

kuloodporna kamiZelka ;)
 5 grudnia 2019 roku, godz. 23:09

Kurczaczki zielone ale to się czyta...!!! normalna normalność ..gdzieś mi uciekła .....zaczytałam się czytając super odlot...pozdrawiam ciepło ...:)