6 lipca 2022 roku, godz. 8:48 36,5°C

refleksje

Przez długi czas myślałem, w sposób naiwny, życzeniowy, w sposób bardzo dziecięcy, że odkrywanie siebie, sięganie głębi swojego potencjału, głębi własnej osoby, a raczej istoty, czyli czegoś, co wykracza poza te kilka nawyków, które określa się mianem osobowości, to zjawisko pozytywne, ekscytujące, to zjawisko, które dostarcza szeregu pozytywnych odczuć.
Jednak sięganie głębszego potencjału, głębi własnego ja, to proces chujowy, gówniany i wcale nie jest przyjemny. W końcu człowiek, zanim dosięgnie swojego potencjału, prawdziwego, faktycznego, realnego i pełnego potencjału, musi po drodze przejść przez wszystkie blokady, przez wszystkie, negatywne stany, myśli, nawyki, przez całe, nieświadome bagno, które dotychczas odgradzało człowieka przez jego prawdziwym ja, prawdziwym potencjałen.

Myślę, że dlatego wiele ludzi sobie odpuszcza. Myślę, że w ogóle człowiek to istota, która ma skłonności do tego, by odpuszczać chwilę po tym, gdy pojawią się trudności. Dlatego warto mieć w życiu coś, nawet hobby, które jednak stawia przed człowiekiem kolejne wyzwania. Można powiedzieć, iż będzie to pole eksperymentalne. Będzie to coś, gdzie człowiek może skonfrontować przeszkodę z własnym myśleniem, podejściem i nauczyć się nowego myślenia, nowego podejścia, wyrobić nową postawę, co nie przyjdzie łatwo i tak na prawdę nigdy nie jest trwałe, bo zawsze, na końcu wszystkiego, stoi człowiek, który finalnie podejmuje decyzję.

Wczoraj, by pracować przede wszystkim nad sobą, poszedłem na deskę z konkretnym celem. Tak na prawdę nie liczyło się dla mnie, aby zrobić daną rzecz, ale, aby przejść przez cały proces, który jest z tym związany. Nawet nie chodziło o to, że dana rzecz jest łatwa, bądź trudna, ale o to, aby pokonać swój strach związany ze zrobieniem żadnej rzeczy. Może nawet mogłem sobie odpuścić strach, jednak na początku trzęsły mi się nogi. Nie czuje, ani trochę, aby to był dzień, w którym uda mi się zrobić ten trick. Ale od początku miałem nastawienie, że to, jak się czuję w danej chwili nie będzie determinować tego, jaki efekt osiągnę, ani nie będzie określać tego, czy uda mi się pokonać samego siebie. W sumie cały proces trwał ze 2h, do momentu, w którym zrobiłem to, co chciałem. Tak na prawdę nie była to rzecz, która daje ogromny zastrzyk adrenaliny, jednak daje satysfakcję, zajawkę, podbija motywację. W końcu zacząłem w momencie, w którym w ogóle nie czułem się na siłach, w momencie, gdy w głowie słyszałem tylko: nie dasz rady, po co się starasz, to bez sensu, odpuść sobie, jutro też jest dzień, możesz to spróbować jutro. Ale wiedziałem, że to nic innego, jak chęć tego, żeby sobie odpuścić. Bo dzisiaj też jest dzień. Dzisiaj też jest dzień, w którym mogę zrobić coś wartościowego, ważnego, trudnego dla mnie samego. Dzisiaj jest dzień, o którym wieczorem pomyślę, że dałem z siebie to, co miałem najlepszego, że było ciężko, ale walczyłem i wygrałem. Nie chodziło o to, żeby po prostu zrobić dany trick. Ale przejść przez proces, przez jego najgorsze momenty, przez zniechęcenie, strach, brak wiary w siebie, brak pewności, przez ból po upadkach, żeby przejść przez moment, w którym nie ma wiary, pewności, ale jest determinacja, która sprawia, że człowiek nie musi wierzyć w siebie, a jednak wie, że może zrobić to, co chce, jednak wiedza ta jest abstrakcyjna, to tylko myśl, to tylko status, to tylko stwierdzenie pozbawione jakichkolwiek, namacalnych cech. To tylko proste zdanie, którego człowiek się trzyma, które powtarza w głowie, klepie samego siebie po plecach, zachęca i szuka sposobu, by zrobić mały, mały kroczek naprzód, aż wreszcie udaje się zrobić to, co chce. A po wszystkim przychodzi coś jeszcze, coś, co jest bardzo niebezpieczne. Samozadowolenie, ulga, wytchnienie.

Są o tyle niebezpieczne, bo człowiek osiągnął sukces i może być zaspokojony, a może chcieć więcej. A to więcej wiąże się z tym, że po raz kolejny musi przejść przez cały proces. Dlatego przechodzenie przez ten proces jest tak ważne, za każdym razem podróż przeze cały proces, przez jego najgorsze strony jest o tyle ważna, że człowiek po prostu akceptuje stan rzeczy, akceptuje proces, jego charakterystykę, pojawia się coraz mniej negatywnych rzeczy, które dotyczą samego procesu, a jest tylko świadomość, że to nic więcej, jak proces, droga, którą musi przejść, by osiągnąć to, co chce. I w takich chwilach w człowieku zachodzą fundamentalny zmiany. Zmiany te dotyczą jego głęboko zakorzenionej mentalności. Są to zmiany, które determinują jego dalsze nastawienie do życia, jego podejście, wewnętrzną siłę, wewnętrzny głód działania i osiągania coraz to bardziej złożonych rzeczy.

envie. P.
 6 lipca 2022 roku, godz. 12:31

ciekawe te Twoje przemyślenia :) tak właśnie jest. przekraczanie własnych ograniczeń małymi kroczkami to nie lada wyczyn. gratulacje!

Jacob_Filth Jot  6 lipca 2022 roku, godz. 15:10

Dzięki! :)