10 października 2021 roku, godz. 20:33

SEZON OGÓRKOWY XLI

Pojechałem dzisiaj rano do powiatowego Żywca po chleb na ulicę Komorowskich. Ubrałem się w te legendarne moje adidasowate szare buty, kupione ze 3 albo 4 lata temu w tak zwanej Galerii Krakowskiej przy dworcu głównymi w Krakowie, legendarne równie spodenki krótkie marki F&F, kupione w odzieżowymi Tesco przy dworcu PKP w Żywcu, jeszcze nie nie mającą w sobie legendarności koszulkę tejże marki, kupioną w Tesco tym hipermarketowym w Żywcu i założyłem też jedną z trzech moich legendarnych bluz marki F&F, kupionych w odzieżowym Tesco przy żywieckim dworcu. I pojechałem z Tobą. A te bluzy, to taka wersja letnia bluz dresowych. Mają kaptury, ale nie mają kołnierza stójki. Na chłodne bezwietrzne poranki w sierpniu nadają się, a na jesień nie bardzo, zresztą bywalcy brytyjskiej sieci wiedzą o czym ja tutaj rozprawiam.

Chleb żywność ważna. Najważniejsza. Fundamentalna. Kto nie je chleba dla mnie jest niebezpiecznie inny. Dlatego co jakiś czas jadę po chleb na ulicę Komorowskich do sklepu piekarni z Rybarzowic, ponieważ uważam, że tylko tam jest chleb spełniający moje oczekiwania wobec chleba. Te oczekiwania to smak, zapach i konsystencja. Kupuję 5 bochenków 900 gramowych i mrożę je.

Słyszałem opinię, że nie można mrozić chleba, ale nie przyjmuję jej do wiadomości. Odmrożony jest równie smaczny, a kogo interesuje zdrowie, skoro i tak zdrowi umierają, tylko zdrowi i z pokracznej starości albo cegła im spada na głowę. To tak samo jak mówią, aby nie łączyć ogórków i pomidorów. Głupcy pewnie nie jedli klasycznej mizerii polegającej na ogórkach, pomidorach, szczypiorze, soli, pieprzu i śmietanie. To tak jak w Mosznej wyrzucali za picie alkoholu, a nic tak dobrze nie robi depresji jak zmieszać psychotropa z alkoholem i grzecznie pocieszyć się wewnętrzną euforią i tym uczuciem nirwany.

Kupiłem chleb i postanowiłem, że przejdę się na przystanek do rynku, bo tam większy ruch jest i zawsze się może coś ciekawego zobaczy, albo nawet kogo interesującego. Co chciałem to dostałem. Emeryci handlujący na chodniku pod liceum prawdziwkami, kurkami, jagodami leśnymi i jakimiś wczesnymi winogronami z działki w kolorze jasnozielonym. To swoista społeczność, która zawsze tam jest i jak jest czymkolwiek pohandlować, to handlują. Myślę, że jest to pewien styl życia. Idą do popołudniu lasu, nazbierają jego darów, a z rana siadają na murku i debatują. Nie kupiłem nic, bo ani nie gustuję w grzybach, a mam swoje borówki amerykańskie. No i mam pewien jak już ekstawagancki sposób na pozyskiwanie grzybów. Mianowicie jak już to pod koniec września lub początkiem października jedziemy 70 kilometrów do Tychów i tam kupujemy je w jednym z cudnych osiedlowych warzywniaków. Czemu? Bo to pewnego rodzaju perwersja jest, a kto nie lubi nieszkodliwych, a przyjemnych perwersji? Każdy lubi, nawet jak się zarzeka. To tym bardziej jest oczywiste, że lubi.

Przyszedł mężczyzna. Herlał, zbierał flegme i pluł nią na chodnik. Potem poszukał tytoniu w plecaku i bibułek. Skręcił skręta i z natchnieniem i uwielbieniem się zaciągał. Zaraz przestał harczeć, kaszleć i pluć, a za to zaśpiewał, że świat go pokochał, a niebo sypnęło groszem.

Podeszła kobieta. Chciała drobnych na chleb i sześć złotych na cukierki dla dzieci...

A tekst zilustrowałem słoikami, których zaprawianie w tradycyjnym polskim domu jest normą w sierpniu. Potem pałaszowane są przez nas od jesieni do kolejnego lata i wożone są do wielkich miast, gdzie mieszkają dzieci i wnuki, które równie chętnie je zjadają.
Dzieci są w wielkich miastach. Jednak chcąc trzymać pewien poziom nowoczesności i cywilizacji, to młody ambitny człowiek powinien mieszkać w wielkim mieście, choć to drogie życie.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.