10 lutego 2021 roku, godz. 13:17

PRAWDA ZAWSZE KROCZY Z TOBĄ

Podrygiwali w błocie po kostki trzymając się za ręce i śpiewali wraz z Lechem Janerką, którąś z jego nieśmiertelnych piosenek. Przyglądali się jeszcze artyście i artystom mu współtowarzyszącym na scenie. Szczególnie doceniali kunszt żony Lecha Janerki, którą nazwał "Wiedźminem" z powodu siwych bardzo włosów. Nic w tym zdrożnego, wszak sama tak o sobie mówiła.

Padał momentami ulewny deszcz podczas serii koncertów kończących się grubo po północy. Dookoła nich były tłumy i Bieszczady. Bieszczady zarośnięte gąszczem lasów, z których parowała woda. Przed którymi i nad którymi wędrowały ciemne chmury i siwe mgły. Chmury dawały obfite strumienie wody z siebie, dzięki którym wielu z uczestników festiwalu mogło tańczyć pogo w prawie idealnych warunkach, bo błota w niektórych miejscach pod sceną było po kolana, tylko niedogodnością była temperatura, która była prawie przy zerze.

Rozglądali się też wśród siedmiu tysięcy uczestników festiwalu ZEW. Nie podzielali ich zamiłowania do piwa. Ich zdaniem koncert, to koncert. Idź człowieku do strefy bufetowej i tam się napij i zjedz, jeśli tego potrzebujesz, a nie leź rozpychając się pod scenę z paletą piwa w plastikach albo z różnymi formami żarcia.

Ulewny i błotny festiwal miał swoją aurę. Za sceną i na scenie technicy troili się, aby wilgoć nie pokonała techniki scenicznej i instrumentów artystów, bo szkodą wielką byłoby przerwać koncerty, a muzycy naprawdę byli w świetnej formie, a w jeszcze lepszej publiczność. Żal byłoby wspaniałej majówki, energetycznej zabawy. I nasi bohaterowie bawili się świetnie i wręcz byli wzruszeni, bo nigdy nie byli na koncercie swojego idola Lecha Janerki. Idola w sensie tym, że cenili i uwielbiali jego muzykę i treść tekstów piosenek. Janerka to ktoś wielki po prostu w polskiej muzyce rockowej. I do nich jego oryginalny i ich zdaniem genialny przekaz trafiał i cieszył ich oraz bawił i wzruszał. Swoistego rodzaju wniebowstąpieniem był im jego koncert w Cisnej. Przyjechali dla niego między innymi, a przejechali kilkaset kilometrów. Był legendą ich późnego dzieciństwa, wczesnej bardzo młodości i ugruntował się w ich świadomości w życiu dorosłym. "Ubierz się w obcisłe, bo to warto mieć styl". Dla takich stwierdzeń w piosence żyje się życie. Genialny obserwator i ironista Lech zauważył kretyńską antymęskość nowoczesnych snobów z miasta i już niestety nie tylko z miast. Widzieli ich i widzą jakże często na szlakach rowerowych Beskidów, na samym Skrzycznem lub w Szczyrku. Dla nich te bardzo bardzo nieheteroseksualny strój aż do niemęskości zatem. Takich fraz jest więcej w twórczości Lecha Janerki, które mają znamiona wieszczostwa, są ponadczasowe, są słowami mądrymi, kształtującymi życie pokoleń, czyli w przypadku Lecha Janerki obcujemy z prawdziwym współczesnym autorytetem kiedy wsłuchujemy się treści jego piosenek. Tak uważali i emanowała z nich radość i uwznioślenie podczas koncertu.

Potem po koncercie Lecha Janerki była przerwa techniczna. Jedne sprzęty ze sceny zjeżdżały, a inne , kolejnej kapeli wjeżdżały na scenę, a po obrzeżach stadionu wielki ciągnik wyciągał kolejne busy z muzykami i ich sprzętem na ulicę i przyciągał następne busy następnych rockowych ekip. Rozmawiali o koncercie, którego dane im było dostąpić, cieszyli się swoim szczęściem, kiedy nawet go nie zauważyli, a podszedł do nich ponad sześćdziesięcioletni mężczyzna, też w gumiakach jak oni i w pelerynie turystycznej, takiej profesjonalnej, a przede wszystkim celem jej było przeciwdeszczowość.

- Dzień dobry państwu - powiedział do nich.

- Dzień dobry - odpowiedzieli prawie razem zaskoczeni i zdezorientowani.

- Pamięta mnie pan? - zapytał drżącym głosem mężczyzna.

- Nie, przykro mi, ale nie - odpowiedział nasz bohater i już bał się, że zaczyna się nieciekawa przygoda.

- A ja pana pamiętam i nigdy pana nie zapomnę, jak i nie zapomnę tego,co pan dla mnie uczynił! - odpowiedział wzruszony mężczyzna - nie zapomnę panu, że pozwolił mi pan przeżyć, przetrwać, ten bardzo trudny moment w moim życiu i dał mi pan nadzieję. Właściwie wiarę i siłę do stawienia czoła temu co mnie spotkał, a co sam właściwie sprokurowałem. Nadal pan pan nie wie kto jestem i gdzie spotkaliśmy się. Powiem panu. Czternaście lat temu. Przywieźli mnie wtedy z miasteczka, w którym mieszkamy, bo znaleźli w moim domu arsenał. Kochanek ze synem mnie wtedy zadenuncjowali. Podebrał mi syna. Opowiadałem to już panu. Pan pracował jako profos w sąsiedniej komendzie, a u nas wtedy remontowali areszt policyjny. Dziękuję panu za wszystko, co pan wtedy dla mnie zrobił, za mądre spokojne słowa otuchy i rzetelnej oceny mojej sytuacji. Wierzę, że ma pan spokój już i godną emeryturę i widzę, że szczęście rodzinne też. Modlę się codziennie za pana i życzę wszelkiej pomyślności panu i zdrowia, a wam obojgu szczęścia.

Potem uściskał jego dłoń dwoma swoim dłońmi i pokłonił mu się bardzo i odszedł. A on opowiedział jej tamto zdarzenie, tamtą noc. Trywialne, ale dobro powraca, prawda nas dogoni. A przeszłość czasami nie jest koszmarem. Czasami. Wystarczy być kim ma się być, kim ponoć się jest, ale trzeba to odkryć i pielęgnować, jak pacierz codziennie trzeba o tym rozmyślać i czynić. Na początku i na końcu każdego naszego działania ma być Człowiek. Taka radość w radości ich spotkała. Zwielokrotnienie szczęścia. Warto trzymać się prostych odwiecznych zasad, ta odwieczność czynionego dobra uskrzydli, powróci niesamowicie uduchowionymi momentami albo podeprze w najmniej spodziewanych momentach życia.

sasza90 Tatiana
 25 lutego 2021 roku, godz. 3:20

Podsumowanie genialne :)