17 lutego 2019 roku, godz. 23:49

Abstrakcja i Uncja

Pierwotne fluktuacje, chaotyczne manipulacje. I to wszystko z szaloną gracją łamiącego się na chodniku krzesła, co spada z ósmego piętra w warszawskim bloku w mieście-potworze, w nocnej, w późnonocnej porze.
I są takie momenty, że to nawet jest proste, że jest klarowne i jasne. I nawet ciasny umysł jest w stanie to przyswoić, jest w stanie to zjeść, przetrawić i, częściowo, wydalić. Ale to tylko momenty, chwile ulotne jak ulotka...
A potem znów chaos, znów szaleństwo, meble lecą na chodnik, chwilę potem cegły.

I pękają.
I pękają.

Jak szkło.

Na chodniku, na chodniku kolorowym, falującym.
Na chodniku zakazanym dla stóp, zębów i bezsensownych dyskusji o niczym.

Straszny jest ten upadek.
Upadek ten jest piękny.

A uncja tego upadku, tych rozbitych mebli, tych nie postawionych nigdzie stóp jest niczym złoty skarb upadłej, zdegenerowanej cywilizacji.

Sama tylko jedna uncja, ten maleńki ułamek tego wielkiego szaleństwa jest oddechem bogów. Może wskrzesić, może też zabić. Może także zrobić dobrą kawę.

Śmierci mam już dość, życia dość tym bardziej.

Wybieram zatem kawę. Kawę z odrobiną mleka.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa osobliwy, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.