10 stycznia 2021 roku, godz. 19:07 31,9°C

warsztatowe

ostatnio był tutaj szkic i zarys opowiadania/ opowieści,
dzisiaj jego fragment wrzucam raz jeszcze, ale po poprawkach i zmianach:

Świat zwrócony ku słońcu.
Promienie przecinają pejzaż.
Wystrzeliwują ostrzami spomiędzy gałęzi,
godzą w miękkie łono matki ziemi.

Pocałunek słońca złożony na głowie dziecka.

Kosmos oddycha spokojnie
Plazmy nurkują pomiędzy pustkowia pomiędzy spopielone
gwiazdy znowu podczas wynurzenia chwytają resztki pyłów

mienią się zielenią, turkusem, szarościami, różem, purpurą i fioletem,
lśnią w ciemności, przypominają o blasku, toną jedna
w drugiej, odpływają w ramiona dźwięku.

***

Dawno temu, pewien stary człowiek, którego imienia nikt nie znał, doskonale jednak było wiadomo o kim mowa (jeśli pytać o obłąkanego na skrzyżowaniu głównej ulicy z kupiecką); przesiadywał pomiędzy tłumem przechodniów, armią sklepikarzy, kilkoma gwardiami wojska – ich leniwe kroki zawsze budziły lekką niepewność w krzątających się po targu obdartusach. On właśnie spojrzał na mnie inaczej, niż zwykła patrzy na obcokrajowca tutejsza ludność. Gdy wiedział, że ma moją uwagę, zaczął:
- Spójrz na ludzi dookoła, wpatrzeni w melony, arbuzy, w małpie skóry, w tanie tkaniny i w droższe płótna. Mielą jęzorami, szczują jeden drugiego spojrzeniem, chowają pod długimi szatami maczety, nożyki, sakwy wypchane miedzianym pieniądzem, a jedna sztuka złota jest ich marzeniem, za które niczego nie uda im się spełnić. Gotowi zabić, naplują jeden na drugiego w imię honoru, ojczyzny i boga. Na jedno krzywe spojrzenie gotowi zrobić dwa proste ruchy.
Przygarbione kobiety plotkują po cichu. Niektóre śmieją się ukradkiem. Jeśli któryś z nich obróci się, zaraz kobieca twarz czerwieni się i głębiej chowa w kapturze. W gruncie rzeczy niczego nie posiadają. Kawałek wykutej, w specjalnej państwowej kuźni, monety, za którą kupią to samo, co mogliby zebrać, gdyby mieli, ale ktoś inny zabrał od nich dary boskie, nazwał własnymi i każe teraz za nie płacić, samemu ustalając ceny, aby biedni mieli za co chleb kupić, jednak, by nie byli w stanie się bogacić, nie będąc w stanie odłożyć nawet kawałka miedzi na czarną godzinę, by w usta Charona złożyć opłatę. Ze spokojnej i smutnej, chłodnej i cichej przystani, ukrytej w górze zapomnienia, pod czarnym od ciemności skał niby niebem, niby pustką, niby nieistnieniem, tkwią w kolejkach dusze pozbawione resztek życia i kawałka miedzi, które siłą wyrwały im okrutne dłonie losu i kilku chciwych ludzi; kto żywy zdoła zabrać do grobu złoto, by wykupić tych ludzi z udręki i otumanienia?
Mówią: „porzuć to, co ziemskie’ sam to mówię. Jeśli szukasz szczęścia, pragniesz go niczym małe dziecko, łakniesz beztrosko, bez zwątpienia, bez zamętu w głowie, bez ordynarnej retrospekcji, bez cienia wyrzutu na twarzy, rozpogodzony; gdy ktoś pyta: i co dalej? Odpowiadasz: Nie ma żadnego dalej, dotarłem do rzeczywistości, jestem tu i teraz i jestem tym, co śpiewa wiatr i tym, co jedzą ptaki, jestem tym, co cieszy i smuci drzewo, jestem kroplami deszczu, gdy ten pada i głosem grzmotu, gdy uderza w ziemię, Pan mnie pokochał; ale czy wielbię jego imię? Nawet po cichu go nie wypowiadam, nie wzywam, nie smucę swoich zachowaniem, jestem jak spokojny bieg strumienia, do którego wpada wszystko, co niezbędne. Dla mnie umysł jest tylko naczyniem, przez który przelewam słodki strumień objawienia, jego mrowienie, nieobecność, senny, żywy, jestem i trwam, dzieję się, nie wywieram wpływu, nie szukam poklasku, mówię tylko to, co widzi moja dusza; Spójrz na nich, chłopcze. Oni? Oni nawet nie mają czego porzucić. Wyznają, modlą się, śpiewają Panu Pieśni, ze ślepą i głuchą nadzieją, że ich los ulegnie zmianie. Wierzą, że Bóg im da rzeczy, których przed Bogiem powinni się wyrzec.

Jacob_Filth Jot
 10 stycznia 2021 roku, godz. 19:49

Dla ciekawskich wrzucam link do wcześniejszego szkicu:

https://www.cytaty.info/opowiadanie+/520213.htm