14 października 2020 roku, godz. 9:31 1,0°C

Trzynaście

Opowiadając trzynastego października o pechu, trzeba mi zacząć od genezy, czyli, że trzynastego października 1307 roku został aresztowany Jacques de Molay i było to ponoć o godzinie trzynastej. Został aresztowany wraz z prawie wszystkimi braćmi zakonu Templariuszy. Sfabrykowano wcześniej przeciwko nim oskarżenia i na ich podstawie poddano ich najwymyślniejszym torturom, po których żywcem palono ich na stosach. Samego wielkiego mistrza spalono dopiero 18 marca 1314 roku. Już w płomieniu stosu rzucił klątwę na swoich oprawców: papieża Klemensa V i króla Francji Filipa Pięknego. Temu ostatniemu zapowiedział "pecha" przez 13 pokoleń w jego rodzinie. Klątwa prawie natychmiast spełniła się i na ludzkość po dziś dzień padł blady strach. Większość ludzi boi się trzynastego i trzynastki jak poseł Czarnek boi się feministek i osób o wielorakiej orientacji seksualnej.

Zatem, co to jest pech u końca drugiej dekady dwudziestego pierwszego wieku? A dzwonisz w wigilię święta nauczycieli do córki, bo chcesz, żeby ci kawę w "Stokrotce" kupiła, bo jest w rewelacyjnej promocji, a ona ci zaczyna od razu jakie te jej dziciaczki są cudowne, jak bardzo duże zrobiły postępy i ile czasu musi im poświęcicić i ich rodzicom, aby jej poświęcenie przynosiło takie piękne rezultaty. "Siłaczka". Słyszę katar i kaszel, ale nic. Najważniejszą jest ta euforia w głosie i podniecenie. I to jest pech, czyli w średniakach córka pytana - kim będziesz w życiu? Odpowiada - będę uczyć chore dzieci. Pytana o to samo w trzeciej klasie szkoły podstawowej odpowiada, że będzie uczyć dzieci z autyzmem. W trzeciej klasie gimnazjum wie już na jaki kierunek pójdzie i na który uniwersytet. W liceum podejmuje wolontariat. A ty biedny rodzicu doświadczasz w dwójnasób, że duże dzieci duży kłopot i przeżywasz, jak to ty byś te cudze i takie nie inne dzieci uczył.

W wigilię trzynastego października dzwoni syn. Właśnie czuję się jak młody Bóg, bo wydał na wystylizowanie brody u renomowanej fryzjerki 190 złotych. Jest ci smutno. Tak bardzo smutno. Pojechał, jak co miesiąc jeździ do starej, bądź nowej stolicy. Płaci prawie dwieście złotych za nocleg. Mówi, że jest dumnym singlem i czuje się lepszym od innych ludzi. Jest w swojej pracy liderem. Stać go. Jest kimś. Powoli wprowadzają go w towarzystwo. W klubach SPA, u fryzjerów i w restauracjach, wszędzie tam spotyka i rozmawia z aktorami i piosenkarzami z pierwszych stron mediów. Ta opowieść, to ballada o umierającym człowieku. Nie pomagają rozmowy. Zostaje modlitwa.

Pech, to pewnie dowiedzieć się rano od lekarza o chorobie nowotworowej i podzielić się tym z mężem, a potem zaraz usłyszeć, że wobec tego odchodzi, bo skoro dopadła cię taka przypadłość, to jest to kara za rozliczne grzechy na pewno i powód do kościelnego unieważnienia małżeństwa. Zatem właściwie jestem szczęśliwym człowiekiem, człowiekiem poza nim i tym bardziej traumą cierpienia i umierania. Moje pechy są drobnostkami. A to idąc wieczorem do sypialni stwierdzam, że nie zamknąłem po południu drzwi na taras i sypialnię wypełnił totalnie smród smogu. Rano stawiam kubki z herbatą na korkową podstawkę. Wlewam herbatę i jeden kubek osuwa się z podstawki i przewraca się. Zawartość wylewa się między kuchenkę, a zmywarkę. Kilka godzin później kroję kilka cebul do pieczeni. Wkładam je do patelni z mięsem i duszę. Daję za dużą temperaturę i zamiast pilnować, to idę pisać opowiadanie na warsztat. Odlatuję i spadam na ziemię, gdy czuję spaleniznę. To przecież nic. Anegdota, która będzie powracać przy kolejnych wigiliach, a nie skończy się zapaleniem cotygodniowym płomienia świeczki na pomniku grobu.

Mógłbym mieć pretensje do swojego życia, że było w nim tyle pecha i niesprawiedliwości, bo alkoholizm, bo praca zamiast nauki, bo depresja zamiast skrzydeł i lotów na kolejne szczyty, ale jest przecież naprawdę dobrze. Żyje dobrze, a bolączki dni powszednich to normalność po prostu. Pech, to odejść w wieku 30 lat, bo było się bardzo bardzo zaangażowanym nauczycielem i zakaziło się zarazą od swoich uczniów. I pech, to to, że nie uwierzyli. Twierdzą, że zmarły na pewno miał raka, chorobę wieńcową i przeszczepione wcześniej płuca oraz palił od 40 lat.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.