20 maja 2020 roku, godz. 9:53 47

KOBIETA MIŁOŚCI cz. 4

Odwróciła się znowu do okna po tym jak zrobiła trzy głębokie łyki herbaty. Nie wierzyła dyrektorowi. Człowiek tak bystry i inteligentny wiedział, że uczciwość w skali całego wydziału jest niemożliwą. Domyślała się, że dosięgły go macki zależności politycznych, klasowych, kastowych, czy towarzyskich. Kilka niezrozumiałych decyzji już wydał, ale dla niej one były bardzo oczywiste. Widziała jego kuriozalne działania, które wiedziała, że przyniosą kolejne zawirowania. Trochę zmieszało ją to i zasmuciło, ale zrządzeniem jej szczęśliwego losu pod niebem ze szczęśliwych gwiazd przyszedł esemes od męża. Otwarła wiadomość i uśmiechnęła się. Smutek raptownie ulotnił się. Ostatecznie liczyła się tylko ich szalona i jednocześnie dojrzała miłość. Jeśli nawet tutaj miałoby dosięgnąć ją zło, to jego była pewna. Wiedziała, że ochroni ją i da jej do końca dni niewyobrażalne szczęście. Niewyobrażalne szczęście dla innych. Szczęście, w które nigdy nie wierzyli, którego nie umieli, nie umieją, zatem im nie wierzą.

Dokończyła gryźć i smakować jabłko. Poukładała dokumenty na biurku, poukładała segregatory w szafach, poukładała teczki na biurku i w szafach. Zadzwoniła do gazety. Omówiła termin druku i koszty ogłoszeń. Potem poszła na korytarz wywiesić ogłoszenia na wielkiej korkowej tablicy. Usunęła stare ogłoszenia "leniwych krów". W swojej blond beztrosce czasem nawet nie pamiętają, że coś gdzieś wywiesiły. Niektóre cwaniary robiły to cynicznie z premedytacją. Wiedziały, że jeśli któraś z urzędniczek będzie chciała zawiesić ogłoszenie, to musi usunąć ich ogłoszenie, czyli bajzel, który zostawiały po sobie.

Na koniec dnia z powrotem wróciła do "LEXA" i do dzienników ustaw. Operowała myszką, a kursor najeżdżał na interesujące ją przepisy. Czytała je, analizowała i przyswajała ze zrozumieniem rasowego funkcjonariusza od przestępstw gospodarczych. Zastanawiała się też oczywiście nad ich przydatnością w jej zakresie obowiązków. Lubiła to szperanie i odkrywanie zmian w przepisach. Rozczłonkowywała je. Pytała i odpowiadała sobie z czyjej inicjatywy powstały, korzyścią kogo miał być paragraf lub choćby ostatni podpunkcik. Czy zyska na tym siła i dobrobyt oraz jakość państwa? Czy łatwiejszym i uczciwszym stanie się życie obywateli? Czy zabezpieczą suwerenność i niepodległość państwa? Czy może raczej tą suwerenność i niepodległość demontują? Czytała i często widziała zabijane miejsca pracy Polaków. Widziała mordowane polskie fabryki i przedsiębiorstwa. Czy znowu wrogowie z Ukrainy nie przejmą polskiej huty? Czy ułatwią im paragrafy zabór polskich fabryk i kopalń? Resztki tego co zbudowali Polacy za PRL. Cynicznie rękami polskich posłów w zasadzie przyślą do Polski ukraińską stal, ukraiński i rosyjski węgiel, wyroby hutnicze. Uwielbiała wyszukiwać te kruczki i zagwozdki do trumny tysiącletniego kraju w katolicyźmie samym, a państwa, które ma kilka tysięcy lat w Słowiańszczyźnie, plemienia,które nauczyło cywilizacji Niemców, Francuzom wyjaśniło, że jedzenie widelcem nie musi być samookaleczaniem. Widziała kto i w którym momencie został podkupiony. Dostrzegała i rozumiała mechanizm tworzenia prawa "na ościennym żołdzie."

Kontrolowała czas na monitornym czasozmierzu. O szesnastej pięćdziesiąt pięć wstała. Kolejny raz już z nadzieją podeszła do okna. Od gór było widać cudne jasne i oszczęśliwiające słońce,a tutaj w mieście padał delikatny niby wiosenny deszczyk. Ptaki znów podkręciły potencjometry strun głosowych. Pogoda wywoływała raźność. Odwróciła się spokojna i podeszła do biurka. Pochowała pieczątki do sejfu i ważne dokumenty. Powychodziła z programów komputerowych. Wyłączyła komputer. Założyła chustę na szyję i kurtkę na plecy, i ręce. Wzięła torebkę i wyszła z gabinetu. Zamknęła jego drzwi i włożyła klucz do zamka. Przekręciła klucz dwa razy w zamku. Złaapała klamkę, nacisnęła i odwróciła się w kierunku schodów. Korytarzem, a potem schodami zeszła dwa piętra do portierni, w której był eks aspirant Policji. Porozmawiali chwilę o jutrzejszej dostawie markowego bimbru i zaletach odpoczynku wieczornego przy kieliszku płynu o mocy siedemdziesięciu procent. Cena się też nie zmieniła. 37 złotych za pół litra rzemiosła artystycznego. Tym razem rękodzieło miało być z nut gruszkowych. Pożegnała się. Odbiła kartę. Przy czytniku nikogo już nie było. Poszła do samochodu, aby nim cztery kilometry pojechać do domu. W domu czekał na nią kochający ją bardzo bardzo mąż, którego i ona bardzo bardzo kochała.

KONIEC

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.