25 października 2021 roku, godz. 11:55

SŁONECZNIKI

Od pewnego czasu z moim Aniołem Stróżem chodziliśmy na spacery po Kotlinie Żywieckiej i cieszyliśmy się październikową złotą jesienią, choć przecież była też bardzo jesienią ognistą, wręcz nawet gęstą, jak gęstą jest krew, tak gęstą była od bordowej czerwieni. Pewnego wtorkowego popołudnia zobaczyliśmy go nad Białym Potokiem. Przeglądał się w prawie stojącej grynszpanowej wodzie, ale krystalicznie przeźroczystej. Stał długo. Pochłaniały go jakieś ważkie, ale smutne myśli. Podeszliśmy do niego. Skrzydła czarne, ale wypolerowane. Szkliły się jak diament, który jest już bliski przeistoczenia się w brylant. Czarny brylant, może czarna perła. Nie, jednak prawie czarny brylant. Przepięknej urody Anioł Ciemności.

- Hej! Czemu jesteś taki melancholijny - zagadnęliśmy. Nie baliśmy się. Diabeł, jak Diabeł. Taki sam jak źli ludzie, tylko bogatszy o cały ten mit, zawarty w religii, sztuce i wieści gminnej.

- Nie wiem. Muszę się zastanowić, co dalej? - odpowiedział i po kilku sekundach cedzącego milczenia dodał - ludzie już mnie nie potrzebują tutaj. Są okrutniejsi, niż może zrozumieć i pomieścić moja głowa. Nie o to nam chodziło, gdy po zepchnięciu nas z raju, chcieliśmy się zemścić, kosztem ludzi na Bogu, nie o to. Nie o to chodzi w piekle i jego konstytucji. Wiecie? W Niebie jest, można by to tak ująć, niż demograficzny. Nie ma naboru do chórów. Mieszkania w domu Ojca pozostają pustymi. U nas przepełnienie, nie nadążamy z budową slumsów, karnych kątów i wież Babel, aby skarcić wszystkich za ziemskości sponiewierane zasady, aby mieszać im języki i rozumy, w chore tępotą łby.

- Nie chcesz się napić ducha puszczy - zaproponowałem - choć z nami do ogrodu, właśnie wróciliśmy z Podlasia, mamy śliwowicy i pigwówki świeże stągwie radości codziennej.

- Dobrze, nie mam nic do stracenia. Zawistnicy mówią, że dla was też miejsca w raju nie będzie, za tą waszą wolność, za to wasze szczęście, wbrew sakramentom i zdaniu porządnych ludzi. Ale komu innemu Bóg, miałby okazać miłosierdzie?

Siedzieliśmy i długo rozmawialiśmy o piekle, ziemi, niebie, kosmosie, szczęściu, cierpieniu, bestialstwie, wyrafinowanym cwaniactwie, wyzysku, chciwości, równości, bimbrownictwie, Polsce, patriotyzmie, polexicie, targowicach, mięsożerności, wieku inicjacji seksualnej i zupach grzybowych na bazie wywaru z konopi indyjskich. Był szczęśliwy. Zapytał, czy chcielibyśmy jeszcze raz wrócić do 21 września 2015 roku i spróbować zyskać tamte dni od poniedziałku do soboty? Byliśmy chętni, ale mieliśmy wątpliwości. Diabeł, to Diabeł. Co jak powrotu nie będzie lub do zmienionego świata. Rozwiał nasze wątpliwości mówiąc:

- Co się martwicie. Najwyżej zyskacie jeszcze raz, te ponad sześć lat, ale zapewniam wrócicie. Honor Diabła, dziś więcej wart, niż niejednego biskupa. Zamierzam częściej do was wpadać na bimber. Może zresztą zostanę człowiekiem. Mam na oku jedną wdówkę. Chcę jej dać drugie życie, nim życie zniszczy jej psychikę i zechce zostać konsekrowaną przez waszego biskupa. Dam jej szczęście, a Polsce worek dzieci.
21 pierwszy września 2015 roku raz jeszcze za sprawą teleportacji dokonanej przez Anioła Ciemności. Wysiadam z pociągu Katowice-Zwardoń w Żywcu i idę do kwiaciarni przed dworcem. Kupuję przecudny bukiet słoneczników, po długich wahaniach, bo ja je uwielbiam, ale czy lubi je ta, której chcę dać swoją wrażliwość, miłość, dobro i, która ma mi je odwzajemnić?

Przyjechała na parking przy Tesco. Jest nieopisywalnie piękna. Dobro, miłość, wrażliwość, mądrość, zdecydowanie i ukochanie piękna i szczęścia emanują z niej milionami feromonów. Nie zastanawiam się. Całuję ją mocno i namiętnie w usta. Najwyżej dostanę w twarz. Odwzajemnia pocałunek. Upuszcza kluczyki na podłogę Toyoty, pod kierownicę, wolne ręce zarzuca mi na szyję. Gotujemy się w smakach swoich ust. Szybko jedziemy do SKOK po emeryturę dla przyszłej teściowej i szybko zanosisz jej. Ja pierwszy raz, czekając na Ciebie, słucham koronki do Bożego Miłosierdzia w Radiu Maryja. Dzień po dniu Diabeł odzyska mnie dla Boga. Tym razem nie zwątpimy na 3 dni i nie wyjadę przemyśleć. Jeszcze tego samego popołudnia, w diabelskiej wersji naszego szczęścia, skonsumujemy się cieleśnie, nie dopiero w sobotę rano, po kolejnych falach Twoich wątpliwości, że musiałam je przerwać podstępem i zdecydowanie życie zmienić w szczęście i rozkosz, dni i nocy.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.