3 maja 2019 roku, godz. 15:46 7,8°C

...:::Iceman - Emerytura::...

Od autora:
Pisząc w 2013 roku opowiadanie "Iceman" myślałem, że będzie to pojedyncze opowiadanie, jednak pewnego dnia odwiedziła mnie Wena i tak oto powstała druga część o fragmencie życia Dariusza.
PS
Jak na razie żaden helikopter nie pojawił się nad moją altanką, więc coraz śmielej chodzę na działkę...

- i po co ci to było, gnoju? -  spytał retorycznie Dariusz.

Trzy dni wcześniej
Zmachany lotem gołąb, przysiadł na dachu gołębnika.  Rozejrzał się wokoło i spostrzegł w oddali mężczyznę koszącego trawnik.  Owy mężczyzna z aptekarską dokładnością dbał, by trawa była odpowiedniej długości i miała należyty kolor. Gdy tak troszczył się o trawę, niespodziewanie zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawił się numer zastrzeżony, więc chłodnym głosem rzekł:
- słucham.
- dzień dobry panie Icemam – usłyszał ze słuchawki promienny głos, głos z przeszłości, którego miał nadzieję już nigdy więcej nie usłyszeć. W tej chwili miał ochotę zakopać telefon gdzieś głęboko, daleko tak by nigdy nikt go nie odnalazł. 
- eee pomyliłeś numer.
- niech pan nie próbuje mnie zbywać, dobrze wiem do kogo się dodzwoniłem.  Mam dla pana zlecenie.
- ja już nie przyjmuję zleceń, przeszedłem na emeryturę.
- He, He – zaśmiał się szczerze głos w słuchawce – w naszej branży, panie Iceman nie ma takiego pojęcia jak emerytura, dlatego zlikwiduje pan Kapuste; zaliczka w wysokości połowy stawki a po robocie druga część.
- nic z tego.
- zapłacę podwójnie.
- nie.
- mi się nie odmawia …klik… pożałuje pan tego – Dariusz już tego nie usłyszał, bo zakończył połączenie. Jak by nigdy nic schował kosiarkę do garażu i poszedł oglądać ulubiony serial.

Dwa dni później, Dariusz jak każdego dnia wybrał się rano po świeże pieczywo jednak coś blokowo drzwi wejściowe. Nabrał rozpędu i z trudem otworzył drzwi. W progu leżały dwa czarne worki foliowe, które z całą pewnością nie były wypchane powietrzem. Nie wyglądały też na paczki pozostawione przez kuriera. Nie były też prenumeratą ani miłą niespodzianką, którą można komuś zostawić w prezencie.  Jak by tego było mało, po drugiej stronie w cieniu ulicy  stał samochód, który od dwóch dni krążył po osiedlu.
W końcu Dariusz podszedł do worków i nożem rozciął jeden z nich. Jego oczom ukazała się znajoma bluzka. Serce na moment się zatrzymało, by po chwili wystartować jak rakieta. Tak, to z pewnością, była bluzka jego córki. Również włosy, które zakrywały twarz, były włosami jego córki. Wszystko wskazywało na to, że jest to jego córka, tylko że jakaś taka bez życia. Ostatnio jak ją widział była bardziej promienna i tryskała życiem a teraz ta fontanna wyschła. Dariusz już wiedział co się stało. Nie musiał nawet zaglądać do drugiego worka, bo wiedział, że w nim na pewno jest jego druga córka. No tak, Hansowi się nie odmawia - pomyślał a po jego policzku spłynęła łza, która po skapnięciu niestety nie ożywiła córki, tak jak to bywa w bajkach. Kolejna łza też nic nie zmieniła. Trzecia, czwarta i piąta tak samo. Zaszlochał.
W Dariuszu coś drgnęło. Poczuł jak by w środku jego głowy coś się zbudziło ze snu. To Bestia, która przed laty została uśpiona i spała jak Śpiący Rycerz, teraz przebudziła się ze snu. Bestia zwana Icemanem gdy tylko otworzyła na nowo oczy od razu zerwała łańcuchy i zaczęła działać.
Po wniesieniu zwłok do domu, Dariusz wyszedł tylnym wyjściem, złapał za siekierę wbitą w pień i ruszył tylną częścią, by skrycie zakraść się do zaparkowanego samochodu, który niepokoił go od dwóch dni. W nim siedziało dwóch dryblasów, jednak Iceman szybko się z nimi rozprawił: siekierą wybił szybę od strony kierowcy, złapał go za głowę i nabił ją na sterczący odłamek szyby. Drugi zanim się zorientował, miał już siekierą rozłupaną głowę.
Ciało kierowcy trafiło na tylnie siedzenie a w jego miejscu zasiadł Dariusz. Odpalił samochód i ze stoickim spokojem pojechał na obrzeża miasta, gdzie mieściła się jego działka.

W niewielkiej piwniczce na ogródkach działkowych Iseman pokroił na małe kawałki swe ofiary. Poćwiartowane trafiły do wielkiej zamrażalki z której wyciągnął loda. Liżąc go wybrał  numer w telefonie. Po chwili usłyszał znajomy głos w słuchawce:
- no co tam Darek, co u Ciebie słychać?
- cześć, musisz się dowiedzieć komu Hans zlecił zadanie likwidacji Kapusty.
- a skąd ta ciekawość? Przecież już w tym nie siedzisz.
- to skomplikowane. Jak będziesz coś wiedzieć, to daj znać.

Godzinę później zawibrował telefon. SMS brzmiał: za piętnaście minut pod wiaduktem. Po pięciu minutach Dariusz był już na miejscu. Dokładnie po dziesięciu minutach zjawił się Krystian.
- i co? spytał Dariusz.
- wszystko wiem ale wpierw powiedz po co chcesz wiedzieć.
Iceman złapał go za kołnierz i przycisnął do ściany.
-  gadaj!
- nie chcę żebyś się w coś wpakował.
- nic ci do mojego życia!
- gdyby nie ty, to już dawno bym nie żył.
- ty znów o tym samym? Było minęło.
- do końca życia będę ci wdzięczny, bo gdybyś przyjął zlecenie Kaczora, mnie by już tu nie było.
- przecież jesteś dla mnie jak brat - Dariusz poluzował uchwyt - wolałem zabić tego suk**syna niż brata.
- wiem, wiem ale zasady, ty nigdy nie łamiesz zasad.
- przestań marudzić jak baba, tylko powiedz mi kto a ja ci powiem o co chodzi.
- no dobra - Krystian poprawił kołnierz i kontynuował - Hans wynajął Apolla do likwidacji Kapusty.
- kogo?
- Apolla; to młody Azjata,  który zyskał sławę po tym jak zlikwidował Starego Jucha.
- przecież komendant zginął w wypadku.
- tak to wyglądało a w rzeczywistości była to intryga Apolla. Nie dość, że zlikwidował Starego to jeszcze zniszczył życie Wulkana, który przyprawił mu rogi.
- nic z tego nie rozumiem.
- Wulkan był wulkanizatorem i bzyknął jego dziewczynę z którą ma dziecko, więc Apollo poszedł do jego zakładu wymienić koła, po wymianie odjechał kawałek i poluzował jedno koło. Podjechał pod dom Starego Jucha i wjechał w niego gdy ten przycinał żywopłot. Na miejscu Policja orzekła, że powodem wypadku było źle dokręcone koło. Apollo zeznał na Policji, że Wulkan mu wcześniej groził, więc oskarżono go o nieumyślne spowodowanie śmierci Starego i Wulkan trafił do więzienia a jego zakład padł; to tak pokrótce.
- hmm, a ma jakąś rodzinę ten Apollo?
- dziewięcioletniego syna i rodziców. Matka dziecka nie żyje, bo ją zlikwidował za rogi.
- a jakieś adresy?
- Apollo z racji wykonywania swego rzemiosła mieszka po różnych motelach i zajazdach a syn wraz z dziadkami mieszka po drugiej stronie miasta, ostatni dom po lewej.
- ok dzięki.
- a teraz powiedz po co ci to wszystko wiedzieć.
- kilka dni temu zadzwonił do mnie Hans ze zleceniem, odmówiłem mu a dziś rano znalazłem zwłoki córek.
- co ?! - Krystiana twarz zmieniała kolory jak kameleon.
- niestety twoja chrześnica i jej siostra nie żyją, dlatego użyj prosze swoich wpływów jako prokurator i zrób z tego wypadek samochodowy, żeby moja żona myślała, że zginęły w wypadku a nie zostały zabite przez jakiegoś psychola  a ja w tym czasie  zajmę się sprawiedliwością.
-  Darek nie rób nic głupiego.
Iceman spojrzał groźnie na Krystiana. Chwila mroźnego spojrzenia skruszyła opory.
- dobra jak chcesz - skapitulował - a tu masz spisane potrzebne informacje, numery i miejsca gdzie ostatnio widziano Apolla.
- dzięki.

- dzień dobry, jestem nauczycielem Szymona, czy może rozmawiam z jego ojcem?
- tak to ja - odpowiedział Apollo.
- to świetnie. Czy mogę dziś do pana wpaść, bo chciałem porozmawiać o pańskim synie.
- coś narozrabiał?
- nie, nie nic z tych rzeczy. Szkoły nie puścił z dymem, he, he!
- to może o siedemnastej?
- świetnie - powiedział Iceman i się rozłączył.

STUK PUK rozeszło się po całym domu. Słysząc to starszy pan podszedł do drzwi a po ich otwarciu pierwsze co zobaczył to łokieć a następnie ciemność.
Iceman wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. Nagle w przedpokoju pojawiła się jakaś kobieta, która widząc leżącego męża i stojącego nad nim obcego mężczyznę zaczęła krzyczeć. Iceman szybko do niej podbiegł i zarzucił na jej szyję żyłkę. Gdy kobieta omdlała puścił ucisk.
Wiążąc do krzeseł małżeństwo Iceman poczuł, że ktoś go obserwuje. Rozejrzał się po kuchni, jednak nikogo nie zauważył. Nagle w oddali pod schodami zobaczył parę małych oczek, oczek za dużych, by pasowały do myszy ale odpowiednio pasujących do dziecka.
- mam cię - powiedział Iceman i ruszył w stronę schodów.

Przed siedemnastą przyszedł Apollo.
- dziś o siedemnastej przyjdzie... w tym momencie zobaczył wnętrze kuchni a w niej zakneblowanych rodziców przywiązanych do krzesła. Od razu wyciągnął pistolet.
- nie radziłbym - zza drzwi wyszedł Iseman trzymający nóż przy gardle chłopca - odłóż ten pistolet. Brzydzę się broni palnej. Różne kwestie powinno się rozwiązywać przy użyciu siły.
Apollo posłusznie odłożył pistolet. Drżącymi rękami zaczął wymachiwać i wołać:
- bierz co chcesz tylko ich nie krzywdź!
Iceman na chwilę się zamyślił i przywiązał chłopca do krzesła po czym rzekł:
- przyszedłem jedynie po sprawiedliwość. Zabiłeś mi córki, więc muszę cie ukarać.
- to jakieś nieporozumienie - próbował się tłumaczyć Apollo jednak Iceman już kierował swoją pięść w jego twarz. Owa pięść trafiła wprost pod oko a następna w policzek. Apollo szybko i zwinnie wślizgnął się między ramiona Icemana, podciął nogę i go obalił. Będąc na górze Azjata zaśmiał się mówiąc:
- powiem ci coś dziadku: zanim je zabiłem, to wpierw gwałciłem je przez całą noc. Eh, już dawno nie miałem tyle uciechy.
Słysząc te słowa Dariusz poczuł jak Iceman dostaje nowych sił. Złapał Apolla za głowę po czym kciuki skierował na jego oczy i nacisnął z całej siły.
- aaa - zaczął się bronić Azjata jednak Iceman uniósł biodra i zwalił go  z siebie a następnie dosiadł.
- oliwa jest sprawiedliwa i na wierzch zawsze wypływa - powiedział Dariusz po czym zaczął nawalać łokciami po twarzy Apolla. Po chwili się opamiętał, bo potrzebował go żywego.

Z gałęzi na parapet wskoczył rudy kot. Rozejrzał się po pokoju i szybko sobie uświadomił, że nie jest to dobry moment na żebranie o mizianie.

Zimny wiatr trącający swym chłodem spowodował nagłe ocknięcie Azjaty. Przez zakrwawione oczy zauważył swych bliskich przywiązanych do krzeseł. Próbując wstać poczuł, że jest przywiązany do łóżka. Co gorsza, był przywiązany nago.
Dariusz widząc, że Apollo już nawiązał kontakt ze światem klepnął go w czoło.
- patrz na to - powiedział i rzucił nożem. Nóż wpił się prosto w serce starszego pana. Kolejny lecący nóż trafił w serce starszej pani.
- Apollo, dziecko drogie, czy zauważyłeś, że masz do prawej ręki przyklejony pistolet? Tak, to ten sam, którym we mnie mierzyłeś. Ja nie lubię tego rodzaju broni ale skoro ty lubisz - urwał na moment - hmm no to proszę bardzo. Jest w nim jeden nabój. Jeden nabój wystarczy żeby zabić twego synka. Pistolet jest wymierzony wprost w brzuszek małego Szymonka.
Apollo szarpiąc się z węzłami próbował coś powiedzieć, jednak wciśnięta szmata w usta blokowały słowa.
- mówiłeś coś ? - spytał Dariusz - nie słyszę, więc się nachylę.
Stawiając kropkę w zdaniu Iceman z całej siły wymierzył łokieć na wątrobę Azjaty a ten z bólu zacisnął pięści.
Padł strzał.
- a teraz patrz jak pomału umiera twój syn.
Iceman w towarzystwie płaczu i jęków zapakował starsze małżeństwo do worków po ziemniakach i wyszedł. Podczas gdy rozprawiał się ze zwłokami w swej piwnicy, chłopiec umierał w męczarniach.

Apollo ze łzami w oczach wciąż wpatrywał się w martwego synka.  Nie mógł nic zrobić. Chciałby się zemścić na oprawcy ale niestety nie umiał wyswobodzić się z więzów.  Mógł jedynie leżeć i wyobrażać sobie jak zabija Icemana.

Dariusz z kantorka wyciągnął miotłę i zarzucił ją na ramię. Wchodząc po schodach czuł jak Iceman szaleje w jego głowie. Jeszcze nie rozprawił się do końca z Apollem a już obmyślał plan zemsty na Hansie.  W końcu stanął przed drzwiami. Wziął głęboki oddech i wszedł.
- i po co ci to było, gnoju? Spytał retorycznie Dariusz - jak tam się miewa twój synek? Oj marnie coś... ale nie martw się; mówiłeś, że miałeś uciechę z gwałtu, więc zaraz dam ci tyle uciechy, że aż się posrasz!
Uciecha, która była wymierzoną miotłą w odbyt Azjaty szybko stała się udręką, bólem, etc.
Iceman bez odpoczynku wciąż rytmicznie z całych sił popychał miotłę, tak, że prawie gardłem wychodziła Azjacie.
Głaszcząc włosy Apolla spytał:
- i jak się masz ?
Słysząc mruczenie zza szmaty, wyciągnął knebel z ust i rzekł:
- mówisz, że masz ochotę na loda? Czekoladowego? Z polewą truskawkową?
Po czym wyciągnął miotłę z której ciekła krew i osraną końcówką włożył w usta Azjaty. 
Wymierzanie sprawiedliwości trwało całą noc. Nad ranem Iceman otarł pot z czoła i odsapnął. Zapakował nieprzytomnego Apolla do worka po ziemniakach i wyniósł z domu do bagażnika samochodu.

Na poboczu, nieopodal lasu, Dariusz zaparkował samochód i wybrał się na spacer dźwigając na ramieniu worek z zapakowanym Apollem. Po paru minutach doszedł do skał i wszedł między nie.  W środku był pal do którego przywiązywał w przeszłości swe ofiary, by w spokoju mogły się nimi zająć wygłodniale szczury.
Po przywiązaniu Azjaty do pala wziął łyk wody i splunął w nieprzytomną twarz Apolla.
- Budzimy się - rzekł Iceman po czym odszedł sobie.
Szczury gdy tylko zobaczyły znikający cień Dariusza zaczęły wychodzić ze swych kryjówek.

Na dębowym stole leżały dwa telefony. Nagle jeden z nich zaczął dzwonić. Siedzący w fotelu mężczyzna poderwał się i chwycił za telefon. Po przyłożeniu do ucha usłyszał znajomy głos:
- dzień dobry panie Apollo, mam dla pana nowe zlecenie.
- Apollo w tej chwili tańczy ze szczurami a ty niebawem zatańczysz ze mną, Iceman powrócił.

PetroBlues Kociamber
 25 lutego 2020 roku, godz. 3:44

Masz mały błąd:) "chciałbym porozmawiać o SYNU" :) "o synie" to niepoprawna odmiana:)

piórem2 magdalena
 3 maja 2019 roku, godz. 17:10

Fajne. Trochę krótkie no ale niech będzie.