21 maja 2020 roku, godz. 22:58 4,2°C 51

Moje Amarillo

Obejrzałam ten film ze łzami w oczach. A jeszcze, gdy dowiedziałam się, że jest na faktach... Tak, 8. marca mam zamiar obejrzeć jego powtórkę, aby znów zapłakać nad losem Briana... Urodził się on 9. marca. Urodził się w mojej myśli, w moim sercu. To powtórkę filmu dadzą dzień przed jego urodzinami. Szukam na amerykańskiej mapie miasteczka Amarillo. Pięknie brzmiąca nazwa miejscowości gdzieś w stanie Teksas. Teraz, gdy to piszę, słucham muzyki z tego filmu. Mam ciarki. Miałam je podczas oglądania filmu. Brian był punkowcem, który stracił życie w walce z miejscowymi osiłkami. Dwie grupy ludzi, którzy się nienawidzili, egzystujący na dwóch różnych biegunach. Młody człowiek przejechał Briana swoim samochodem. Był potem proces. Miejscowy osiłek został oczyszczony z zarzutów. I tak sobie krążę palcem po stanie Teksas i wiem, że w Amarillo nigdy nie będę. A dzisiaj pomyślałam, czy to miasto posiada swój rynek? Bo ten rynek teraz istnieje i kroczy po nim stopa ludzka... Brian zginął w roku 1997. Był niewiele starszy ode mnie. Ale nie przypominam sobie, ażeby w tymże roku mówiono coś we wiadomościach o jego śmierci. A może nic nie mówili. Brian zniknął z mapy mego Amarillo. Z mapy mego świata. Ale nie zniknął z mapy Wszechświata, jest bowiem zielonym Pulsarem, tak jak zielonego miał irokeza. A miał chłopak ten pomysły związane z muzyką. Miał dziewczynę, znajomych, rodzinę. Brian. Teraz to imię mi się podoba. I wcale nie będę krzywo patrzeć już na naszych polskich Brajanów. I tak się zastanawiam, co myślał ten młodzieniec, który przejechał Briana swym wypasionym autem? Był to bezmyślny akt. Morderstwo, które uszło mu na sucho. Kierowca auta przejechał człowieka wartościowego. „Bezmyślnym życiem żyć człowiekowi nie warto.” Bo ten akt zbrodni był bezmyślny i nie powinien mieć miejsca. Tam, gdzieś w moim Amarillo, w którym nigdy nie będę. Miasteczko to jest tylko punktem na mapie, a tak wiele się tam zdarzyło. Wejrzeć w ten punkt i zamieszkać w moim Amarillo, które rośnie już w mym sercu. Właśnie film "Bomb City" zadziałał jak bomba w moim sercu. Spadło wiele bomb mych łez na ten padół ziemski. Łzy spadły też na atlas - tam, gdzie moje Amarillo. Na mapę koloru zielonego, tak jak zielony był irokez Briana. I nagle eksplodowała mapa zielonym irokezem na cały świat! Wszyscy dowiedzieli się, kim był Brian Deneke. I wszyscy wiedzieli, że był dobry i wartościowy. "Bomb City". Brian - bombowy chłopak z mego Amarillo, w którym nigdy nie będę, a który swym zielonym irokezem wrył się w myśli i serce moje.

motylek96 EwaRozalia
 22 maja 2020 roku, godz. 8:03

Oglądałam już jakiś czas temu. Film wycisnął łzy i nasunął po raz kolejny myśl.
Dlaczego ludzie nie potrafią zaakceptować innego stylu życia, od tego jaki sami prowadzą. Dlaczego uprzywilejowanym prawie wszystko uchodzi płazem...