11 sierpnia 2020 roku, godz. 15:09 21,0°C

Rozmowa z Miłością

Noc... znów bezsenna. Tydzień, a może dalej temu usłyszałem od niej:
– Wybacz, ale to się nie uda. Nie chodzi o ciebie tylko o mnie, nie gniewaj się.
Te słowa w różnych wariantach słyszałem już kilka razy. Czasem po prostu znikały, bez żadnych słów. To było przykre i bolało.
Znów prześladują mnie myśli: co robię nie tak? Dlaczego mam takiego pecha? Przecież nie jestem głupi, najbrzydszy, czy leniwy przesadnie... wszystko się sypie, bo nie ma w moim życiu Miłości. Całkiem nie ma, nie ma i już.
Chyba płakałem... w chwili totalnej rozpaczy, patrząc w sufit, zacząłem desperacko powtarzać w duszy:
– Błagam! Tak bardzo pragnę Miłości! Nie mogę żyć bez Miłości! Niech przyjdzie do mnie Miłość! Błagam! Błagam!
...
– Jestem! – powiedziała Miłość. Spójrz na mnie.
Siedziała w fotelu przy oknie. Wyglądała na zmęczoną i była podobna do udręczonego podróżnika. Prawdopodobnie miałem wątpliwość wypisaną na twarzy, bo Miłość uśmiechnęła się i powiedziała:
– Mogę zmieniać swoje oblicza. Mogę być taka…
W jednej chwili zmieniła się w zachwycającą, iskrzącą srebrem Królową Śniegu.
– Albo taką…
Na miejscu Królowej siedział teraz wesoły brzdąc w wieku około 5 lat, z buzią utytłaną czekoladą.
– Taką też…
Czuły obrazek młodej kruchej dziewczyny grającej na skrzypcach.
– I taką…
Namiętna, płomienna, nieokiełznana Carmen.
– Jednym słowem, każdy ma własny obraz mnie, podsumowała.
Na fotelu znów siedział udręczony podróżnik.
– Wołałeś mnie. Po co? – spytała Miłość zniecierpliwiona.
– Jak to po co? – powiedziałem niepewnie. Chcę Miłości. Chcę, żebyś była obecna w moim życiu. Zawsze. Wszyscy mają Miłość, ja też powinienem mieć.
– Nikomu nic nie jestem winna, – sprzeciwiła się Miłość. Tam, gdzie pojawia się wyraz „powinienem/powinnam” ja nie mieszkam. Odchodzę. Albo umieram.
– To ty nie jesteś nieśmiertelna? – zdziwiłem się.
– Często jestem zabijana. Powstaję z popiołów, jak Feniks albo odradzam się w innym miejscu, w innym obliczu, w innej jakości. Pod tym względem jestem nieśmiertelna.
– Ale w jaki sposób można zabić Miłość?
– Zabijają mnie Pretensjami, Krzywdami, Kłamstwem, Zdradą, Zazdrością, Dążeniem do niepodzielnego posiadania oraz wyrazem „powinienem/powinnam” – westchnęła smutno Miłość. Przez całą swoją historię ludzkość wymyśliła bardzo wiele sposobów zabijania Miłości.
– Tak, to prawda, Miłość często jest nieszczęśliwa – powiedziałem.
– Nie, mój drogi, Miłość to właśnie jest Szczęście. Jeśli Miłość jest nieszczęśliwa to nie jestem ja, pomyliłeś mnie z kimś innym.
– Ale z czym można pomylić Miłość? – zdziwiłem się jeszcze bardziej.
– Z namiętnością. Z pragnieniem, by być komuś potrzebnym. Z dążeniem, by dowieść, że nie jesteś gorszy od innych. Z chęcią korzyści. A bo to mało rzeczy, z którymi mylicie Miłość? Ludzie bez przerwy mylą jedno z drugim. Większość z was po prostu nie wie, co to jest Prawdziwa Miłość.
– Poczekaj! Przecież przeczytałem tyle książek o miłości! Każdy wie, co to jest Miłość: Romeo i Julia, Otello i Desdemona, Anna Karenina.
– Chłopcze, czy ty wiesz, co mówisz?? roześmiała się Miłość. Naprawdę myślisz, że to ja? Miłość – truję, duszę, unicestwiam, zabijam??
– Ale to przecież z Miłości?! Przez ciebie! Z twojego powodu!
– Nie – ze smutkiem odparła Miłość. To ze strachu. Ze strachu przed utratą. Ze strachu przed odrzuceniem, przed byciem oszukanym. Ze strachu przed samotnością. To Strach zabija Miłość, chłopcze.
Całkiem się pogubiłem. Miałem chaos w głowie... wszystko, w co dotychczas wierzyłem, co było pewne i niepodważalne, nagle stało się płynne i efemeryczne.
– No to jaka jesteś naprawdę? – spytałem.
– Naprawdę jestem cierpliwa, nie zazdrosna, nie wyniosła, nie pasywna, nie patrzę na korzyści, nie irytuję się, nie mam złych intencji, kocham prawdę, wszystko naprawiam, we wszystko wierzę, na wszystko mam nadzieję, wszystko zniosę.
– Na wszystko masz nadzieję, wszystko zniesiesz – powtórzyłem. Ja też jestem gotowy we wszystko wierzyć i wszystko znosić i mieć nadzieję. A ciebie wciąż nie ma, nie przychodzisz. Dlaczego mnie omijasz?
– Bo ty się mnie boisz – odpowiedziała Miłość zmęczonym głosem. Przychodzę, stoję obok, ale wolisz mnie nie zauważać. Nie pozwalasz mi zamieszkać w swoim sercu.
– Ja? Boję się?? Miłości??? – zdenerwowałem się. To nieprawda!
– Boisz się bólu. Uważasz, że Miłość to nieuchronny ból.
– A czy tak nie jest?
Miłość zaczęła mnie drażnić swoimi paradoksami.
– Nie jest! – zaprzeczyła Miłość. Nie ma we mnie żadnego bólu. Ludzie to sobie wymyślili. Jestem piękna. Lekka. Wolna. Jestem jak motyl na dłoni. Trzymałeś kiedyś motyla na dłoni?
– W dzieciństwie – przypomniałem sobie. Stałem bez ruchu i podziwiałem, prawie przestałem oddychać.
– A gdybyś zacisnął pięść?
– Motyl by zginął.
– Ja też ginę, kiedy ktoś próbuje mnie przytrzymać. Zacisnąć pięść. A czasem ktoś mnie w ogóle chce zasuszyć i nadziać na szpilkę, jak trofeum – wyszeptała Miłość. Co wy ze mną robicie, ludzie? I ze sobą?
Zapadła cisza... milczeliśmy chwilę razem. Przed oczami miałem swoje życie. Ileż to razy zaciskałem pięści. Łapałem za skrzydła. A potem płakałem nad zimnym ciałkiem Miłości, nie rozumiejąc, czemu umarła. Miłość pokiwała głową, zgadując moje myśli:
– Tak, zachowywałeś się jak nierozumne dziecko. Złapać, zatrzymać, nie puścić, zniewolić. To takie ludzkie.
Spojrzałem na Miłość jakimiś innymi oczami. Oto siedzi na fotelu Motyl, którego zmienili w udręczonego podróżnika. Ja zmieniłem! Sam, nikt mi nie kazał... a teraz wciąż czegoś od niej wymagam. Każdy czegoś od niej wymaga, wymaga, wymaga i zaciska coraz mocniej pięść, urywa te kruche, kolorowe skrzydełka, łamie je, gniecie. Łzy ciekły po mojej twarzy.
– Miłości, a co ja mogę dla ciebie zrobić? – spytałem łkając.
– Przyjąć mnie jak dar. Nie ograniczać mojej wolności. Po prostu daj mi miejsce na swojej dłoni – poprosiła Miłość. Przecież ja też tak bardzo tęsknię do ludzi.
– Nie odejdziesz więcej? – spytałem.
– W ogóle nigdzie nie odchodziłam – powiedziała Miłość – Zawsze jestem obok. I zawsze czekam...

Pewnie miałem dobre, jasne sny, bo obudziłem się z uśmiechem. A gdy odsłoniłem okna, zobaczyłem, że w nocy padał deszcz. Kałuże połyskiwały w słońcu. Świat był odnowiony, odświeżony i radosny. A na szybie siedział rozkoszny, nieprawdopodobnie piękny motyl...

Uzupełnienie:
Miłości nie zatrzymasz na siłę... nie wymusisz, nie wypłaczesz, nie wyczekasz, nie wyprosisz u Kogoś...
Ona jest... albo jej nie ma

kati75 Kati
 12 sierpnia 2020 roku, godz. 8:54

treść ciekawa,podoba mi się;-)

maba
 11 sierpnia 2020 roku, godz. 16:53

Bardzo plastyczny tekst, świetne obrazowanie. "Włącza" wyobraźnię. A ten motyl, jak z filmu " Alicja w krainie czarów" :)