19 maja 2020 roku, godz. 16:31 1,0°C 39

W obliczu zagrożenia

Nigdy nie dostrzegałem zagrożeń i konsekwencji wynikających z eksploatowania i niszczenia matki natury. Świat widziałem oczami egoistycznej osoby, która brała więcej niż dawała przyrodzie. Kiedy zdałem sobie z tego sprawę, zmieniłem swoje podejście do istotnych życiowych wyborów. Na moje decyzje wpłynęła panująca epidemia. Uświadomiłem sobie to, że istnieje w innej rzeczywistości niż ta, która była kilka tygodni temu. Świat zatrzymał się a ja z nim. Praca, dom, zakupy, kontakty międzyludzkie były dla mnie najważniejsze. Zamknięty w czterech ścianach zauważam teraz, że to nie są najistotniejsze moje plany. W obliczu zagrożenia śmiertelnym wirusem przewartościowałem swoje życie. Przekonałem się, że solidarność i życzliwość międzyludzka jest najcenniejszym wyrazem uczuć. Ten punkt widzenia stał się dla mnie nadrzędnym celem. Pojąłem, że świat muszę zacząć zmieniać od siebie. Zrozumiałem, że wszystkie działania muszą płynąć z serca. Nic nie może być odkładane na jutro.
Obecna sytuacja stała się dla mnie pozbawioną racjonalnych przewidywań okolicznością. Można powiedzieć, że nikt takiego obrotu sprawy się nie spodziewał. Tak samo wróżenie z fusów byłoby dużym nietaktem. Dalsze wydarzenia na świecie powodują, że ludzie boją się o swoje zdrowie i życie. Panika na giełdach i zaostrzenia epidemiologiczne społeczeństwa dają do myślenia czy to jest już za późno dla ludzkości.
Liczba zakażonych osób jest zatrważająca. Czy to najczarniejszy scenariusz czy może być jeszcze gorzej? Tego nie wiem i zapewne nikt tego nie wie. Wstaje z łóżka przekonany, że ten dzień będzie lepszy od minionego. Modlę się do Boga o łaskę i zdrowie dla mojej rodziny i osób pogrążonych w chorobie. Przejmuje się tym, co pokazują media. Zadaje sobie pytanie czy to kara za grzechy czy początek końca świata. Nigdy nie znajdę odpowiedzi na te pytania.
Człowiek powinien żyć w zgodzie z samym sobą i naturą. Zachować harmonię ciała i ducha. W codziennym życiu nie myślałem o tym jak będzie wyglądała planeta i co uczynię by była jeszcze czyściejsza i w jakim stanie zostawię ją następnym pokoleniom. Uważam, że globalna walka z koronawirusem uzmysłowi rządzącym, że bezcenną wartością jest nie kapitał, lecz środowisko. Nie wiem ile osób umrze a jak dużo zachoruje. Obecnie cały świat wstrzymał oddech. Nie wiadomo, co będzie za kilka tygodni czy miesięcy. Każdy tak jak ja jest przekonany, że trzeba zachować zimną krew i nie poddawać się epidemii. Słuchać zaleceń i czekać. Nie wychodzić z domu.
Wydaje mi się, że zaczyna się nowy rozdział w historii ludzkości. Epidemia jest jednym z zagrożeń, którą musi pokonać człowiek. Przeżyją tylko ci, którzy zachowają wiarę i będą solidarni z innymi ludźmi. Wojna z tym wirusem może być zabójcza dla gospodarki. Myślę, że wartość pieniądza będzie coraz mniejsza. Przestanie mieć znaczenie gotówka a zacznie się liczyć wzajemna życzliwość i pomoc. Mam nadzieje, że nie cofniemy się do epoki średniowiecza gdzie handlowano towar za towar. Taka okoliczność może wydawać się prawdopodobna, gdy produkcja dóbr zostałaby wstrzymana. Ludzie straciliby miejsca pracy i źródło utrzymania. Taka wizja rzeczywistości jest jak najbardziej możliwa. Moje wyobrażenia dotyczące panującej zarazy mogą się spełnić. Świat to globalna wioska, która jest powiązana wzajemnymi łańcuchami połączeń gospodarczych i finansowych. Każde przerwanie jednego z nich powoduje zator w krwiobiegu ekonomicznym i społecznym. Taka sytuacja może być zapalnym ogniwem do wybuchów lokalnych konfliktów. Walki o żywność i wodę. Takie działanie może przemienić się w światową wojnę.
Wspomnienie czasów Drugiej Wojny Światowej przez weteranów walczących w powstaniu warszawskim wystarczy by pojąć sobie, czym jest nienawiść i zło. Na czym polegała walka o dobro i świadomość istnienia swojego państwa. Wszystko to wiąże się z obecną sytuacją. Brakuje nam bohaterów, osób pokazujących bezcenną walkę z istniejącym niewidocznym wrogiem. Można powiedzieć, że takimi osobami są obecnie lekarze i pielęgniarki. Ich poświęcenie i praca warta jest uznania i podziwu.
Nie jestem w stanie pomyśleć jak wyglądałoby nasze życie gdyby nie udało się zwalczyć epidemii. Taka sytuacja ma swoje konsekwencje demograficzne i związane z tym drastyczne zmniejszenie populacji, czyli śmierć większości zarażonych koronawirusem. Prawdą jest, że nikt takiej możliwości nie zakłada. Żyję mając nadzieję, że pokonamy zarazę. Czy jesteśmy na początku tej drogi czy raczej czeka nas światowa zagłada? Nie znam odpowiedzi na te pytania i nikt ich nie zna. Świat zmienia się na naszych oczach. Jestem przekonany, że po ustaniu pandemii zmieni się nasze podejście do rożnych ważnych spraw. Od nas zależy jak ta rzeczywistość będzie teraz i po epidemii wyglądała. Najważniejsza jest żyć w zgodzie z naturą. Przyroda daje nam lekcje pokory. Ten wirus jest żółtą kartką byśmy się opamiętali i nie prowadzili gospodarki rabunkowej. Ten krzyk jest wołaniem by człowiek zmienił swoje podejście do przyrody. Ta lekcja może skończyć się dopiero, gdy uświadomimy sobie, że śmierć jest kolejnym cyklem istnienia.
Dzisiejszy świat potrzebuje swoich bohaterów. Każdy z nas może nim zostać. Wystarczy zacząć zmieniać swoje nawyki i oszczędzać dary matki ziemi. Żyć w zgodzie z nią. Ten apel jest wyrazem mojej troski i wołaniem człowieka, któremu jest bliski los ludzi i naszej planety. Nie wiem, co zrobię po zakończeniu narodowej kwarantanny. Na pewno zmienię swoje dotychczasowe złe przyzwyczajenia. Wyrzucę niepotrzebne rzeczy z szafy i dam je potrzebującym. Przestanę jeść dużo przetworzonej żywności. Będę cieszył się z małych chwil mojego życia. Pielęgnował dobre relacje z ludźmi, których cenię i kocham za to, co wnoszą do mojego życia. Te i inne postanowienia są dla mnie ważne i mam nadzieje, że jak najszybciej wprowadzę je w życie. Mimo wszystko nie poddaje się. Wierzę, że inni pójdą za moim przykładem i wspólnie uratujemy ziemię.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa RobertMichal, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.