18 stycznia 2021 roku, godz. 23:11

Opowieści zajechanej (6)

Nazajutrz, po powrocie z pracy zadzwoniłam do Filipa. Kobieta Zostaw-Go-W-Spokoju-Dziwko nie pozwoliła porozmawiać. Kilka moich prób dzwonienia zakończyła kobieta Przez-Ciebie-Zachorował-Mój-Syn. Potem już dałam sobie spokój. On też nie dzwonił. A ja nadal go kochałam. Tak bardzo potrzebowałam wtedy jego bliskości.
Chciałabym, żeby mnie tu w tym miejscu nie było, chciałabym wrócić do czasu, w którym wszystkie decyzje tylko z pozoru jeszcze nie zostały podjęte. Przez nikogo oprócz mnie samej. W tamtym czasie wydawały się dobre. Dzisiaj są jak pełzająca śmierć, dla której nie jestem stworzona. Nie jestem też przed nią chroniona. Nie jestem przygotowana. Przyjmuję wszystko, nie znam słowa „nie mogę”. Jestem jak nieszczelna łajba jak sparaliżowany żółw. Bawię się w życiu, lecz ciągle przy tej samej muzyce.
Linia mego istnienia?. Ani straszna, ani też przyjemna. Brakuje mi zawsze jednego dnia, aby zjawiska miały sens. Mój stan umysłu to najwewnętrzniejsze jądro i najzewnętrzniejsza ciemność.
Pomijając wszystko, jestem uprzywilejowana jak cholera. Jestem zdrowa, mam co jeść, mam finansowe zabezpieczenie, ale nigdy pewnie dosyć seksu i pieniędzy.
A jednak. Dopada mnie nagły defetyzm. Dlaczego miałabym wprowadzać zmiany? Ciągle pytałam.

Minęły dwa miesiące.

Wtedy podjęłam decyzję wyjazdu do Afryki z grupą lekarzy i personelu medycznego. Polska Misja Medyczna miała trwać pięć lat. Elżbieta stwierdziła, że zwariowałam.
Wcześniej przed wyjazdem byłam też u Romana, wziął mnie za rękę i powiedział:
— Mała, jedź i wracaj. Nie jesteś stworzona do tej roli, zginiesz wśród choroby i nieszczęścia. Co z twoim życiem i karierą. Będzie ci ciężko. Spłyniesz w dół rynsztoka, ale wypłyniesz. Rób tylko to, w czym jesteś dobra. Jak nie spróbujesz, nie dowiesz się nigdy, na czym ci w życiu zależy.
A ja pragnęłam oczyścić się z tej toksycznej miłości. Wtulona w jego ramiona szlochałam jak mała dziewczynka.

Pół roku potem. Nie posłuchałam nikogo – leciałam do Kenii.
Wysoko w górze rozpamiętywałam swoją decyzję. Pytanie, czy dobrze zrobiłam, pojawiało się jak mantra. Na kolanach leżał przewodnik po Kenii, lecz ani razu nie zerknęłam do niego. Myśli uciekały do Filipa. Zamknęłam oczy i nie wiem, kiedy przysnęłam.
We śnie wysyłałam pocztówki ze świata do ludzi, których nie znałam. Wahałam się, o czym do nich pisać, czy mówić całą prawdę, próbować je swoim losem uszczęśliwiać, a może zwierzać się z dolegliwości, jakie szykował los. Pojawiały się też osoby, które znałam, lecz one szybko znikały. Nie zdążyłam rozwiać wątpliwości, kiedy się obudziłam. Kilka kartek po tym śnie pozostało. Każda ostemplowana. Zabrałam je ze sobą do rzeczywistości. Tam w górze tego jeszcze nie wiedziałam, że zaznaczą one najważniejsze etapy walki - potyczki i potknięcia. Cienie zwycięstw.
Może los kreślił inny kształt, ale w albumie moich dziejów tylko te akapity wydawały się ważne… cdn

onejka onejka
 19 stycznia 2021 roku, godz. 21:16

Ciągu dalszego nastąpienia czekam !

Recerz Max
 18 stycznia 2021 roku, godz. 23:19

Oj tak, ucieczki daleko w świat mają coś autodestrukcyjnego i regenerującego zarazem.

zielonakredka ula a może marta  19 stycznia 2021 roku, godz. 8:43
Edytowano 19 stycznia 2021 roku, godz. 8:48

Tylko, że nie zawsze ucieczka jest dobrym doradcą. Pędzimy na oślep, nie wiedząc co nas tam czeka. Pozdrawiam

maba Ewka... albo nie
 18 stycznia 2021 roku, godz. 23:17

Czekam.

zielonakredka ula a może marta  19 stycznia 2021 roku, godz. 8:44

Super :)