18 listopada 2022 roku, godz. 19:25 17,5°C

- rytuał -

Mogłoby być dość późno. Pora jednak nie grała roli. Można pomyśleć, że pora nigdy nie gra roli, pełni funkcję scenarzysty, dlatego staje w tle i wyczekuje na swój moment chwały, chociaż to bardziej jak duma rodziców z sukcesu dziecka.

- Zapomniałem, jak się wyrażać, zapomniałem całkowicie języka - mówił do siebie - nawet nie wiem, czy jest mi to teraz potrzebne. Myślałem kiedyś - słowa mają moc - to brednie ludzi, którzy klepią litanie. Słowa przecież nie mają mocy. A przynajmniej do nich ta moc nie należy. To nie samochód ma moc, a silnik.

Czasem chciałbym odejść, jednak nie w stylu samobójcy. Założyć płaszcz, wyjść z domu, iść przed siebie lub krążyć w kółko drogami, które znam na pamięć. Nie wiele mogłoby się to różnić od normalnego, ludzkiego życia, które powinno się liczyć ilością okrążeń w sposób bardziej dosłowny, niż poprzez dni, miesiące lata. Dzisiaj wykonałem jedno okrążenie po określonym trasie. Okrążenie, niby nie ma kształtu okręgu, czasem to kwadraty, zygzaki, jednak okrążeniem jest dlatego, że ma swój początek i koniec w tym samym miejscu - w domu.

I jakby teraz do niego dotarło: "Czy kiedykolwiek byłem w domu? W tym domu, który ma wydźwięk emocjonalny, emocjonalne, sentymentalne skojarzenia i stanowi niemalże rdzeń osobowości. Nigdy i nigdzie nie czułem się jak w domu. Owszem, były miejsca, w którym czułem się komfortowo, ale był to komfort wyuczony, oschły, a w pewnym sensie komfort, który wynikał z ucieczki przed stresem i byciem, jako takim. Nigdy nie miałem domu. Gdybym miał nazwać domem to, gdzie żyłem lata temu, byłby to dom zły, dom grozy, dom woskowych figur. Nie potrafię teraz powiedzieć, czy źle mi ze samym sobą, co raczej jest wątpliwe, czy źle mi ze sobą pomiędzy ludźmi. Raczej to drugie. Ciągły dyskomfort dokucza, ponagla, potrafi nawet sponiewierać. Może to dlatego, że dalej nie wiem, kim jestem. Czasem patrzę na to życie wstecz i mówię do siebie: tak, to istniało, ale ty nie istniejesz. Przestałeś istnieć jeszcze jako dziecko. Teraz istnieje wszystko, tylko ty nie istniejesz. Robi się cicho. Robi się pusto. Wszystko jest mi obce, teraz jednak jest mi również zupełnie obojętne. Jeśli sam dla siebie nie mam wartości, bo przecież nie istnieję, czemu cokolwiek innego miałoby mieć wartość. Jesteś ludźmi. I to mnie za każdym razem uderza i wierzę w jungowski ratunek. I wierzę, że żyję, ale patrząc znowu głębiej, nie wierzę, bym miał duszę. Jakby ją zatraciłem. Jakby straciłem z oczu. Nie umiem znaleźć jej w sobie. Być może nie chcę. Być może pomiędzy umysłem a duszą toczy się pewna walka. Umysł ma przewagę fizyczną, bo jako pierwszy dotyka ciała, umysł jest cielesny, dlatego ma przewagę nad człowiekiem. Może żaden człowiek nie istnieje? I to jest jedną z największych zalet, jakie przyszło nam doświadczyć. Może robimy nic więcej, jak próbujemy potwierdzić swoje istnienie, po to, by finalnie przestać istnieć nawet w fizycznej formie. Żyjemy w kłamstwie. Żyjemy w umyśle. Żyjemy w ciele. Jest nam bezpiecznie. Jest nam wygodnie. Czego chcieć więcej?

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Jacob_Filth, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.