6 stycznia 2021 roku, godz. 21:32 59,5°C

nie dla mnie historie bez zbędnych słów

Minęło już kilka lat odkąd postanowiliśmy nauczyć się żyć bez siebie. Może nawet bardziej była to moja decyzja, ale nie dałeś rady okazać się dla niej przeszkodą, więc dzielę winę na dwoje. Patrząc dziś na Twoją obrączkę widzę, że wyszło na dobre to nam obojgu. Zamienić niepewność na "tak", krzyk na spokój, szarpanie na spokojną rozmowę, tęsknotę na bliskość, natchnienie na dzieło, brak snu na poobiednią drzemkę, dziką nieufność na wspólne oswajanie codzienności... W całym tym szaleństwie była metoda - poznałeś czego Ci brakowało. Ja chciałam dryfować, Ty mówiłeś o ryzyku, w oczach mając dom...

Mały pokój z pościelą bez zapachu, bez wyrazu, bez klimatu, prawdziwy, ale nierealny... Zbyt mały, by pomieścić nas razem, dlatego jedno obok drugiego, może bliżej niż zwykle, ale wciąż osobno. Nie pasowałam tam. Duszno od natarczywej ciszy, ciasno od bezsensu słów, nawet spojrzenie stawały się zwyczajnie fizyczne... Kiedy stąpasz po ziemi nie potrzebna Ci nadzieja. Ty chciałeś stanąć na nogi, ja unosić się na wodzie. Chciałam zobaczyć dokąd nas to zaprowadzi, Ty opowiadałeś o naszym jutrze. Nie ufam obietnicom. Chciałam wierzyć uczuciu, które w swoim pięknym stylu zmienia kolejny dzień. To było jak pragnąć mieć w Tobie przyjaciela, a Ty proponowałeś wspólny kredyt we frankach...

Uszanowałam Twoją decyzję o odcięciu wszelkich więzi. Było mi łatwiej, bo wbrew pozorom nie przywiązuję się do tego, co niestabilne - w chwilach zawahania moglibyśmy upaść razem. Sama nie wiem, może proponowałam tę przyjaźń trochę z grzeczności? Czułam, że gdzie indziej jest nasze piękno. Nie potrafiłeś mnie skrzywdzić, bo widziałam jak w tej całej złości sam cierpisz. Chciałeś wibrującym głosem wplatać się w umysł, szydząc i poniżając w tak subtelny sposób, by był niemal jak sztuka upokarzania. Pragnąłeś zniszczyć aż do niemocy, bólu, do bezradności, do momentu, w którym nie zdołam powstrzymać łez, rozpadnę się na chaos i bezład, na ból i cierpienie, które mnie wypełni... A wtedy, wtedy z ironią, z tą dziwną ironią, przez którą przemawia niesmak, powiedzieć "Witam cię w moim świecie". A z drugiej strony, w całej czułości, pragnąłeś okazać to wszystko, co było w Tobie, to, co potrafiłeś stworzyć dla kogoś, nie zmieniając się, a będąc kolejnym sobą, który potrafi być również taki, by być dla kogoś, służyć samą choćby obecnością, pragnąc ukazać i przekazać dobro.

Zawsze pojawiała się w Tobie wizja zła, gdy cierpiałeś. Pragnąłeś, by cały świat cierpiał, gdy cierpiałeś przez człowieka. Nie nauczyłeś się, że ludzkie wybory mogą być podyktowane sentymentem, dlatego pozwalałeś na utratę własnej wartości, znaczenia, rozumu, pozostając w tej jednej pustce, w tej, gdzie brakuje ci kogoś obok. Tylko wtedy, gdy bardzo chciałeś być dla kogoś, czułeś, że nikogo nie masz... Wszystko sprowadzało się właśnie do tego małego chłopca, który ma za zadanie zaopiekować się mamą i młodszym bratem...

Szczerość mojego uczucia rozlała we mnie ciepło gdy zobaczyłam Twój najpiękniejszy dzień w idealnie białej koszuli. Od tamtej pory nie żałuję ani jednego dnia bez Ciebie, bo wiem, że masz to, co mi obiecywałeś w tamtym małym pokoju... Zależało Ci na tym wszystkim, co dziś masz. Mi zależało tylko na Tobie, a wiem, że gdzieś tam wciąż jesteś...

https://youtube.com/watch?v=PhFuvuqJnWk

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Starlight, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.