26 czerwca 2014 roku, godz. 21:17

Heroes come back!

Mały, typowo studencki pokoik. Późne popołudnie, a właściwie to wczesny wieczór. Arisa siedzi na łóżku z słuchawkami w uszach i relaksuje się po sesji. Z małych słuchawek słychać agresywne dźwięki, coś jakby gitara elektryczna. Od czasu do czasu słychać też co śpiewa wokalista, a raczej co wrzeszczy.
Trisht i Kisunebi’ego nie ma w akademiku. Wybyli z Ianem. Namida i Dany na piwo i na dyskotekę. Ian próbował również namówić Arise aby poszła z nimi, lecz ona wolała zostać. Po wymianie krzykiem kilku argumentów oraz po zarobieniu siniaka zdesperowany chłopak wziął ją siłą na ręce i chciał wynieść z pokoju. Niestety nie przewidział tego co może zrobić Arisa w takiej sytuacji. Jedynie Namida znała ja na tyle długo i dobrze, że czym prędzej próbowała namówić Iana do tego aby dał jej spokój. Nagle rozległ się wrzask. To Ian krzyknął z bólu i zaskoczenia. Jego „ofiara”, która miał zamiar uprowadzić ugryzła go w bark. Puścił ją szybko. W skutek tego zabiegu Arisa wylądowała z głośnym plaśnięciem na podłodze. Spojrzała na Iana z satysfakcją na twarzy, po czym wstała, otrzepała się i usiadła na łóżku aby posłuchać muzyki. Tak się w tym zatraciła, że nie słyszała nawet jak Ian ostatni wychodzi z pokoju i jak trzaska drzwiami na pożegnanie.
Siedziała tak już ponad trzy godziny. Zanurzyła się w dźwiękach tak silnie, że zaczęła wtórować wokaliście na głos nie zdając sobie z tego sprawy.
- „Gdzie bywała najczęściej? W jakie chodziła miejsca? Czarny płaszcz, smutna twarz chłopięca. Złośliwi mówili na nią Piękna…”
To wtedy po raz pierwszy odniosła wrażenie, że nie jest sama w pokoju. Zignorowała to dziwne uczucie.
- „Czarne myśli miewała od samego poczęcia. Łaziła kanałami i nie szukała szczęścia. Złośliwi mówili na nią Naiwna… Na-na-naj…. Mówili na nią Naiwna…”
Uwielbiała tą piosenkę. Mogło to być spowodowane tym, że gdy jej słuchała miała wrażenie, że opowiada ona w jakimś stopniu o jej życiu. Wrażenie bycia obserwowana nasiliło się.
- „Ilu chłopców już miała? I czy była do wzięcia? Ilu kochała i trzymała w objęciach? Złośliwi mówili na nią Niewinna…”
Do wrażenia nieustannej obserwacji doszło inne, o wiele gorsze. Czuła jakby ktoś dyszał jej prosto w kark wilgotnym i cuchnącym oddechem. Najdziwniejsze było w tym wszystkim to, że gdyby to była tylko jej chora wyobraźnia czuła by ten oddech na całej szerokości szyi. Nie tylko z prawej strony. Przestraszona odwróciła głowę w prawo jednocześnie otwierając oczy.
Na wprost niej znajdował się wielki zwierzęcy pysk najeżony białym i diabelnie ostrymi kłami. Była święcie przekonana, że te zębiska mogłyby bez większego trudu odgryźć jej głowę miażdżąc przy tym kark. Chodem typowym dla raków starała się szybko oddalić od niebezpieczeństwa. Niestety zapomniała o tym gdzie się aktualnie znajdowała oraz o tym, że jej akademickie łóżko nie jest zbyt długie. Z hukiem z niego spadła, słuchawki wypadły jej z uszu. Szamotała się z kocem, który spadając pociągła za sobą. Niespodziewanie do jej uszu doszedł dziwny dźwięk, jakby zbiorowy śmiech widowni podczas oglądania genialnego skeczu.
Uspokoiła się i, z nie małym trudem, wydostała się z kłębowiska przez nią stworzonego. To co zobaczyła zaparło jej dech w piersiach.
Prawie cały obszar pokoju zajmowały jej ukochane postacie. Były dosłownie wszędzie. Na biurku, na szafce z ubraniami, na półce z książkami, na parapecie, na lodowce, na… dosłownie wszędzie. I to właśnie oni tak głośno rechotali z jej wyczynów. Najgłośniej śmiała się Elsa stojąca na samym przedzie. Jakby dowodziła tej armii. Arisa spojrzała na zwierzaka znajdującego się na jej poprzednim miejscu. Był to wielki rudy wilk z dziwnymi wzorami na lewej łapie. W tym momencie mila wywalony jęzor na prawa stronę pyska, łeb lekko odchylony w lewo, uszy stojące na szpic, jego ogon chodził jak wycieraczka. W prawo, w lewo, w prawo… Nawet w swojej wilczej postaci Marcus Taffy mail z niej nieziemski wręcz ubaw.
Przez inne postacie przecisnęła się Casia i podała rękę Arisie oferując poprzez ten gest pomoc. Arisa przyjęła ofertę. Po tym jak doprowadziła się do uprzedniego stanu spojrzała na zgromadzone towarzystwo. Wiele osób rozpoznawała ponieważ już opisała kilka ich przygód, lecz sporo było tez takich który w ogóle nie kojarzyła. Dziwne.
- Więcej was mamusia nie miała?! – spytała nadal zła na nich za wyrwanie z muzycznego transu.
Oczywiście odpowiedzi udzieliła jej Elsa.
- Nie. Więcej ich juz nie dało rady sprowadzić. Masz za pały pokój – stwierdziła, a na jej twarzy zagościł jej firmowy uśmieszek. – Poza tym przyprowadziłam kilku „świeżaków”, z którymi musisz pogadać i zapoznać…
- Mowy nie ma! – przerwała Arisa. – Mam wolne od was dopóki sama nie zechce się z wami widzieć. Sio mi stąd!
Nikt nie zareagował na krzyki Arisy. Stali nadal na swoich miejscach. Doprowadzona do granic wytrzymałości psychicznej Arisa otworzyła na oścież drzwi i okno po czym spojrzała na Else.
- Szanuje cie wiec daje ci wybór. Wypierdalaj drzwiami… - wskazała na drzwi - …albo oknem! – Druga dłoń wskazała na okno.
Nikt się nie ruszył. Zero jakiejkolwiek reakcji z ich strony na krzyki Arisy. No poza jednym. Ktoś stojący najbliżej drzwi znów je zamknął.
- Dzięki Bobby! – zwróciła się do odźwiernego Elsa, po czym zgoniła machnięciem ręki siedzącego na biurku Archi’ego, odsunęła krzesło, wyciągnęła z szuflady notatnik i długopis. – Siadaj i pisz to co ci podyktuje bez marudzenia. – Spojrzała na Arise nagląco. – No jazda obiboku! Koniec sesji. Koniec wakacji od pracy!
Arisa nie widząc innego wyjścia z tej sytuacji i bojąc się o swoje nadszarpnięte zdrowie psychiczne wysłuchała „grzecznej” prośby Elsy. Usiadła. Niestety nie obyło się bez marudzenia.
- Jak ja was wszystkich nie lubię!
Gdy zgromadzeni w pokoju to usłyszeli uśmiechnęli się dyskretnie. Wiedzieli, że to tylko słowa. Znali uczucia Arisy do nich i odwzajemniali je.
Przecież byli kawałkami jej duszy.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Ancyk, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.