4 sierpnia 2021 roku, godz. 11:16 6,3°C

Cienie i blaski rozdział 14

Lucas pierwszy wyszedł z inicjatywą spotkania się z Jagodą. Dziewczyna powoli przywykła do odpisywania na listy, nawet polubiła to. Jednak jak dotąd nie przyszło jej do głowy, że wymiana korespondencji z czasem może doprowadzić do pierwszego spotkania się na żywo. Tak naprawdę sama nie odczuwała takiej potrzeby. Przeciwnie – uważała, że to zbyt wcześnie i zbyt szybko na to, aby Lucas miał przyjechać do niej w odwiedziny.
Z drugiej zaś strony nie chciała być wobec Lucasa nieuprzejma tylko dlatego, że jeszcze nie odwzajemniała ochoty na to, aby spotkać się osobiście z nim i porozmawiać.
Podświadomie strach i olbrzymi stres niestety dawał się coraz bardziej Jagodzie we znaki…
Miała wrażenie, że ten wewnętrzny lęk i panika rosły razem z nią z upływem czasu.
Dobrze zdawała sobie sprawę, że staje się kobietą, ale w głębi duszy tak naprawdę wciąż jeszcze była tamtą małą dziewczynką… Czuła się bezradna i bezsilna… Nie potrafiła sobie z tym stanem poradzić.
W końcu wpadła na pomysł i napisała w liście Lucasowi, że zachorowała na anginę. Bardzo źle się czuję i nie jest w stanie mówić. Lekarz zalecił jej oszczędzanie głosu.
Oczywiście to był blef! Lucas uwierzył dziewczynie i poprosił, aby, kiedy tylko lepiej się poczuje, ustaliła inny termin spotkania.
Dzięki temu kłamstwu Jagoda uzyskała miesiąc czasu ulgi i spokoju przed pierwszym spotkaniem w cztery oczy z Lucasem.
Staruszka obserwując z boku, co się dzieje z jej wnuczką, tylko kręciła głową.
- Spotkanie z chłopakiem nie musi być od razu randką. Dlaczego tak się zachowujesz? Przecież jedno spotkanie do niczego nie zobowiązuje. – Przekonywała Jagodę.
-Tak naprawdę nie wiem czego Lucas oczekuje ode mnie…Nie wiem czy jestem gotowa na spotkanie się z nim…To, co jest najdziwniejsze to to, że ja nie mam ochoty na spotkanie z facetem o 10 lat starszym od siebie. Czy powinnam wbrew sobie zgodzić się na przyjazd Lucasa do nas? Przecież zawsze mi powtarzasz babciu, że nic na przymus. Nic na siłę? -Wspominała o tym starszej kobiecie.
-Tak, pamiętam, ale w tym przypadku jest inna sytuacja. Chcę ci tylko pomóc przełamać się i otworzyć na naturalny kontakt i relacje z płcią przeciwną. Chyba chcesz normalnie funkcjonować? - - Zapytała wnuczkę.
- Masz rację babciu.
- Ja domyślam się i widzę jak bardzo jest to dla ciebie trudne i przeraża cię, ale musisz z tym walczyć! Pomimo, że od razu nie wychodzi ci to nie poddawaj się. -Przekonywała stanowczo Jagodę.
Nadszedł dzień, kiedy Lucas miał się pojawić. Jagoda nie wiedziała, czy ma z tego powodu cieszyć się, czy płakać?… Stres i emocje wewnętrznie dawały się dziewczynie we znaki.
Nie była pewna, czego się ma spodziewać… Stąpała stopami jak po pinezkach.
Szczekanie psa zasygnalizowało, że gość już jest przyjechał. Jagoda poczuła dziwny niepokój. Zamknęła na moment oczy, stojąc przed oknem w kuchni i zaczęła liczyć po cichu.
- Raz, dwa, trzy… – Otworzyła oczy i ujrzała mężczyznę w szarym garniturze.
Niósł on w prawej ręce bardzo piękny bukiet białych frezji, w lewej ręce trzymał czarny neseser. Kiedy z przedsionka rozległo się pukanie do drzwi, Jagoda powiedziała “Proszę” i drzwi się otworzyły…. stanął w nich uśmiechnięty brunet o lekko falujących się włosach. Niezbyt wysoki, w białej koszuli pod szarym krawatem… z lekkim wąsikiem… jak z fotografii!
Jagoda chwilowo oniemiała na jego widok. Miała wrażenie, że przyjechał do niej aktor.
Rzeczywiście pod względem wizualnym był bardzo podobny do polskiego aktora sprzed lat jego młodości Zdzisława Wardejna. Podszedł do Jagody, ukłonił się.
How do you do? Zapytał Jagodę.
Dziewczyna – niestety – nie znała języka angielskiego. Kompletnie nie wiedziała co odpowiedzieć. Jeszcze bardziej ją to krępowało. Zaczęła się rumienić.
Lucas nie zwlekając ani chwili dłużej, wyciągnął prawą rękę na przywitanie. Jagoda z trudem podała mu rękę będąc pewna, że będzie to tylko przyjacielski uścisk dłoni.
Chłopak delikatnie przechylił lekko drżącą rękę Jagody i nachylając się przed nią delikatnie musnął ustami. Po czym uśmiechnął się do niej i powiedział:
- Nie mam pojęcia, jakie kwiaty najbardziej lubisz, ale ten bukiet jest dla Ciebie.
Jagodę przeszedł bardzo silny prąd i mrowienie od czubka głowy po same palce stóp…
Chyba nawet przez moment pobladła. Pierwszy raz mężczyzna pocałował ją w rękę i podarował kwiaty.
Babcia ukradkiem przechodząc za plecami Lucasa, pokazała jej kciuka w górze, uśmiechając się do swojej wnuczki. Nagle Jagoda oprzytomniała, przerywając niezręczną chwilę ciszy.
Aaaa… tak bardzo piękny bukiet, dziękuję ci.
– Może nieco sztucznie, ale to zrozumiałe, gdy się widzi kogoś pierwszy raz – Jagoda odwzajemniła Lucasowi ten uśmiech.
Aromat śnieżnobiałych kwiatów unosił się w powietrzu i nie sposób było mu nie ulec.
Jagoda zaprosiła gościa do swojego pokoju. Na stoliku stała cukiernica, dwie filiżanki gorącej herbaty i kawy, oraz sernik.
Lucas chcąc być nadal wobec dziewczyny bardzo szarmancki podszedł do jednego z krzeseł, odsunął je dla Jagody.
Dziewczyna zanurzając się w woni śnieżnobiałych frezji usiadła i zapomniała je włożyć do wazonu z wodą. Ponownie wkradło się niezręczne milczenie między nich dwojga.
Jagoda szybko zorientowała się, że Lucas z natury jest bardzo małomówny. Dosłownie trzeba było kupić od niego każde słowo. Z tego powodu nie czuła się w jego towarzystwie do końca komfortowo. Ratując sytuację postanowiła zadawać pytania Lucasowi.
Może dzięki temu oboje nabiorą do siebie większego zaufania i śmiałości, i sytuacja przestanie być tak napięta? Jagoda rozumiała, że muszą to być pytania błahe… nie dotykające spraw osobistych… od czego zacząć?
- Jak minęła ci podróż? – zapytała lekko drżącym głosem, chociaż starała się, aby zabrzmiało to swobodnie.
- Hm… było trochę postoju na stacji kolejowej we Włocławku i autobus się spóźnił o 20 minut , ale poza tym było ok.
– odpowiedział lekko się uśmiechając.
- Dużo podróżujesz? – kontynuowała temat Jagoda.
- Najczęściej podróżuję do Francji. Mam w Paryżu mamę. Trochę jej pomagam na plantacji winorośli i w winiarni w produkcji wina.
- Latasz tam samolotem? – Jagoda zebrała się na odwagę i zadała kolejne pytanie.
- Tak. – Usłyszała z jego ust.
- I tylko tyle? To miała być cała odpowiedź? Jedno krótkie słowo!
A Jagoda chciałaby wiedzieć więcej na temat tego dalekiego kraju i podróżowania samolotem
– sama najdalej była we Włocławku oddalonym o 50 km.
Najgorsze było to, że Lucas wcale nie próbował zadawać pytań Jagodzie. Po pewnym czasie zdała sobie sprawę, że chyba jest wobec niego zbyt ciekawska, ale jeszcze jedno pytanie nurtowało ją w duchu…
-Czy mogę o coś jeszcze cię zapytać… – dodała Jagoda.
- Tak, słucham. – Odpowiedział Lucas.
- Co skłoniło cię do tego, aby do mnie napisać? – I tu zamilkła.
- Ciekawość. Dużo na swój temat nie pisałaś. Właściwie nic.
I znowu cisza wokół zapanowała.
Jak ją przerwać? Jagoda przypomniała sobie o kawie… Jak wybrnąć z sytuacji? Przecież minęło już z pół godziny, kawa na pewno wystygła… Po kilku sekundach wahania (które jej wydawały się wiecznością), w końcu zadała pytanie:
-Słodzisz? – i wskazując na filiżankę spojrzała na niego z miną, która na pewno nie świadczyła o jej wysokiej inteligencji.
- Nie. – Odrzekł.
Jagoda podała Lukasowi filiżankę z kawą i wskazała na talerz z ciastem. “Mógłby zapytać, czy sama upiekłam” – pomyślała Jagoda. – “Lecz ten facet jest naprawdę małomówny. Czy taki nieśmiały, czy po prostu nierozgarnięty? Niekulturalny? Może milczał, bo był rozczarowany mną? Może wyobrażał mnie sobie inaczej?” -dręczyła się Jagoda.
Zaczęli jeść ciasto, więc to był dobry pretekst, aby zamilknąć. W głowie Jagody jednak wciąż kłębiły się myśli… Ponieważ większość pytań zadanych przez nią pozostało bez konkretnych odpowiedzi, to pierwsze spotkanie wywarło mieszane odczucia. Lukas był bardzo kulturalny i szarmancki aż do przesady jeśli chodzi o gesty, co Jagodzie na początku imponowało. Ale jednak milczek… Jagoda czuła się zmęczona tym ciągłym myśleniem, co powiedzieć, i jak podtrzymać rozmowę. Te późniejsze odczucia zatarły to pierwsze pozytywne wrażenie. Ostatecznie Jagoda była skłonna podjąć decyzję o nie kontynuowaniu znajomości. Jednak na babci i matce nowy znajomy Jagody wywarł wprost przeciwne wrażenie. Obydwie kobiety były tak na jego widok olśnione, że widziały go już u boku Jagody jako narzeczonego i męża w przyszłości. Wypowiedziały tak dużo pozytywnych uwag na jego temat, że Jagoda czuła się osaczona. Jaką decyzję podejmie co do ciągu dalszego tej znajomości?

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Victoria Angel, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.