5 kwietnia 2021 roku, godz. 20:31

Milimetry. (cz.8)

Leżeli obok siebie z rękami pod głową, wpatrzeni w sufit. Nasyceni sytością, która nie pragnęła już ani odrobiny dotyku, która nie pozostawiła najdrobniejszego braku. Każdy fragment ciała, nawet każda wewnętrzna komórka były kompletne. Do tego stopnia, że wydawało się że z każdej, nawet odłączonej od reszty ciała komórki może rozwinąć się cały organizm. Dawało to swoistą pewność, spokój, że może się już wydarzyć cokolwiek. Mogą zostać razem, a mogą się już nigdy więcej nie spotkać. Jakby połączenie było na zupełnie innym poziomie niż ich ciała, jakby poczucie braku już nigdy nie miało wystąpić mimo oddzielenia. Być może takiego spełnienia doznaje się raz na całe życie — zastanawiała się Greta. Czuła, że nie ma żadnej potrzeby, że nawet jakby pojawiła się najmniejsza namiastka to i tak już nic nie byłaby w stanie przyjąć, bo więcej się nie zmieści. Tak jakby cała krew niczym odżywczy sok została wtłoczona we wszystkie zapomniane miejsca. Czuła wręcz jak podskórnie wiruje w niej życie. Leżała niemal nieruchomo, żeby nie zaburzać tego procesu. Mogła powiedzieć, że znajdowała się raczej w stanie lekkiego szoku, niż jakiegoś miłosnego uniesienia.
— Ilu miałaś wcześniej facetów? — Przerwał ciszę Kacper, ale nie jej rozmyślania.
— Właściwie nie da się tego z niczym porównać. — Greta tylko pozornie nie odpowiedziała na pytanie.
— Zastanawiam się na ile to może być trwałe. — Powiedział zamyślonym głosem Kacper. Nie wiadomo do końca czym było owo to. Czy dla nich było to to samo, czy mówili o czymś innym. Czy był to tylko stan w jakim się znajdowali w obecnej chwili, czy wybiegali myślami dalej. Zadziwiające, że nie domagali się wzajemnych wyjaśnień, sprostowań, uszczegółowień. Rozmowa płynęła tokiem ich własnych rozmyślań, delikatnie wypływając na powierzchnię pytaniem, wątpliwościami, stwierdzeniem. Przypominało to nakładanie się zmarszczek na wodzie wytworzonych przez dwa kamienie wrzucone blisko siebie do wody.
— Jabłko, które spadnie z drzewa nie prosi już o słońce a o zjedzenie. — Powiedziała poważnie Greta, ale zaczęli się oboje śmiać.
I tak jak po jakimś czasie zmarszczki na wodzie się wygładzają a tafla wody znowu jest nienaruszona i ich rozmyślania ustały.
— Gdzie jest to jabłko? — zapytał z figlarnym uśmiechem Kacper. — umieram z głodu.
— Leży — uśmiechnęła się promiennie Greta.

cdn...

Recerz Max
 11 kwietnia 2021 roku, godz. 15:30

Jedyne do czego mógłbym się uczepić, to przeintelektualizowany dialog. Realistyczne dialogi przypominają rozmowę dwóch małp, bez aforyzmów i symboli religijnych o przewrotnym znaczeniu, a przynajmniej moje (dlatego nadrabiam w tekście). 😉

Twórca nieznany Mayka  11 kwietnia 2021 roku, godz. 20:03

Dlatego szybko pękam to nadęte intelektualizowanie i na końcu wyskakują spragnione małpy, które znowu mogą się zjeść. :)

(Przekichane to życie. :))