27 maja 2020 roku, godz. 20:47 10

Sen Melki w Puszczykowie cd

Leming wysunął na zewnątrz swój ryjek próbując ocenić sytuację.
- Wiem! Zawołał radośnie podskakując w górę. Ja odwrócę uwagę całej tej zgrai łobuzów, a ty pobiegniesz do skrzyni, włożysz tam medalion i natychmiast tu wrócisz. Ty smoku będziesz zionął ogniem, by ich przestraszyć i po krzyku, sprawa załatwiona, wracamy do domu.
- Przykro mi lemingu, ale obawiam się, że to nie będzie takie proste. Kiedy zdejmę ten medalion nie będę już smokiem, lecz zamienię się w ptaka, nie odfrunę jednak, dopóki nie odzyskam swojej mocy zaklętej w mieczu przywódcy samurajów. Musicie odzyskać ten miecz, bym mógł was przenieść ponad rzeką przemian do waszego świata.
Oboje- Melka i leming słysząc te słowa stracili resztki nadziei na to, że kiedykolwiek wrócą do domu.
- Może, gdy zapadnie noc będziemy mogli złożyć zaklęty medalion i odzyskać miecz mocy?
- Przykro mi, lecz tu nigdy nie zapada noc i nikt tu nigdy nie zasypia. Ja ciągle do tej pory zionąłem ogniem i tak trwało to setki lat. Wy przybyliście tu, aby zdjąć tę przeklętą klątwę.
Z tego co mówił smok wynikało, że ich obecność w tym dziwnym świecie była czymś na co czekał wiele stuleci. Mała dziewczynka i mały zwierzak mieli naprawić świat. Tylko jak? To pytanie było ciągle bez odpowiedzi. Wszyscy troje zamilkli na długo, szukając w myślach rozwiązań. No i w końcu znalazła je ona, Melka podczas snu w Puszczykowie.
- Wiem! Przecież przylecieliśmy tu na moim zaczarowanym atlasie i na nim też wylecimy Zrobimy tak: Ty lemingu zdejmiesz medalion z szyi smoka i włożysz go do skrzyni, ty smoku zamkniesz skrzynię i zabierzesz klucz, a ja w tym czasie podbiegnę do przywódcy samurajów i odbiorę mu miecz. Kiedy wręczę go tobie smoku, zamienisz się w ptaka i po sprawie.
- Tak, to świetna myśl zawołał leming z nadzieją w głosie.
Smok myślał chwilę po czym powiedział, że on przecież nie może opuścić tej słonecznej krainy, gdyż jego przeznaczeniem jest stać na straży miłości i dobra właśnie tam.
- Nie moi drodzy, nie polecę z wami, zostanę tu. Wasza misja wkrótce się wypełni i wrócicie tam skąd przybyliście, a ja będę szczęśliwy szybował po niebie jak przed tysiącem lat.
Nie zwlekając dłużej zabrali się do realizacji zadania, które okazało się dla całej trójki dziejową misją naprawy świata. Leming i Mela pośpiesznie zdjęli diamentowy medalion z szyi smoka, co wcale nie było proste, gdyż przez setki lat stał się niemal częścią jego ciała. Biedny leming przejęty swoją rolą dźwigał medalion w kierunku skrzyni co chwilę kryjąc się za bujne krzewy i skały przed wzrokiem wojowników. Na szczęście nikt nie zauważył małego zwierzątka w tej gęstwinie roślin. Mel biegnąc co sił wyrwała miecz wodza samurajów i wróciła do przyjaciół. Smok przyjął od niej miecz i zajaśniał diamentowym blaskiem. Okolica rozbrzmiała cudownym dźwiękiem magicznych dzwonków, a po chwili przemienił się w pięknego, kolorowego ptaka i rozłożył potężne skrzydła.
- Wow! Krzyczał leming.
- Wskakuj! Zawołała i w sekundzie oboje szybowali w powietrzu ponad szaloną grupą pałających rządzą walki chłopców, sprzymierzonych w walce przeciwko dobru. Wspaniały ptak pokoju i miłości szybował szczęśliwy na błękitnym niebie. Pojawiła się piękna tęcza, a złowrogie dzieci zmieniły się w radośnie grających w piłkę chłopców. Mela i leming pomknęli ponad całym tym magicznym światem, a gdy znaleźli się w miejscu, gdzie niebo styka się z rzeką zapanowała ciemność i cisza. Sami nie wiedzieli jak to się stało, że kilka minut później stali już przed galerią sztuki w Tokio i ze spokojem i podziwem patrzyli na obraz, którego byli częścią jeszcze przed chwilą.
- Och lemingu, mam ochotę na ogromne lody malinowe, a ty?
- Zjem chyba kilo orzechów, no może tylko pół kilo.
Ala otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą twarz mamy, która cichym głosem mówiła:
- Córcia, już pora wstawać, idziemy do szkoły.
Pokój wyglądał jak zawsze. Jej ukochany misiek spał słodko obok niej. Kolejne przymknięcie powiek i opuściła sen ze snu o sobie samej. Wstała z łóżka.
Było około 11 przed południem. Deszcz ustawał powoli. Las pachniał żywicą i mchem.
Melka stanęła przed lustrem. Przez chwilę trzymała twarz w dłoniach i bała się spojrzeć w lustro. Myślała, czy zobaczy w nim siebie, swoje czarne długie włosy i piegi na twarzy z okropnym trądzikiem, czy tę małą szaloną sześciolatkę, którą była.
Chyba nie tęsknię za dzieciństwem? Myślała. Popatrzyła w lustro. Była dość dorosłą osobą.
Sen we śnie. Tęskniła za snami z jej udziałem. Chyba opowiadała jej to kiedyś albo przeczytała.
Nie ma jej już przecież ani tamtego miejsca.
Puszczykowo to nie bajka.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Alice Veronca, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.