18 lipca 2021 roku, godz. 10:19

Cienie i blaski rozdział 11

2 lata później. Naprzeciwko domu Dureckich jacyś mężczyźni postawili przed jednym z bloków 4 -piętrowych wysokie rusztowanie. Piękna, słoneczna pogoda sprzyjała odnowie zewnętrznej elewacji. Od dłuższego czasu Hirek w ogóle się nie pojawiał w Nadróżu. Jagoda niejednokrotnie zastanawiała się, co się stało, że nie miała żadnych wieści o swoim kuzynie?
Choć minęło już sporo czasu, Jagoda nadal ściśle trzymała się wcześniej obranego stylu ubierania się i bardzo krótkiej fryzury. Teraz czuła, że czy chce, czy też nie, wręcz musi zdobyć się na odwagę i zacząć wychodzić z domowego zacisza.
Aby poczuć się jeszcze bardziej bezpiecznie i pewnie poza własnym domem, zakładała na głowę kapelusz i obowiązkowo bardzo ciemne okulary przeciwsłoneczne.
Mimo wszystko i tak łatwo było zorientować się, że pod tym męskim kamuflażem ukrywa się młode dziewczę.
Wychodząc na samotne spacery znowu domyślała się, że z góry ktoś się jej bacznie przygląda. Młody chłopak w kasku ochronnym na głowie zamiast pracować pożerał ją wzrokiem. Tak dzień po dniu. Co jest?!… Zastanawiała się w duchu. Co on może chcieć?…
Ten fakt nawet babci Jagody rzucił się w oczy.
- Chyba komuś wpadłaś w oko? – Odezwała się do wnuczki.
- Co takiego? Nie, to niemożliwe babciu, wydaje ci się.
Starsza kobieta pokręciła głową.
-Nie bądź takim odludkiem. To nie wypada być taką dzikuską! Nie jesteś już dzieckiem tylko panienką. -Przekonywała Jagodę.
-Oj babciu! A skąd ty wiesz, jakie on ma wobec mnie zamiary?
- O tym, jakie ma ten chłopak zamiary, możesz przekonać się, gdy go poznasz, pogadasz z nim.
- Ja? A niby dlaczego mam go poznać, porozmawiać z nim? – Jagoda zdziwiona wytrzeszczyła oczy.
- To widać gołym okiem, że ten ktoś chce za wszelką cenę cię poznać! Pragnie z tobą zamienić słowo. Może i jestem już stara, ale nie jestem do tego stopnia ślepa! – Popukała się w czoło staruszka patrząc głęboko w oczy dziewczynie.
Tak naprawdę tylko Jagoda wiedziała, co się działo w jej wnętrzu, gdy jakikolwiek facet obserwował ją z daleka. Omal ze skóry nie wyskoczyła pod wpływem dziwnego strachu, stresu…
Dni mijały i widać było już prawie koniec pracy nad nową elewacją bloku. Pewnego dnia pies zaszczekał na podwórku i ktoś zapukał do drzwi.
Staruszka odpowiedziała:
-Proszę.
Drzwi się otworzyły do kuchni i wszedł uśmiechnięty chłopak – ten od malowania elewacji.
-Dzień dobry. – Ukłonił się. Było widać gołym okiem, że ukradkiem wodzi wzrokiem szukając dziewczyny.
- W czym mogę panu pomóc? – Zapytała starsza kobieta.
Młody mężczyzna uśmiechnął się ponownie.
- Przyszedłem do pani pożyczyć kubek.
Jagoda stała za lekko uchylonymi drzwiami własnego pokoju. Obserwowała ich.
- Oczywiście! Bardzo proszę. – Kobieta wyjęła z całego serwisu najładniejszą białą filiżankę w czerwone róże i podała mu.
Nieznajomy stał nadal jak wryty. Milczał.
- Coś jeszcze? – Zapytała go ponownie.
- Tak. Czy mieszka tu taka osoba w kapeluszu i w bardzo ciemnych okularach, którą często widuję samotnie spacerującą?
-Tak! To moja wnuczka Jagoda. – Odpowiedziała chłopakowi staruszka.
– Jest w swoim pokoju.- Podeszła do drzwi harmonijkowych i częściowo je odsunęła. Zajrzała do środka, ale tam nikogo nie było.
Obok kobiety stał ten chłopak. Obejrzała się na niego.
- Niestety, nie ma mojej wnuczki. Przepraszam. Nie wiem kiedy wróci.
- A to nic nie szkodzi. My kończymy jutro tą odnowę elewacji na tamtym bloku. Jeszcze tu wrócę, żeby się pożegnać i poznać pani wnuczkę.
Starsza kobieta kiwnęła głową, uśmiechając się.
- Zapraszam ponownie.
Nieznajomy jeszcze raz podziękował i wyszedł.
Po minucie pojawiła się w kuchni Jagoda.
- Ale odstawiłaś szopkę! Zrobiłaś z własnej babki idiotkę! Ten chłopak przyszedł specjalnie ciebie poznać. To pożyczenie filiżanki do kawy to tylko pretekst z jego strony, aby się spotkać z tobą. Nie przyszedł przecież do starej kobiety!
Jagoda spuściła głowę.
-Przepraszam cię babciu, ale ja naprawdę nie mogłam, nie byłam w stanie się przemóc!
Nazajutrz z rana Jagoda jak zwykle spacerując, minęła blok, przy którym malarze wykonywali ostatnie prace.
Kiedy była nieco oddalona od rusztowania, obejrzała się za siebie. Obserwowała kącikiem oka przez ciemne, przeciwsłoneczne okulary, jak ten sam chłopak w czapce z gazety gapił się z góry na nią. Taki był wpatrzony w jej stronę, że faktycznie zapomniał o całym bożym świecie. Obok jego prawej nogi stało wiadro z pomarańczową farbą i pędzlem.
Nagle nieświadomie obrócił się na pięcie, aby nadal mieć w zasięgu wzroku jej postać. Cofając prawą nogę trącił wiadro z farbą. Wiaderko spadło z rusztowania, a farba się rozprysła po całym trawniku.
-Do cholery! Co ty wyprawiasz?! To nie przedszkole tylko praca na wysokości! Przestań się guzdrać i bierz się do roboty “Romeo”! -Kolega go przywoływał do porządku.
To było tak zabawne, że widząc całe zajście i słysząc tekst, Jagoda wybuchła śmiechem. Zdawała sobie sprawę, że nie wypada śmiać się z kogoś, komu przytrafiło się coś niemiłego, ale to było silniejsze od niej. Tym bardziej, że bardzo rzadko zdarzało jej się śmiać… Babcia o takich sytuacjach zawsze mówiła, że to niemal cud, iż znalazło się coś, co rozbawiło Jagodę.
Po południu tego samego dnia Jagoda wracała z babcią z zakupów do domu. Nieznajomy chłopak widząc je z daleka uśmiechnął się i wyszedł im naprzeciw.
- Pomóc w czymś? – Zaoferował się.
Starsza kobieta odwzajemniła uśmiech.
- Nie jest tak źle. – Zapewniła w odpowiedzi chłopaka.
-Chciałem oddać wczoraj pożyczoną filiżankę pani.
Po czym sięgnął po czarny plecak z napisem: “Puma” i wyciągnął ją.
- W takim razie może skorzysta pan z zaproszenia na herbatę lub kawę? – Zaproponowała staruszka. Jagoda stała nieco za jej plecami przysłuchując się tylko ich rozmowie.
- Z miłą chęcią, ale nie jestem sam. Kolegom śpieszy się z odjazdem.- odpowiedział, po czym znienacka podszedł do dziewczyny.
Jagoda zaczęła ukrywać przed nim swoją twarz, która i tak raz czerwieniała, raz bladła jak pergamin. Jagoda czuła jak przechodzi przez jej całe ciało prąd… czuła jak bardzo drży!
W końcu sama zauważyła, jak na jej rękach pojawia się gęsia skórka. Czuła jakby ktoś obłożył ją całą lodem, choć wcale nie było zimno na dworze.
Nieznajomy zbliżył się do Jagody. Dziewczyna z przerażenia spuściła głowę w dół udając, że go nie zauważa. To nadal było od niej silniejsze… Chłopak powoli zbliżył wskazujący palec do podbródka Jagody. Lekko uniósł jej twarz do góry, aby spojrzeć jej w oczy.
Chciał ujrzeć oczy i twarz Jagody z bliska.
Jagoda nie wytrzymała, zamknęła oczy, a spod zamkniętych powiek popłynęły strużki łez.
Dopiero teraz i on zauważył, jak całe jej ciało drżało jak osika.
Staruszka chcąc obrócić cały incydent w żart, powiedziała do niego:
-Ale ta moja wnuczka jest wstydliwa! Nawet nie wiedziałam, że aż do tego stopnia! Po czym przeprosiła chłopaka za reakcję Jagody.
Nieznajomy szybko się pożegnał i przyśpieszył kroku, odchodząc.
W domu staruszka znowu próbowała poważnie porozmawiać z Jagodą na temat tego, co się wydarzyło, ale dziewczyna wybuchła jeszcze bardziej płaczem, powtarzając jedno i to samo:
-Wiem jestem dziwolągiem! I już taka pozostanę do końca życia! To jest silniejsze ode mnie, ale ty babciu tego nie zrozumiesz nigdy! Nikt mnie nie zrozumie nigdy! – Im głośniej krzyczała tym bardziej zanosiła się od płaczu.
Staruszka doszła do wniosku, że słowa na nic się zdadzą. Objęła dziewczynę i przytuliła ją do siebie. Głaszcząc ją po głowie, szepnęła do wnuczki:
- Popłacz sobie dziecko. To ci może przyniesie ulgę.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Victoria Angel, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.