16 maja 2019 roku, godz. 21:17

Przestrzenie

Krzyk był nieznośny, był to bowiem krzyk do Nieba. Do tej wielkiej przestrzeni, głuchy i rozpaczliwy. Stała na środku placu w podartym pasiaku. Twarz ubłocona i zapłakana. Łzy zmieszały się z brudem tworząc ziemistą papkę. Była już w obozie parę miesięcy. To starczyło, by poznać działanie tej machiny obozowej. Jak utrzymać się i przeżyć. Wiał wiatr, a ona stała i krzyczała z bólu. Ale nie z tego fizycznego, tylko psychicznego. To, co w sobie nosiła, chciała wyrzucić Niebu. Zwróciła się do tej wielkiej przestrzeni, gdzie była wolność. Padał deszcz, zagłuszył jej krzyk. Myślała o swym mężu. Ponoć, gdy wkroczyli Niemcy, połknął fiolkę z cyjankiem. Trup na miejscu. Jak to tak? Zostawił ją samą. Mąż okazał się być tchórzem. Ona przechodzi teraz to piekło sama. Ona nie stchórzyła. Radzi sobie jakoś. Na świecie jest tyle miejsc, do których wojna nie dotarła. A ona stoi sobie w swym małym obozie, tak małym na tle Ziemi. Mówi się: "U nas w Auschwitzu" to i tamto. Tak, ludzie tu już się zaaklimatyzowali. Zaadaptowali to miejsce na swój dom. Wszystko się poprzekręcało. Bo jak może być takie wstrętne miejsce domem? Mawia się, że więźniowie są zakochani w swym Auschwitz. Tak, wszystko się odwróciło. Strzegą więźniowie swego obozu jak te uwiązane pieski strzegące swej ciasnej budy. Z podkulonym ogonem. Wymizerowane. Stoi więc kobieta na placu i krzyczy, bo ja wiem - do Boga? Boga, którego w obozie ponoć nie ma. Pada deszcz nieustannie. Krople spadają na twarz, a kobieta chce żeby krople nie spadały, aby leciały na odwrót i ją ze sobą zabrały. Przestrzeń ziemska obozu jest koszmarem, ale istnieje jeszcze przestrzeń powietrzna obozu - to, co wysoko nad obozem. Tam jest spokój i nawet ptak czasem przeleci. Tylko przestrzeń tę skaża snujący się dym z kominów krematoryjnych. Więc już i powietrzna przestrzeń została odebrana... Miejsce, gdzie Bóg ma mieszkać, przywłaszczyli sobie hitlerowcy. To chyba Bóg już się nie miesza w te sprawy. Zsyła jeno te krople deszczu, aby zmyć brud z twarzy człowieka. Zsyła wiatr, aby wetchnąć nadzieję, zsyła promienie Słońca, aby więzień zamknął oczy i powiedział nie "u nas w Auschwitzu", tylko w jakimkolwiek innym miejscu, znajdującym się na tym wielkim świecie. Tam, gdzie właśnie wojna nie dotarła. Gdzie przestrzenie - ani lądowa, ani powietrzna - nie są skażone tym złem. A tam, gdzie deszcz miesza się z kroplami łez, już nie wiadomo, kto płacze. Bo wszystko się poprzekręcało w tym dziwnie skonstruowanym świecie, tak dziwnym, że chciałoby się nawet zmienić kierunek padania deszczu...

marcin kasper marcin
 18 maja 2019 roku, godz. 18:22

wezmę to do zeszytu, żebym Cię nie zapomniał mądra i pozytywnie wrażliwa Dziewczyno

czekam na następne teksty, pozdrawiam

marcin kasper marcin
 18 maja 2019 roku, godz. 15:30

czytałem wczoraj

tekst godzien uwagi

o nią tutaj trudno