9 kwietnia 2011 roku, godz. 23:08 9,9°C

Kolejny dzień. Zwykły dzień. Powtarzalność zdarzeń. Ja. Ten sam przystanek. Te same co zwykle, obce mi twarze. W końcu ten sam, zielony autobus po raz kolejny dwie minuty po czasie.
Zająłem stałe miejsce na jego tyłach i obserwowałem zmagania Staruszki z automatem biletowym. Trwało to dłuższą chwilę. W pewnym momencie Staruszka obróciła twarz w moją stronę, ale ja nie odwróciłem wzroku, tylko wręcz bezczelnie wpatrywałem się w nią dalej. Uśmiechnęła się do mnie lekko, jednak moja twarz była nieprzenikniona. W końcu zajęła miejsce na przedzie autobusu, plecami do mnie. Widuje ją codziennie, a tego dnia wyjątkowo zwróciła moją uwagę. Zupełnie nieświadomie zacząłem o niej myśleć. Zadawałem sobie pytania. Dlaczego codziennie pokonuje tą trasę? Dla kogo to robi? Co kryje ta stara twarz? Jak długo jeszcze będzie jej dane odbywać tę podróż? Jak się czuje ze świadomością, że jej życie wkrótce dobiegnie końca? Czy przetrwa w czyjejś pamięci? Czy w ogóle o tym myśli?
Ostre hamowanie. Stanęliśmy na skrzyżowaniu. Przypomniałem sobie, że na kolejnym przystanku wejdzie Młoda Kobieta ze swoim kilkuletnim synem. Nie pomyliłem się. Kobieta usadowiła Syna na krzesełku tuż obok Staruszki a sama zajęła ostatnie wolne miejsce naprzeciw nich. Mogłem patrzyć tej kobiecie w oczy. Była bardzo ładna i na oko pięć lat starsza ode mnie. Dla kogo ona tak jeździ? Co ją do tego pcha lub dlaczego chce to robić?
Przypomniały mi się słowa sprzed około miesiąca, które chłopiec skierował do tej Młodej Kobiety- swojej matki. Mianowicie, żeby się nie smuciła, bo tatuś patrzy z nieba i nie chciał by widzieć tego smutku. Usłyszałem je wychodząc z autobusu i nie wywarły one na mnie żadnego wrażenia. Zupełnie jakbym ich nie usłyszał.
Dlaczego akurat tego dnia wróciły do mnie z całą mocą, tego nie wiem. Przecież zawsze byłem ponad takie bzdury jak czyjeś myśli, uczucie, przeżycia. Szczyciłem się swoim chłodem i umiejętnością nieokazywania uczuć. Czułem się silny, zawsze tak było. Dlaczego tego dnia było inaczej?
Spoglądając na tę trójkę, odczułem wszechobecną śmierć. Nagle stała się ona dla mnie bardziej realna. Mały chłopiec pozbawiony ojca- jak będzie wyglądało jego życie? Czy będzie mu brakowało tego, że nigdy nie pójdzie z ojcem na mecz, że zabrano mu szansę?
Młoda Kobieta- matka, wkraczając w najpiękniejsze lata życia zostaje pozbawiona drugiej połowy. Czy będzie chciała ułożyć sobie życie na nowo? Na pewno tak. Tylko czy będzie potrafiła to zrobić? Wreszcie Staruszka. Teoretycznie powinna być pogodzona z tym co nieuniknione- ze śmiercią. Pewnie zdaje sobie sprawę, że w logicznym następstwie czasu i zdarzeń teraz kolej na nią.
Opętały mnie myśli o tym, jakie piętno odcisnęła, odciska czy też odciśnie na nich szerokopojęta śmierć.
Wyrwałem się z zadumy, spostrzegając, że przejechałem swój przystanek. Nie zastanawiając się długo zadzwoniłem z informacją, ze dzisiaj nie przyjadę. Nie czekając na odpowiedź rozłączyłem się i wyłączyłem telefon. Dojechałem do ostatniego przystanku, na którym wysiadłem dopiero po powtórnym napomnieniu ze strony kierowcy. Błąkałem się po obrzeżach w nieznanej mi części miasta. Wcale mnie to nie martwiło, nie było to w tamtej chwili istotne. Przysiadłem na ławce i zagłębiłem się w dalsze rozmyślania. W tym dniu coś się dla mnie skończyło, choć być może zaczęło się coś o wiele lepszego. Myślałem o Staruszce, Młodej Kobiecie i chłopcu, myślałem o tym jak trójka bezimiennych ludzi nagle przewróciła moje podejście do świata. Przecież to nie może być możliwe, aby odmienić dwudziestolatka, który pojęcia empatii, altruizmu i szacunku znał tylko z definicji.
Powiew chłodu wyrwał mnie z rozmyślań. Dopiąłem koszulę i zorientowałem się iż moje oczy były wilgotne. Nie pamiętałem, kiedy ostatnio płakałem, w normalnych okolicznościach była to dla mnie oznaka słabości, jednak tylko do tamtego dnia. Wtedy płacz był dla mnie wyzwoleniem, cudownym katharsis tak naturalnym jak oddychanie.
Uśmiechnąłem się do siebie, myśląc tylko kiedy czar tamtego dnia pryśnie. Czy po powrocie do mojego otoczenia? Być może po przebudzeniu? Nieważne. Tego dnia miałem w sobie nadzieję, co najmniej przez resztę wieczoru. Wstałem z ławki. Czas wracać. Przede mną długa droga i kolejny dzień. Niezwykły dzień. Niepowtarzalność zdarzeń, nowy „Ja”…
Tylko przystanek ten sam.

ACeDiA Acedia
 4 lipca 2013 roku, godz. 17:32

Prosto i dobitnie, a zarazem emocjonalnie i wciągająco. Świetnie się to czyta, masz rękę do pisania.

mercy A
 24 kwietnia 2011 roku, godz. 18:51

Napisałeś opowiadanie a ja jestem w szoku...

Seneka 18 Gerard
 12 kwietnia 2011 roku, godz. 14:22

:)

Seneka 18 Gerard
 12 kwietnia 2011 roku, godz. 14:21

I jeszcze ocena :)

Seneka 18 Gerard
 12 kwietnia 2011 roku, godz. 14:20

Przepiękne opowiadanie...taka analiza samego siebie...odkrywanie siły, sensu w tym co jeszcze nie dawno wydawało się być słabością...Fenomenalnie zilustrowałeś myśli...Brawo jestem pod wrażeniem...
Jeden z lepszych tekstów jakie czytałem...

fade Apolonia
 10 kwietnia 2011 roku, godz. 17:28

Piękne. :) Jestem pod wrażeniem. Pozdrawiam.

Althea Nika
 10 kwietnia 2011 roku, godz. 16:09

podróżowanie środkami komunikacji miejskiej może wiele człowieka nauczyć to fakt.