2 lipca 2020 roku, godz. 18:07 4,0°C

Nie tu i nie teraz

Kiedy spojrzała przed siebie, włosy zjeżyły jej się na rękach. Wzrok wyostrzył się, a z ciemności wyłoniły się postacie. Szybko zamknęła oczy, wstrzymała oddech i ręką sprawdziła, czy nadal czuje to kudłate ciepło przy swojej nodze. W uszach tylko szum a w gardle wysechł strach. Nogi jak kłody nie chciały ruszyć się z miejsca. Przeczuwała, że stanie się coś, co odmieni jej spojrzenie na świat. Mimo obaw, u jej boku nadal był on, najwierniejszy przyjaciel, którego ani nie słyszała, ani nie czuła, bo dłonie stały się zdrętwiałe i sztywne jak u nieboszczyka. Zrobiła pierwszy krok, potem kolejny a twarz mrowiło jej przerażenie. Każde drzewo chyliło jej się do stóp chociaż, nie było wiatru tej nocy. Niebo czarne jak smoła, zdawało się zbliżać ku niej, pochłaniając każdą gwiazdę. Postacie oddalały się cichutko szemrząc między sobą i ochoczo wskakując na drzewa. Jedne śmiały się, wołając i zachęcając do wspólnej zabawy, inne patrzyły z oddali nie wydobywając z siebie żadnego dźwięku. Wzrok miały tępy lecz oczy połyskiwały przeraźliwie w ciemności. Maja zawahała się, a strach wziął górę nad rozsądkiem. Wiedziała, że powrotu nie ma i to był jej wybór. Wiele osób ostrzegało ją przed tym złem, jednak ona chciała sprawdzić, czy to jest prawdziwe. Czy jest na tyle realne, by móc prawdziwie się przerazić. Po raz kolejny ciekawość wygrała. Zrobiła kolejny krok i nie dowierzając własnym oczom, gdzieś w oddali zabłysła jakby latarnia. Tylko skąd latarnia w środku lasu?- pomyślała. Mimo to szła dalej, a do domu pozostało niespełna trzy kilometry. Widać było już most, warkot ciężarówek jakby się wzmógł, a ponad parującym lustrem jeziora przelatywały bezszelestnie kaczki. Pies, idąc dzielnie przy jej boku, co chwila spoglądał za siebie, jakby czuł, że coś z tyłu ich śledzi ale nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Spojrzał w oczy swej pani i szedł dalej jakby nie mógł oddychać. Zrobiła kolejny krok myśląc- i tak muszę tam dotrzeć. Straszniejsze będzie pozostanie tutaj na noc. Nie poddasz się, bo wiem, że gdzieś tam w oddali leśna droga się kończy i będzie zupełnie bezpieczna. No dalej! Jak nie dla siebie, to dla niego! Przecież nie zostaniemy tutaj do rana, a słońce wstaje jeszcze zimową porą i świt w lesie nie jest dużo przyjemniejszy od chwili, w której się znajdujesz! Teraz miała jedyną okazję, by wykorzystać wszystkie zmysły nieskażone wcześniejszymi doznaniami. Kolejny głęboki oddech, następny krok w nieprzeniknioną czarną otchłań, która zdawała się coraz bardziej pogłębiać i jednocześnie przerażać. Mrok jakby pulsował niewytłumaczalnym rytmem bądź czymś podobnym do błyskawic w czasie burzy. Postacie zniknęły a zamiast nich, to światło zdawało się przebijać przez wyłysiałe świerki, ukazując coraz to trudniejsze do zidentyfikowania kształty, zdające się przemieszczać. Jeszcze raz chwyciła mocno za obrożę swojego największego kompana i zaczęła biec przed siebie niczym zwierze spuszczone z uwięzi. Ku jej zdziwieniu drzewa kołysały się szybciej, wydobywając z siebie dźwięki przypominające cykliczne jęki, płacz lub wycie jakichś leśnych zwierząt. Rośliny niebezpiecznie zbliżały się łapiąc ją za kostki, a pies z przerażeniem w oczach biegał wokół niej, nie wiedząc co ma robić. Powietrze nabrało dziwnego zapachu, a na niebie rysował się tylko cień znikającego księżyca...

frag. "Nie tu i nie teraz"

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa goryl, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.