18 czerwca 2020 roku, godz. 10:01 3,3°C

KOBIETA NADZIEI CZ. 3

Kiedy koleżanka wyszła, to zalała prawie jedną trzecią szklanki kawy wrzątkiem. Drugą szklankę wzięła do ręki wyszła z nią do łazienki. Wychodząc zamknęła gabinet na klucz. Kolejnym kluczem otworzyła łazienkę. Weszła, postawiła szklankę na umywalce i wybrała numer męża w smartfonie. Chwilę trzymała go przy uchu, po czym z głośnika usłyszała mężowskie:
- Kocham Cię.
- Też Cię kocham, bardzo - odpowiedziała.
- Co tam a arbajcie, spokój?
- Tak, dzisiaj wrzuciłam luz, najpierw pogaduchy, potem pierdoły, a potem powoli wyklaruje się z tego jakaś praca.
- To fajnie, ja zjadłem, teraz zrobię kawę, siądę i poczytam felietony Wiecheckiego.
- To super, a co jadłeś?
- Kromki z bryndzą i tym bułgarskim dżemem z pinii.
- Ty to sobie umiesz dogodzić.
- Oj, na pewno nie tak jak ty potrafisz mi dogodzić.
- Ty lubisz dobre smaki, a ja to wiem i daje.
- Żeby dać trzeba być tym co się daje.
- Ty też masz i dajesz, zresztą sama sobie biorę też.
- He he i pięknie jest. Jakieś zakupy? Wina się kończą.
- Pojedziemy po chleb po południu?
- No, przy okazji trutkę na myszy i ślimaki kupimy.
- Na te kawki patrzyłeś?
- Patrzyłem, ale na razie nic. Popatrzę jeszcze, gdy będę podlewał kwiaty na tarasie.
- Ok, jeszcze jajka przydałoby się kupić, ale dzisiaj już nie zdążymy.
- Może więc w czwartek?
- Tak. Pij spokojnie kawkę, ja też będę piła. Czuję wenę, biorę się do ostrej pracy.
- Kocham Cię.
- Kocham Cię.

Umyła szklankę, przemyła twarz zimną wodą i wyszła z łazienki zamykając ją z powrotem na klucz. Wróciła do swojego gabinetu. Odstawiła czystą szklankę na tacę i zamieszała zaparzoną kawę. Potem zrobiła duży jej łyk. Poczuła rześkość i moc mocno mocno parzonej kawy. Spojrzała za okno, gdzie liście lip perliły się ciężkimi kroplami zmasowanych ulew. Przyszły jej znowu na myśl kawki. Pewnie w gniazdach mają młode. Zamurowanie poddasza oznaczałoby ich głodową śmierć. Może da się jakość ich smród przetrzymać?

Siadła na krześle i otworzyła stronę, aby zacząć pisać kolejną decyzję. Wiedziała co chce pisać. Miała wszystko poukładane w głowie i w komputerze. Punkt po punkcie było zaplanowane i ułożone do poskładania w arcydzieło sztuki urzędniczej. Pisała więc szybko sprawnie i bardzo efektywnie. Dłuższy czas nikt nie przychodził i nie zakłócał procesu tworzenia. Powstawało dzieło doskonałe, wypełnione urzędniczym kunsztem. Tak, jedno, potem drugie, aż wreszcie zadzwonił telefon. Sięgnęła po słuchawkę telefonu. Spojrzała jeszcze na zegar. Było pięć minut po dziesiątej.
- Halo.
- Dzień dobry.Nazywam się Luba Tatariewna. Dzwonię z urzędu gminy między górami, a jeziorem.
- Zdrawstwujtie, Kławdia Fiodorowna z tej strony, w czym mogę pani pomóc?
- Dzwonię w sprawie tej drogi, którą chcemy budować nad jeziorem. Szczerze mówiąc jestem tu nowa, chcę panią prosić o podpowiedź od czego mam zacząć? Czytam i wiele rzeczy rozumiem, ale to straszna gmatwanina prawna i własnościowa jest.
- Przede wszystkim musicie jak gmina określić się w jedną albo w drugą stronę i przysłać do mnie pismo z waszym stanowiskiem,a ja wtedy dopiero mogę uruchomić całą procedurę, bez waszej decyzji nie mam prawa nic ruszyć. To jest cała procedura nabywania tych gruntów i muszę panią uczciwie poinformować, że bardzo długo to potrwa.
- Wiem, czytałam i rozmawiałam z wójtem i ludźmi z gminy. To mienie pożydowskie i są oczywiście roszczenia dawnych polskich właścicieli. Ale to sprawdzimy - czy i które ewentualnie są zasadne i podlegają zwrotowi, choć tu nie ma mowy, więc ewentualnie odszkodowaniom ze skarbu państwa.
- Tak. Tam ma pani tą Biełohłestikową, będzie musiała pani pisać do Australii. Ja już adres mam ustalony, pisałam do niej w innej sprawie tutejszej. Jest obywatelką Niemiec, więc pisma trzeba tłumaczyć na niemiecki. No i słać do Kangurlandii.
- A mówi pani o tej Żydówce! Rozumiem. Bo tutaj jeszcze wchodzą do sprawy ci hrabiostwo. A ci znowu są z Nowej Zelandii. Trudne to i skomplikowane, ale spróbuję tą sprawę jakoś poprowadzić i szczęśliwie doprowadzić do końca. I z tego tytułu mam do pani wielką prośbę. Czy mogę od czasu do czasu do pani zadzwonić, skonsultować się, poradzić, dopytać, rozwiać wątpliwości?
- Tak, oczywiście, proszę bardzo, naprawdę z chęcią pani pomogę.

Potem jeszcze kilkanaście minut rozmawiały. Młoda urzędniczka podobała jej się.Widać, że była wykształcona administracyjnie i była też naprawdę inteligentna. Łapała pracę w administracji i samorządzie w mig. Rozumiała sprawy o których jej mówiła i zadawała bardzo mądre pytania o raz potrafiła wyciągać celne wnioski. Była znakomitym materiałem na zaangażowaną i merytoryczną urzędniczkę. Na końcu powiedziała, że bała się jej prosić o pomoc, ale wójt jej powiedział, że musi spróbować, bo drugiej tak dobrej osoby nie zna w całym województwie.

Koniec części trzeciej

fyrfle Mirek
 22 czerwca 2020 roku, godz. 9:14

Pewnie masz rację co do niuansów ortograficznych, ja się na nich kompletnie nie znam. Pozdrawiam.