22 listopada 2015 roku, godz. 2:23

Uśmiech dziecka

Każda mała istota posiada w sobie ogrom miłości, wręcz emanuje ciepłem i szczerością. Dziecko to swoisty "cud", którego my dorośli bardzo często nie zauważamy, czasami świadomie, bądź też nie. To delikatne i kruche pączki, na starych, głęboko zakorzenionych drzewach. Nasza w tym rola, by te maleństwa chronić, kochać.
Zdarzenia, które miały miejsce ubiegłego roku zmieniły mnie na zawsze. Moje poglądy odeszły w niepamięć, a nagle zamiast żelaznej logiki, zagościła miłość i ciepło, którego od dawna nie czułam. To wszystko zawdzięczam dzieciakom z domu małego dziecka, gdzie odbywałam praktyki zawodowe.
Początkowo nie czułam się zbyt komfortowo z myślą, że będę musiała użerać się z maluchami. W głowie miałam obraz krzyczących dzieci, którym trzeba zmieniać pampersy, a do tego wymyślać im non stop nowe zajęcia, bo szybko się nudzą. Przecież miałam inne plany, ale niestety nie wypaliły. Wzięłam na siebie ciężar swojej decyzji i postanowiłam odbyć praktykę, nawet gdyby to była największa gehenna mojego życia.
Pierwszy dzień. Pobudka godzina szósta - przecież to jeszcze noc.. Nagle uświadomiłam sobie, że koniec moich wakacji, trzeba wprawić się w rytm i wrócić do szarej rzeczywistości. Szybkie śniadanie, prysznic, kawa i papieros, bo bez tego nie byłoby mojego codziennego rytuału. Jestem gotowa do wyjścia, w tej samej chwili dopada mnie strach. Nie znoszę nowych miejsc, przyzwyczajania się do otoczenia, a co dopiero powiedzieć o gromadce dzieci, które będę musiała niańczyć. Podróż trwała jakąś godzinę, pomyślałam, że jestem na totalnym zadupiu i nie mam stąd jakichkolwiek szans na ucieczkę. Wchodząc do budynku poczułam chłód, mimo przyjaznych kolorów na ścianach, ogromnej ilości maskotek, miejsce to emanowało dziwnym uczuciem, wręcz niespotykanym. To dało mi wiele do myślenia, ale stwierdziłam w duchu, że widocznie tak jest w bidulach, a że nigdy nie odwiedzałam takiego miejsca, uznałam to za normalne. Poznałam kilka wychowawczyń, bardzo miłe i stosunkowo młode kobiety. Od razu przydzieliły mi grupę dzieciaków, nad którymi miałam sprawować opiekę, oczywiście miałam do pomocy wychowawczynię oraz pielęgniarkę. Z opowiadań kobiet, rzecz nie wyglądała wcale na taką skomplikowaną, jednak przygotowałam się na najgorsze. W oczekiwaniu na dzieciaki, zajęłam miejsce w kuchni na jednym z krzesełek. W duchu modliłam się, aby dzieciaki choć trochę mnie polubiły i nie sprawiały większych problemów. Po kilku minutach serce waliło mi jak oszalałe, starałam się zatuszować nerwy uśmiechem. Wtedy nagle w drzwiach ujrzałam uśmiechniętego chłopca, miał około pięciu, sześciu lat. Jego oczy były duże i błękitne, uśmiech małego zawadiaki, a za duża bluza i spadające połatane kilkakrotnie spodnie dodawały mu tylko uroku. Na ten widok mimowolnie uśmiechnęłam się do niego i rzuciłam lekko:
- Cześć kolego. - Starałam się, aby mój głos był ciepły, mimo mojej niechęci do przebywania w tym miejscu.
Chłopiec nie odpowiedział, patrzył tylko na mnie tymi wielkimi ślepiami, jakby dokonywał analizy całej mojej osoby. Nie wiem co ten chłopiec w sobie miał, ale czułam, jakby rozkładał całą moją osobę na czynniki pierwsze. Nagle podbiegł do mnie, bez słowa wszedł mi na kolana. Nie wydobyłam z siebie ani słowa, zaskoczył mnie. Jedyne co byłam w stanie zrobić to uśmiechnąć się do niego. Myślałam, że to będzie koniec, kiedy nagle on odwrócił się w kierunku mojej twarzy i spojrzał mi prosto w oczy. Jego spojrzenie było przeszywające, a w jego oczach można było odczytać wszystko. Sprawdzał mnie. Chciał we mnie zobaczyć osobę pełną miłości, czy nie odejdę zbyt szybko i go nie zostawię.. Nawet nie jestem w stanie stwierdzić ile czasu to trwało, kiedy dostał swoją odpowiedź mocno mnie przytulił i nie chciał puścić.. Tak poznałam Arka, jednego z moich ulubieńców.
Swoją osóbką zaintrygował mnie także Maksymilian. Nigdy nie spotkałam tak zlęknionego dwulatka. Gdy go poznałam, nie dał się nawet wziąć na ręce. Na każdy dotyk reagował krzykiem i rzewnymi łzami. Patrzyłam na niego z litością, czułam ogromny ból w sercu,kiedy pomyślałam tylko, że ktoś mógł tak skrzywdzić dziecko. Chłopiec nie był w stanie nikomu zaufać, odsuwał od siebie nawet własne rodzeństwo. Zawsze starałam się przełamać jego nieufność, jakoś zachęcić go do siebie, ale nigdy nie znalazłam na to sposobu. Postanowiłam po prostu być przy nim, nie narzucać mu swojej bliskości.
Kilka tygodni później. Ten dzień nie wyróżniał się niczym szczególnym od pozostałych. Dzieciaki jadły, oglądały bajkę, szły do ogrodu bawić się. Przy każdej zabawie na tarasie, próbowałam zaobserwować jakie relacje panują między dziećmi, w co się bawią, jak odtwarzają relacje wyniesione z domów. Niekiedy byłam przerażona, kiedy widziałam dzieci bawiące się w pijanych rodziców. Ale tego dnia poruszyła mnie zmiana Maksa. Podszedł do grupki dzieci i próbował się włączyć do zabawy, ucieszyłam się, ponieważ bardzo martwiła mnie jego postawa. Chłopiec jakby wyczuł mój wzrok na sobie, po czym podbiegł do mnie i wyciągając w moim kierunku rączki, poprosił o wzięcie go na ręce. Przez chwilę wydawało mi się to tylko wyobrażeniem, ale on tam nadal stał i machał desperacko łapkami. Zgodnie z jego prośbą podniosłam go. Maks dał mi wielkiego buziaka i mocno wtulił się w moje ramiona. Ten dzieciak sprawił, że pękła moja tama, za którą starannie upychałam wszystkie uczucia. Polały się łzy z moich oczu. Zachowanie nieprofesjonalne, ale jakże ludzkie. Kiedy ja dochodziłam do siebie, po tej ogromnej fali uczuć, Maks pobiegł z ogromnym uśmiechem bawić się dalej, a ja zostałam z tą głęboką refleksją.
Te dzieciaki otworzyły we mnie wszystkie drzwi, które dawno zamknęłam na kilka spustów, chowając tam wszelkie uczucia, take jak miłość, współczucie czy wrażliwość. Pod wspływem życiowych błędów chciałam je ukryć, by nie doświadczać już cierpienia, a okazało się, że cierpieniem było ich nieujawnianie. To te małe "cuda" pokazały mi, że należy być wrażliwym i ciepłym. Zaglądać w głąb duszy człowieka, by odkryć w nim dobro, a przede wszystkim szukać w nich miłości, nawet jeśli jest głęboko ukryta pod warstwą oschłości i zimna.
Życzę tym dzieciakom jak najlepiej, mam nadzieję, że doświadczą ogromnej miłości i troski, bo zasługują na to jak nikt nigdy w życiu. Mam nadzieje, że wyrosną na wspaniałe osoby, a swoją miłość będą mnożyły dalej.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Łucja, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.