5 listopada 2022 roku, godz. 14:38 26,0°C

Autobus

Jeździł trasami długimi kierowca autobusu. Od wielu lat jeździł on tym swym ulubionym autokarem. Nie rozstawał się z nim. A prosił on też w bazie, aby mu nie odbierano tego lubianego przez niego pojazdu. I tak sobie jeździł kierowca i jeździł. Autobus też był przywiązany do swego pana. Kierowca dbał o niego. Jego żona nawet specjalnie uszyła dla autobusu niebieskie firanki. Wyglądał on na zadbany i czysty. Cieszył się pojazd, że ma kto nim się opiekować (Te firanki były naprawdę piękne). Kiedyś kierowca, gdy jechał, rozmawiał przez telefon ze swoją żoną. Żona pytała się męża, jaką zupę ma dziś zrobić: kapuśniak czy żurek? Kierowca jakiś czas się zastanawiał i powiedział, że może być kapuśniak. Autobus uśmiechnął się na tę rozmowę. Lubił on słuchać swego pana, jego rozmów. Pewnego razu zdarzyło się nieszczęście. Kierowca zmarł. Pozostawił swój ukochany pojazd. Autobus strasznie cierpiał, że stracił swego pana. Rozpaczał i popadł w depresję. Był przecież złączony ze swym panem. Autobusem, już wiekowym, żaden z kierowców nie chciał jeździć. Wylądował więc on już na złomowisku. Stał tam opuszczony i samotny. Nikt na niego nie zwracał uwagi i nikt nie wiedział, jakie cierpienie w sobie skrywa. Autobus coraz więcej popadał w ruinę, ale cierpiał nadal. Przywiązał się do swego pana kierowcy, tak jak człowiek przywiązuje się do rzeczy bądź do drugiego człowieka. Złamane serce i złamana była dusza autobusu, swym cierpieniem mógłby on obdarzyć niejednego człowieka. Pod względem fizycznym i psychicznym był pojazd wrakiem. Przywiązanie do drugiej osoby jest ważne. A gdy już kogoś stracimy, rozkładamy się na części pierwsze. Tak było w przypadku autobusu. Rozebrano go na części. Pozostał jeno silnik - jego serce, ale te biło ciągle dla swego pana...

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Phase Lunaire, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.