3 listopada 2010 roku, godz. 3:29 2,3°C 5

dialog z piecem

- Jeśliby już robić, to robić całkiem, robić przeciągle, robić mocno, robić silnie, zabawnie, potężnie. Robić wyraźnie! Jak nie robić, to nie robić tak samo mocno, tak samo całkiem, tak samo przeciągle, silnie, zabawnie, potężnie.
Jeśliby oświetlać to całkiem. Jeśliby zaciemniać to całkiem. Jeśli przyciemniać to całkiem. Jeśliby oddychać to głęboko! Myśleć głęboko. Jak nie myśleć, to nie myśleć wcale.

- Co to ma dać?

- Wyrazistość, jaskrawość. Dużo rzeczy ma dać. Szczęscie-szczęśliwe, nieszczęście-nieszczęsliwe! To ma dać wszystko-całe i wszystko-nic. Najgorzej to nie trwać, nie być, tylko wisieć w zawieszeniu. W półmroku, w tym nieznośnym wyciszeniu przerywanym hałasami. Najgorzej to być w niebycie… Można być w bycie jedynie. Tam można być… Albo można nie być całkiem, nie być zupełnie. Całkiem nie istnieć, zupełnie nie istnieć. Ale nie można być w niebycie.

- Wiesz, że to bełkotliwe Twoje gadanie nie dociera?

- Wiem.

- Wiesz, że rozbija się o ściany?

- Wiem.

- Po co więc?

- Dla siebie. Wszystko tylko dla siebie. Dla siebie wstajesz, dla siebie oddychasz, dla siebie jesz lub nie jesz śniadanie. Dla siebie tylko siadasz na parapecie. Dla siebie tylko lubisz parapet. I to nie jest złe to całe „dla siebie”. Jest dużo bardziej wartościowe niż „dla kogoś”. Dużo bardziej potrzebne, dużo bardziej pierwszorzędne.

- Czy to znaczy, że siebie powinniśmy stawiać na pierwszym miejscu, a druga osoba ma być tylko dla nas? Dla nas dodatkiem?

- Nie! Mylisz się tutaj, bo nie dajesz dokończyć. Cierpisz na tą przypadłość ludzką, która nie pozwala innym dokańczać. Okropna przypadłość. Ja mówię raczej o tym, że „dla siebie” – jest najważniejsze. Bez „dla siebie” nie może być „dla kogoś”. Żebyś mógł kochać się w słońcu, w gwiazdach „dla kogoś” musisz najpierw kochać je „dla siebie”. Jeśli będzie inaczej, jeśli byłoby inaczej, jeśli niestety często jest inaczej, to całe Twoje emocje są kłamstwem. Kłamliwe są okropnie. Są prawdziwe, ale są kłamliwe, co sprawia, że nie mają czystej wartości. Po chwili mija „dla kogoś” i zaczynasz rozumieć, że kochałeś się w kłamstwach. W czerwonych kwiatkach, które nigdy Cię nie interesowały. I jesteś zagubiony. Tracisz kolory. Tracisz tożsamość. Tracisz świadomość „dla siebie”. Znikasz…

Leid3210 ewa
 3 listopada 2010 roku, godz. 8:13

to niewatpliwie prawda...

i dociera, dociera!