15 lipca 2021 roku, godz. 10:19 11,1°C

Cienie i blaski rozdział 10

Jagodzie się wydawało, że każdy dźwięk jak złowieszcze echo niechcianych traumatycznych przeżyć, odbijany od każdego zakątka wielkiej sali sądowej, niesie ze sobą mroczne obrazy, których nie sposób wymazać z zakamarków pamięci.
Ten tłum ludzi przerażał Jagodę jak zaszczute zwierzę na cyrkowej arenie rzucone lwu na pożarcie. Musiała znów odważnie spojrzeć oskarżonemu prosto w oczy. Szyderczy uśmiech na jego twarzy przyprawiał ją o ból!
Siedząc publicznie na ławce przed wszystkimi zebranymi, Jagoda nadal miała wrażenie, jakby cały czas kręciła się na karuzeli. Czuła, że odpływała daleko, słysząc gwar rozmów i pytań skierowanych do siebie, jak zza światów. Coraz głośniej i częściej szumiało jej w uszach i kręciło się w głowie. Usiłowała skupić na słowach wypowiadanych przez adwokatów, prokuratora i sędziego, ale nie była w stanie...

Jagoda była świadoma, że musi konkretnie i szczerze odpowiedzieć od nowa na każde zadane pytanie. Jak adwokat Aleksandra Mierzwy tak i jej obrońca poddawał ją w krzyżowy ogień pytań. W pewnym momencie jedyne, co usłyszała, to niemal histeryczny i gromki śmiech na całej sali sądowej. Właścicielem tego śmiechu był nie kto inny, jak 19-letni średni syn Mierzwy, który był bardzo podobny do swojego ojca. Jasny blondyn z włosami zaczesanymi do góry, w okularach przeciwsłonecznych w drucianych oprawkach. W tym samym momencie, próbując odpowiedzieć na pytanie, pokrzywdzona dziewczyna usłyszała ponowne oskarżenie skierowane pod jej adresem.
Wysoki sądzie! Ta dziewczyna naprawdę uwiodła mi męża! – Zawołała brunetka z włosami ostrzyżonymi po męsku. Po chwili ponownie rozległ się głośny śmiech wzmocniony odbiciem od ścian tego wysokiego pomieszczenia. Jagoda ostatkiem sił wstała, trzymając się uporczywie drewnianej poręczy. Z oczu popłynął jej potok łez. Ręce i nogi Jagodzie bez przerwy drżały.
- Wysoki sądzie! Ja nic nie zrobiłam! To nieprawda! Stłumionym głosem wyrzuciła z siebie Jagoda. Jednocześnie przed jej oczami zaczęły pojawiać się mroczki i bezwładnie upadła.
Kiedy się ocknęła, była już na całkiem innej sali. Otwierając oczy ujrzała swoją mamę i babcię.
Oprócz nich stała jeszcze jakaś kobieta.
- Jak się czujesz? – Zapytała Jagodę babcia.
-Już jest ok. Czy już się sprawa sądowa zakończyła? Co się stało? Gdzie ja jestem?
-Dociekała 13-latka.
- Ta pani jest dziecięcym psychologiem. Jesteśmy w niebieskiej sali. Pani psycholog chce ci pomóc. Ja z babcią zaraz będziemy musiały wyjść stąd, zostawimy was same. Nikt nie będzie was ani podsłuchiwał, ani tym bardziej wam przeszkadzał.
- Bez obaw i pośpiechu opowiedz wszystko, jak było naprawdę, tej pani, a ona twoje zeznania przedstawi sędziemu. Przekonywała Jagodę matka.
-Muszę znowu tam wracać gdzie byłam przedtem?! Ja nie dam rady! Mamo!
- Nie. Nie musisz wracać do tamtej sali ,jak nie chcesz. Nie musisz patrzeć na tych ludzi. -Wystarczy, że mi wszystko opowiesz, ja wszystko przepiszę na kartce długopisem. Jestem tu po to, aby ci pomóc, zaufaj mi proszę. Odezwała się kobieta o rudych włosach upiętych w kok.
Psycholog postawiła butelkę z wodą mineralną przed dziewczyną.
Dziecięca psycholog zadając proste pytania, wszystkie odpowiedzi po kolei notowała w dużym, czarnym notesie. Od razu zorientowała się, że Jagoda boryka się z brakiem ufności.
Co gorzej, popadała coraz bardziej w obsesyjną traumę przed ludźmi pracującymi w policji, w prokuraturze, w sądownictwie. Dawało się dobitnie odczuć po wypowiedzi Jagody, że odbierała ich pracę i zaangażowanie się w bardzo poważnych sprawach i przestępstwach jako grupową zmowę! Z Jagody psychiką działo się coś dziwnego. W dość krótkim czasie utworzyła w swej głowie wypaczony obraz pojęć prawo i sprawiedliwość. Zaczęła podejrzewać ludzi, którzy stali na straży bezpieczeństwa zwykłych ludzi jako potajemną sitwę trzymającą sztamę z kryminalistami, a może nawet z mafią.
Podczas odczytu wyroku w sądzie Jagoda musiała być obecna. Jednak nie musiała zabierać głosu.
-Proszę wstać! Sąd idzie! – Usłyszała.
Sędzia dłuższy czas milczał jakby zastanawiał się nad czymś. A prokurator coś do ucha mu podszeptywał. W międzyczasie było słychać pokasływania.
Po rozpatrzeniu sprawy z powództwa cywilnego o napad i próbę gwałtu na nieletniej Durecka kontra Mierzwa sąd ogłasza wyrok, skazując winnego czynom Aleksandra Mierzwę na 2 lata pozbawienia wolności, w zawieszeniu na 5 lat. Ponadto 5000 zł grzywny pieniężnej jako zadośćuczynienie za poniesiony uszczerbek na zdrowiu dla Jagody Durckiej. Ponadto winnego zobowiązuje się napisać własnoręcznie przeprosiny zwracając honor pokrzywdzonej. Aleksandrowi Mierzwie orzeka się także zakaz zbliżania się do nieletniej na okres 5 lat, jednocześnie informując, że naruszenie jej nietykalności osobistej w tym czasie grozi odwieszeniem wyroku. – Zakończył sędzia.
-Bogu dzięki już po wszystkim. Odparła matka dziewczyny.
-Czyżby?… I ty w to wierzysz mamo? – Odezwała się po cichu Jagoda.
– Nie jestem pewna czy jest po wszystkim, bo Mierzwa mieszka w bloku naprzeciwko naszego domu. Poza tym co to jest za sprawiedliwa kara dla niego?… 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu?… Maaamo?… Sąd sobie sobie po prostu zadrwił?… W każdym bądź razie moim zdaniem bardzo niesprawiedliwy wyrok zapadł. Nie takiego oczekiwałam.
-A grzywna pieniężna 5000 zł? – Tu zawiesiła głos nastolatka.
-Moje dziecko… zdziwiła się Anna.
-Pieniądze nie zwrócą mi tego jak było przed włamaniem do mieszkania i napadem…
-Zwykły świstek papieru z wyrazem “przepraszam” i kasa nie są mi w stanie cofnąć tego co się już wydarzyło! I nigdy nie będzie już tak jak przedtem! Nie rozumiesz?! -Uniosła się Jagoda.
W gruncie rzeczy miała w tym dużo racji… pomyślała matka.
Matka nie zdawała sobie sprawy, jakie konsekwencje będzie musiała ponieść dziewczyna i z czym jeszcze się zmierzy …
Aleksander Mierzwa po wyjściu z sądu nagle zaczepił Jagodę. Kiedy się odwróciła do niego wystraszona, ledwie powstrzymując się od krzyku, usłyszała groźbę :
-To jeszcze nie koniec! Nie myśl sobie, że wygrałaś gówniaro! Ja ci dopiero teraz pokażę na co mnie stać! - Wykrzykując, groził palcem przed jej nosem.
Jagoda odwróciła się tyłem do niego i do jego rodziny, spuszczając głowę.
Adwokat podszedł do Mierzwy, ujął go za rękę.
-Proszę się uspokoić i powstrzymać się publicznie z jakimikolwiek pogróżkami! Wszystko jest przez kamery nagrywane! Jeśli sobie pan nie chce bardziej zaszkodzić…
Po ogłoszeniu wyroku tylko na pozór wszystko zaczęło wracać do normy. Jagoda zaczęła się zamykać w sobie. Nie było nic, co by ją satysfakcjonowało. Uzmysłowiła sobie, że nadal nie czuje się bezpiecznie i pewnie w domu rodzinnym. Ojciec z pewną dozą dystansu zapytał matkę o wyrok, jaki zapadł w sądzie… ale też nie zagłębiał się zbytnio w szczegóły wydarzeń, których świadkiem nie był. Jedynie, co bardziej Jerzego poruszyło, to odszkodowanie.
Z upływem czasu Jagoda zaufała na tyle Hieronimowi, że zaczęła go traktować jak brata, którego nie miała. Stali się jeszcze bardziej nierozłączni zawsze kiedy chłopak gościł w Nadróżu. Wkrótce ludzie w okolicy zaczęli ich traktować jak parę.
Nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że to zbyt bliskie pokrewieństwo, żeby oni mogli być w związku. Kiedy Hirka przez dłuższy czas nie było widać, zaraz ktoś przy robieniu zakupów dociekał u Anny:
-Gdzie zięć? Kiedy wróci?…
Matka Jagody nie czuła się jeszcze aż tak staro żeby być teściową. Była dopiero co po 30-stce.
Hieronima i Jagodę ta wybujała fantazja nieco bawiła. W końcu wspólnie doszli do wniosku, że najlepiej będzie, jak nie będą niczemu zaprzeczać. Skoro sąsiedzi i znajomi chcą tak słyszeć i tak ich oboje postrzegają, to nawet bezpieczniej dla Jagody.

Jacob_Filth Jot
 15 lipca 2021 roku, godz. 11:58

hej,

ja tak tylko od siebie dodam, że np.: "Momentami czuła, że odpływała" dwie formy przeszłe w tym zdaniu są zbędne, bo i tak tekst jest z perspektywy przeszłej, a Jagoda odpływała w momencie pobytu na sali, czyli lepiej: "Momentami czuła, że odpływa"

plus pierwsze zdanie w tym tekście:

"Jagodzie się wydawało, że każdy dźwięk jak złowieszcze echo niechcianych traumatycznych przeżyć, odbijany od każdego zakątka wielkiej sali sądowej, niesie ze sobą mroczne obrazy, których nie sposób wymazać z zakamarków [...]

Victoria Angel 18 lipca 2021 roku, godz. 10:00

Hej! Jesteś jak anioł stróż Jacobie. :-) Bardzo dziękuję za wskazówki i wskazywanie mi potknięć. :-) Obecnie choruję i nie jestem w stanie od ręki poprawiać, ale jakby co to ja jestem otwarta na szlifowanie warsztatu pisania. Bardzo dziękuję Wszystkim za uwagę i czytanie. Czekam na komentarze, jak wyzdrowieję postaram się nadrobić zaległości. :-) Wszystkiego dobrego.

Jacob_Filth Jot  18 lipca 2021 roku, godz. 10:41

Mam nadzieję, że nic poważnego, szybkiego powrotu do sił :))

Victoria Angel 18 lipca 2021 roku, godz. 10:43

Niestety poważnie choruję, ale wyjdę z tego nie wiem kiedy...:-) Muszę zmykać.