Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa szpiek, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.
 21 lipca 2019 roku, godz. 21:11

Demony z ulicy - wamp(ir)

https://youtu.be/LfuTzDCBl84
Tosia przyszła na świat w małym miasteczku. Mama była fryzjerką, a tata inżynierem. Szukał złóż gazu po Polsce, prawie nie było go w domu. Gdy przyjeżdżał, to było święto. Prezenty, rolada na obiad, mama ubierała najładniejszą sukienkę. Dom lśnił, u mamy wszystko musiało być idealne, nigdy nie była zadowolona. Tosia starała się z całych sił by zadowolić mamę, ale zawsze słyszała z jej ust tylko krytykę, nawet jak zrobiła coś perfekcyjnie, to słyszała tylko krótkie "Ok". Zawsze musiała wyglądać perfekcyjnie i wyróżniać się wśród koleżanek.
Tata był przeciwieństwiem mamy. Córka była jego księżniczką, zawsze mądra i najpiękniejsza, nawet gdy niedomyła buzi po lodach. Rozpieszczał Tosie na każdym kroku, chciał by kilka dni w roku w domu było tak szczęśliwym czasem dla niej, jak to tylko możliwe.
Nie był to jedyny mężczyzna w domu. Był też wujek Andrzej. Przychodził zwykle wieczorem, gdy Tosia kładła się spać i znikał zanim wstawała z łóżka. Nie cierpiała go. Mama zakazała jej mówić o nim tacie, powiedziała jej, że kiedyś bardzo pokłócili się z tatą i by nie mówić mu o nim, bo tato będzie bardzo zły i nie przyjedzie już do domu. Kiedyś Tosia była chora i miała gorączkę, w nocy wstała by coś się napić. Idąc do kuchni zauważyła otwarte drzwi do pokoju mamy. Tej nocy była pełnia, a może to neon ze sklepu po drugiej stronie ulicy oświetlał pokój. Przy łóżku stal nagi Andrzej, a mama klęczała przy min. Tosia szybko minęła drzwi i wróciła do łóżka. Ten obraz został jej w pamięci do dziś. Choć nie miała pojęcia, co tam się działo, przestała się odzywać do Andrzeja. Przybrany wujek próbował kupić względy Tosi, ale gdy nie przynosiło to efektów, zaczął ją unikać.
Tosia wyrosła na bardzo szczupłą dziewczynę, pomimo chudej i mało kobiecej sylwetki, jej kręcone włosy i duże niebieskie oczy spędzały sen z powiek chłopaków. Mimo to do matury nie miała chłopaka. Przed osiemnastką zmarł na zawał jej ojciec, bardzo to przeżyła, matka zareagowała nienaturalnie spokojnie. Tosia była już na tyle mądra, że wiedziała, że było jej to nawet na rękę. Z czasem poznała kolejnych wujków, matka nie wracała na noc, wiedziała że małżeństwo rodziców było fikcją.
Po maturze była kolej na studia. Wyprowadziła się do Katowic. Szybko zwróciła uwagę chłopaków z akademika. Pierwszy zakręcił się wokół niej Tomek, nie był przystojny, ale bardzo pewny siebie i był mistrzem komplementów.Tosia pierwszy raz od czasu śmierci ojca czuła się jak księżniczka w jego towarzystwie. Po imprezie wylądowali w łóżku. Namiętna noc była jak kokaina, ale gdy przyszedł ranek, Tosia czuła się pusta w środku. To była pustka, którą znała całe życie, pojawiała się zawsze gdy ojciec wyjeżdżał. Bała się, że jak ktoś ją wypełni, to nią zawładnie, straci kontrolę, a nawet siebie. Szybko po rankiem ubrała się i wróciła do swojego pokoju. Czuła że nie ma w sobie nic, czym mogłaby zatrzymać Tomka na dłużej, wolała pierwsza odejść. Potem był kolejny. Imię nie miało znaczenia. Liczyła się kolejna dawka dopaminy, gdy całowała i czuła że jest pożądana, rankiem jakby ze wschodem słońca budził ją głód bliskości, której się bała.
Pojawił się Konrad. Był dużo starszy od niej. Miał sieć hoteli w mieście, ale nie afiszował się ze swoim majątkiem. Poznali się w aptece. Konrad złapał grypę, wysoka gorączka plus wrodzony flegmatyzm spowodowaly, że tego dnia nawet najprostsza czynność była trudna jak złożenie mechanizmu zegarka. Po wykupieniu leków próbował je upchnąć do kieszeni marynarki, ale te nie chciały się tam zmieścić i lądowały na podłodze. Po omacku zbierając je, zdenerwowany pomylił but czekającej w kolejce Tosi z kolejnym pudełkiem i szarpiąc go wywrócił Tosię na podłogę. Jakimś cudem udało mu się ją złapać zanim upadła. Gdy miał ją w ramionach zauważył jej piękne duże niebieskie oczy. Zwykle czego zapragnął, to to zdobywał. W ramach przeprosin zaprosił Tosię na koncert. Konrad początkowo nie zrobił na niej dużego wrażenia, nie gustowała w straszych mężczyznach, ale jego czułość, delikatność i szarmanckość, które dotąd spotykała tylko w starych filmach przekonały ją do kontynuowania znajomości. Po miesiącu zostali kochankami. Seks był nie był częsty, ale wyrachowany. Zazwyczaj zawsze w innym miejscu, po dniu bogatym w atrakcje. Po roku Konrad oświadczył się. Tosia wiedziała, że u jego boku czeka ją spokojne życie, więc przyjęła oświadczyny. Na świat przyszła córka, nieplanowana. Po jej narodzinach wzięli ślub.
Zwykle w takim momencie kończą się bajki, bo po ślubie zaczyna się proza życia. Oboje żyli długo, ale krótko szczęśliwie. Mimo rozwoju medycyny, biologię nie da się oszukać. Z wiekiem Konrad zaczął chorować na chorobę wieńcową. Za namową lekarza Konrad ograniczył stres, biznes oddał w ręce zaufanych ludzi, ograniczył wyjazdy.
Zanikło też współżycie. Urodzenie dziecka nie stępilo dużego temperamentu Tosi. Z początku filtry z mężczyznami kończyły się na rozmowie, wspólnym obiedzie, gdzie omawiano biznesy męża, ale z czasem, gdy Konrada coraz częściej nie było w domu, kolacje kończyły się w sypialni. Miała wyrzuty sumienia, a może to bała się, że mąż się dowie, tak czy siak tłumiła te emocje w miłosnych uniesieniach. Brakowało jej męskiego podziwu, czułości i męskiego ciała.
Wśród amantów był Łukasz. Jeśli kiedykolwiek miała przyjaciela, to był nim on.
Początek znajomości był taki sam jak z innymi: zabawa, seks, alkohol, ale tym razem znajomość nie skończyła się nad ranem. Spotykali się często by zwyczajnie pogadać. Łukasz cierpliwie znosił humory Tosi, nawet to że całą winę za romans przelała na niego i zaczęła go upokarzać. Był to okres, gdy matka Tosi zaczęła starać się o dobre relacje z córką. Tosia bardzo nie chciała być jak matka, ale nie umiała uciec przed faktami.
Konrad wiedział o romansach żony. Ta wiedza była jedną z przyczyn jego stanu zdrowia. Wyparta złość i ból wywołały u niego silną nerwicę. Choć kochał Tosię, to w związku bardzo brakowało mu kogoś, komu może wszystko powiedzieć, przyjaciółki. Tę pustkę wypełniała często szklaneczka whisky.
A Łukasz trwał u boku Tosi mimo ciągłych upokorzeń. Na początku Tosia wydawała się być jego bratnią duszą, utwierdzała go w tym przekonaniu mówiąc, że tylko on ją rozumie. Tłumaczyła mu, że w małżeństwo wpędziła ją matka, dla której Konrad był wymarzonym zięciem. Miłość miała przyjść z czasem. Lukasz wierzył w każde jej słowo. Sam pochodził z rozbitej rodziny, w Tosi znalazł ciepło, którego nigdy nie doświadczył. Dużo pracował, chciał odłożyć pieniądze na swoje mieszkanie. Tosia z czasem nie ukrywała już, że Łukasz już nie jest tym drugim, lecz kolejnym kochankiem. Gdy wybuchały awantury tłumaczyła mu, że poświęca jej za mało czasu, że to przy innych czuje się prawdziwą kobietą, że ma dość jego sublokatora, potrzebuje więcej swobody, odrobiny luksusu. Łukasz stopniowo popadał w depresję. Wynajął kawalerkę i by było go stać na czynsz dorabiał w weekendy. Dodatkowy wysiłek zamiast poprawić sytuację, tylko pogłębił problemy. Rzadziej spotykali się z Tosią, a mimo to kłócili się częściej. Dopiero wrzody żołądka i pobyt w szpitalu uświadomiły Łukaszowi, że jest w tym związku jak worek treningowy. Nie musiał zrywać z Tosią, wystarczyło że przestał do niej dzwonić i kontakt się urwał.
Lata mijały i z nimi uroda Tosi. Tosia zbudowała stały związek z wierną kochanką - samotnością. Majątek po Konradzie, który zmarł po udarze mózgu wystarczał na swobodne życie. Córka szybko wyprowadziła się z domu, nie zerwała kontaktu z matką, ale też nie odwiedza jej częściej niż we święta. Po studiach szybko znalazła pracę w farmaceutycznej korporacji i poświęciła się karierze.
Dzisiaj Tosię spotykać można w parku palącą papierosa. Na ławce puszcza oko do emerytów z sąsiedniej ławki, ale ci wolą wspominać mecze Ruchu i grać w szachy. Znajomości zaczyna od lat tym samym pytaniem: " Czy ma pan ogień?".Wciąż lubi się mini zabawić, choć tak naprawdę nimi gardzi. Najgorsza jest zima i deszczowe dni, w tedy czas się jej ciągnie. Miała kiedyś kota, ale ten po tygodniu przeprowadził się do sąsiadki. Ma żal do świata, że jest taka samotna...

Tekst nie został dodany jeszcze do żadnego zeszytu.