18 września 2019 roku, godz. 11:49  8,5°C
Edytowano  9 października 2019 roku, godz. 9:03

Koronki na wietrze, 1

https://www.youtube.com/watch?v=Ya91vfl5OPk

Hałas. Tłum spoconych ludzi. Zapach papierosów, perfum, alkoholu, zapach potu, ekscytacji, zapach setek anonimowych ludzi zmieszany w jeden, gęsty opar jak skrzep zawieszony w powietrzu.

Zapach wymiocin, sof ze skóry, zapach świateł, gum do żucia i nieświeżych oddechów, skondensowane w jedno, nieobliczane i niewidzialne stworzenie, które przez nozdrza, dostaje się do mózgu, usypia koncentracje, otumania, wprowadza w dziwnego rodzaju trans.

Człowiek mimowolnie podłącza się pod ten zgnieciony w pomieszczeniu tłum, ulega jego nieskoordynowanym ruchom. Rytmowi muzyki. Ulega ogólnej ekscytacji, euforii, nieświadomości i ucieczce. Podłączony do tłumu człowiek, które na chwilę znajduje stado, czuje się w nim podwójnie bezpieczny - bo nikt go nie zna, a zarazem między wszystkimi panuje dziwne spoufalenie, każdy przyszedł zaszaleć.

Mówią, że mieszkam w luksusach. W apartamencie. W wieżowcu. Ale to nowoczesna wersja bajkowej wieży, w której księżniczka nie może uciec. I czeka na swojego księcia. Mój przychodzi średnio dwa, trzy razy w tygodniu i ma wiele twarzy, imion i zapachów. Ma różne ciała, ale zawsze jest tym jedynym, wybranym, chociaż sam się na mnie decyduje. To ja wybieram. Zawsze mogę odmówić. Powiedzieć "nie podoba mi się sposób w jaki do mnie mówi", "nie podoba mi się zapach jego włosów", "jego dłonie mnie brzydzą", ale rzadko to mówię. Mój książę, zawsze w innym ciele, tak na prawdę jest tym samym człowiekiem, dlatego nie patrzę na jego zewnętrzność, na jego drogie, starannie dobrane ciuszki, nie wącham go, nie oddycham nim, ani go nie dotykam, chociaż moje dłonie wędrują po różnych częściach ciała, nie jest to dotyk, a mechaniczne, rzeczowe dotykanie się dwóch przedmiotów.

Ich ciała się tylko przedmiotami, tak samo, jak przedmiotem jest moje ciało. To, co nie jest przedmiotem, to właśnie książę ukryty w przedmiotach. Dotyk mnie nie porusza. Ale jest w nim coś, co sprawia, że niektórzy wracają, inni przychodzą bardzo napaleni, jest w tym dotyku mojego przedmiotu, co ich uzależnia, pociąga, pozwala poczuć rzeczy, które w innymi przedmiotami o różnych twarzach i dłoniach, sposobie dotykania i mówienia, nie poczuli.

Mówili do mnie "niczego nie musisz się uczyć, masz to we krwi", "jesteś do tego stworzona". Idioci. Nie jestem do niczego stworzona. Na pewno nie do przedmiotów. Jestem stworzona dla mojego księcia, który przychodzi do mnie, ale nie może mnie uratować. Nie pozwalam mu na to. Na tym polega nasza piękna gra. Nie chodzi wcale o to, aby mnie uratował z przeszklonej wieży, mnie - uwięzioną w apartamencie, na dachu wieżowca, z widokiem na rozległe miasto, które, dla wieku piękne, pełne uroku, mi wydaje się obojętne i zimne. Nie chodzi o to, aby uciec. Świadomość, że przyjdzie do mnie to pierwsza rzecz, dla której oddycham. Inni nazywają to wsparciem, ja nazywam to rogatym przebaczeniem. Nie wiem dlaczego taką właśnie nazwę nadałam temu uczuciu. Ludzie mówią o swoich uczuciach w rzeczowy, przedmiotowy sposób: to jest gniew, a to jest smutek, to jest radość, a to upokorzenie. Ja tak nie umiem. Bo kiedy tak mówią, to mam wrażenie, że ze swojego ciała wyciągają po kolei te poszczególne emocje, kładą na stole lub innym miejscu i pokazują palcem, nazywając je przy tym. Kiedy ktoś na mnie patrzy i pyta dlaczego jestem smutna, uśmiecham się tylko. Chociaż, to co czuję, to dla innych przykrość, dla mnie to uczucie jest momentem, kiedy człowiek otwiera kabinę prysznica a ciało z ciepła, wpada w chłód łazienki. Doznaje nagłego otrzeźwienia i szoku. Tak jest ze mną, za każdym razem, gdy odczuwam smutek. Nigdy nie wiem dlaczego. Nie zastanawiam się nad tym. Gdybym to zrobiła, smutek ustąpi miejsca analizie, a gdy raz znajdę jego powód, już z tego powodu tak na prawdę nie będę smutna, bo powiem sobie: "czuję się tak i tak, dlatego i dlatego, by poczuć się inaczej, muszę zrobić to i to". I w tym przypadku to jedyna rzecz, którą muszę. Wpadanie w nazwane emocje jest jak być muchą złapaną w sieć pająka. Jeśli człowiek nie potrafi wydostać się z czegoś, co ma nazwę, to znaczy, że ta nazwa go przeraża i ma nim władzę. Nade mną nikt i nic nie ma władzy, chociaż niektórym wydaje się, że jest odwrotnie.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Jacob_Filth, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.