23 maja 2020 roku, godz. 19:26

Przeprowadzka

Dziś, jak wracam pamięcią, to lato roku 1986 było ciepłe, słoneczne i bez deszczu prawie. Decyzja zapadła. Kolejna przeprowadzka. Nie pamiętam dziś, czy byłem smutny, czy zadowolony, czy nie miałem w ogóle emocji związanych ze zmianą miejsca zamieszkania. Zmiany miejsc zamieszkania i otoczenia pomagały mi w nawiązywaniu coraz to nowych znajomości i koleżeństwa. Pomagały również w wyciszaniu się. Nie zdążyłem się porządnie rozbrykać, a tu już nowe twarze, nowe miejsce i powoli trzeba było dostosowywać się i powoli odkrywać swoje karty.

Przeprowadzka była solidnie przygotowana — pomagała nam najbliższa rodzina. Przyczepa zakryta wielką plandeką i ciągnik. Takim sprzętem został przewieziony cały dobytek. Suchary na drogę — i naprzód! Kolejne miejsce, które to nie dysponowało szkołą i kościołem. Kolejne miejsce, z którego należało dojeżdżać, dochodzić. Każde, niestety, mieszkanie (DOM) z dwoma pokojami. Jeden pokój zajmowany przez rodziców, drugi przez naszą trójcę. I w Trzebieniu, i w Białej w jednym pokoiku działy się turbulencje, choć byliśmy młodzi i łatwiej było się dostosować.

Odległość pomiędzy Trzebieniem a Białą jest niewielka, bo tylko dwadzieścia sześć kilometrów, tak więc kilka kursów w ciepłe dni wakacyjne roku 1986 przebiegły sprawnie.

Jak sięgnę pamięcią, przeprowadzka jakby wpisana była w nasze funkcjonowanie. Zawsze byłem gotów na zmiany.

Tak się złożyło, że uniknąłem zmiany szkoły podstawowej podczas trwania roku szkolnego. Przeprowadzka w lecie to taka atrakcja na wakacje, aby był czas na przygotowanie się do nowej szkoły (tym razem trafiło na Świerzno) oraz na zawarcie nowych znajomości podczas czasu wolnego od nauki. A czekały na nas solidne znajomości, które do dziś pamięta się dość mocno. Monika i Tomek Maciongowie, Piotr Siatkowski oraz przyjeżdżająca na wakacje do Białej Anna Grzybowska.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Paweł Lewiński, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.