11 lutego 2012 roku, godz. 16:59 7,6°C

Dyskoteka gra.

Dyskotekowe rytmy. Błyszczące koszulki. I ja. Ja, sama wśród tych wszystkich osób. Ktoś jest obok mnie, ktoś stawia mi drinka. Piję. Próbuję utopić te uczucie, które przepełnia mnie odkąd Go nie ma. Sama tego chciałam, sama to zrobiłam. Zdrady się nie wybacza. A teraz ja mam tysiące imion. I na tysiąc razy odmieniam moje ja. A alter ego nie pozwala mi zasnąć. Myśl o Nim mi nie pozwala. Chciałabym mieć to już za sobą. Zostały dwa wyjścia: wrócić lub zapomnieć. Wrócić znaczy wybaczyć i ponownie zaufać. Nie potrafię się na to zdobyć. Ona Go miała, jak mam mu ufać?
Nagle tracę grunt pod nogami. Upadam. A wraz ze mną, wszystkie z tysiąca moich ja. I wstaję. I wychodzę. Wstyd przepełnia mnie całą. I coś mi się zrujnowało. Coś więcej niż życie. Stoję już na ulicy. I jest lat. I jest północ. I jest chłodno, a zarazem jakby upał. I jest mi dobrze. I jest mi źle. Znów upadam, a nie zrobiłam nawet kroku. Huczy mi w głowie, nucę jakąś tandetną piosenkę- leżąc. A mój brzuch woła: ratunku! Mózg go karci, a mówi ze teraz niech cierpi. Gdyby nie motylki, gdyby nie przyjemne uciski... I niech wyje. Więc i ja, ja zaczynam płakać. Czyżby mi zależało? Jeśli nie, jeśli to nie są łzy? Może to dusza skrapla mi się i wypływa. Przez obojętność. A na moim policzku zapewne już żałosny witraż z rozmazanego tuszu. No trudno, teraz dla nikogo nie muszę być piękna. I chciałabym coś zamknąć do magicznego pudełeczka i je wyrzucić, spalić, zatopić. To coś siedzi we mnie, gdzieś w samym środeczku. I krzyczy, i wije się z bólu. A wśród tego całego bólu tysiące mnie. A później coś umiera. Nie chcę Go. Niech błaga, niech przeprasza. Tracę świadomość. Który jest dzień? Która godzina? Nie wiem nic. Ktoś mnie podnosi i budzę się w domu. Bez Niego.

Sheldonia Laura
 11 lutego 2012 roku, godz. 21:05

Och:( Maltretuję się tymi Twoimi tekstami. Pięknie. Zawsze jest pięknie jak się pisze z sercem.

Meteora Athina
 11 lutego 2012 roku, godz. 17:29

Skąd ja to znam?