20 maja 2020 roku, godz. 14:22 0,6°C 48
Edytowano  20 maja 2020 roku, godz. 14:36

Jakbym złoty brąz...

Dostaliśmy zaproszenie do Bułgarii, do Warny od Jelenki i Władysława. To młodzi trzydziestoparoletni artyści bułgarscy, prowadzący w tym mieście wielką galerię sztuki. Postanowiliśmy uczcić to zaproszenie i pojechać do nich w jakiś szczególnie heppeningowy sposób. Myślałem o czerwonej białoruśce sąsiada, a Ty o sześćdziesiątce Twojego Brata. Kiedyś jeździłem z panem Gitesem na ciągniku i jego też bym upamiętnił, luzackiego traktorzystę RSP, w której stawiałem kroki mające mnie przysposobić do funkcji zootechnika w PGR. Ale kolejny Twój Brat zaproponował nam jednego ze swoich samochodów TIR. I jego propozycja zwyciężyła. Szybko kupiłem prawo jazdy na taki samochód u zaprzyjaźnionego urzędnika wydziału komunikacji wsiedliśmy, i pojechaliśmy pełni werwy i zapał twórczego.

Żeby przebieg nie był pusty ogromną naczepę tira wypełniliśmy wesołymi modlitwami i konkretnie sprecyzowanymi modlitwami, które sprawiły Panu Bogu ogromną przyjemność, więc spełnił je przesyłając wszelkie łaski potrzebne do normalnego życia: nas - kobietę i mężczyznę siebie wzajem kochających od pierwszego wejrzenia przez list na portalu literackim i słowa przekazane sobie telefonem, zdrowie, wesołość, humor, pasje wspólne, zamiłowanie do tworzenia szczęścia, do podróży, uwielbienie życia w radości i częstej ekstazie oraz bawienie się rozkoszą i tkwienie tygodniami w błogości, wiarę w mądrość, cierpliwość do zła i zdecydowanie w działaniu dla dobra i w przeciwstawianiu się złu. Olaboga bintalalla! Co myśmy to od Boga nie otrzymali! Nie rozumiałem tylko skąd dokładnie na środku naczepy wziął się ul i skąd wiedziałem, że ten ul był dokładnie na środku oraz że to ul typu Dadant. Jechało się spokojnie, choć na błędach uczyłem się panowania nad taką ogromnością na zakrętach i rondach. Nie wiedzieć czemu tłumy wiwatowały na naszą cześć w Serbii. Kobiety przynosiły befsztyki z baraniny do kabiny, a mężczyźni w czapkach baranicach śliwowicę.

Dojechaliśmy do Bułgarii, gdzie na granicy serem i ciastem przywitali nas Cyganie, którzy pracują przy zbiorze płatków róż na co dzień oraz potomkowie jeży, które miały wypędzić żmije ze Złotych Piasków. Najstarszy z nich podszedł i powiedział HOŁK! Po czym córki właścicieli pól paprykowych wykonały ludowy taniec - modlitwę o plon obfity. Policjanci poprosili nas, aby mogli nam udzielić asysty do samej Warny i prowadzić nas w podziękowaniu za radość naszą i ich, która jest pokłosiem naszego szczęścia i działalności dla dobra codziennej lokalnej ludzkości.

Przyjechaliśmy do Warny. Nasi znajomi czekali na nas. Biesiadowaliśmy i rozmawialiśmy. Tańczyliśmy i śpiewaliśmy. Złożyliśmy w końcu kwiaty róż pod pomnikiem solidarności żołnierza bułgarskiego z radzieckim sołdatem, który góruje nad Warną i budzi podziw, zachwyt i daje nadzieję na normalność, bo Bułgarzy nie zburzyli go jak Talibowie czy urzędnicy pisuaru, ale przemianowali go na pomnik wolności, niepodległości i dobrej zabawy o winie bez wyliczania win. Znowu przyszliśmy do domu, który był połączony z wielką galerią sztuki w korytarzach, której gubiłem się. Ty zostałaś z Jeleną i Władysławem, a ja włóczyłem się po salach oglądając zbiory malarstwa, dziewiarstw czy koronki z całego świata. Mijałem jedną za drugą wycieczkę, którą zawsze oprowadzała około osiemdziesięcioletnia elegancko ubrana pani.Włosy miała upięte w kok.Miały jakiś niesamowity kolor. Jakby srebro skrzyżowane z grafitem. Była bardzo miła i emanowała z jej ciała jakaś niewyobrażalna serdeczność, czułem się przy niej przeszczęśliwy. Ona mnie potem już oprowadzała i objaśniała mi obrazy, mozaiki, freski, a nawet greckie amfory, a ja filmowałem ją swoją kamerą SONY.

Mieliście do mnie trochę pretensji, że się zagubiłem na kilka godzin. Opowiedziałem Wam co mi się przydarzyło. Nie wierzyliście. Twierdziliście, że Old Melnik mi zaszkodził. Pokazałem Wam film. Jelenka i Władysław zamarli, a potem popłakali się. Na filmie była była jej babcia. To ona założyła tą galerię. Zmarła w roku 1990. Uwielbiała oprowadzać wycieczki. Znała wszystkie języki narodowe krajów demokracji ludowej.

Mój film stał się teraz najważniejszą atrakcją galerii. Twój Brat przyleciał po TIRA i wrócił nim na Podbeskidzie, a my udaliśmy się na zaproszenie Króla Bułgarii do ogrodów królowej Marii w Balcziku, gdzie odbywał się akurat zjazd przywódców Międzymorza. Zostaliśmy tam dwa słoneczne tygodnie jak to w Bułgarii.

Obraz zaczął być niewyraźny. Za to do moich uszu coraz wyraźniej przebijała się uwielbiana przeze mnie melodia"Midnight Summer Dream" "Dusicieli". Ulubiona stacja radiowa tak przywoływała mnie do majowego wtorku. Pora było wstać. Uśmiechnąłem się i podziękowałem autorowi scenariusza za tę cudną opowieść. Nie każdej nocy na szczęście pisze je ktoś jakby Stephen King.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.